Gość 03.02.2012 11:31

Jakiś czas temu zetknąłem z historią, która wywarła na mnie duże, ale niestety przygnębiające wrażenie. Rzecz zaczęła się w czasie II wojny światowej we Francji. Jej bohaterem jest portugalski konsul w Bordeaux .Był to arystokrata, człowiek zamożny, charakteryzujący się bardzo głęboką wiarą/ dużo czasu poświęcał modlitwie, w swojej posiadłości w Portugalii wybudował figurę Chrystusa/.Gdy w 1940 roku Niemcy zaatakowały Francje i zaczęły błyskawicznie posuwać się do przodu ,terytorium tego kraju próbowały opuścić osoby, które obawiały się nazistowskiego terroru. Rzesza takich osób zjawiła się także w Bordeaux ,przed portugalskim konsulatem. Jednocześnie portugalski MSZ przekazał do swoich placówek dyplomatycznych instrukcje zawieszające możliwość wydawania wiz uciekinierom, a szczególnie osobom pochodzenia żydowskiego. Bohater tej historii ,podjął decyzję ,że wbrew tej instrukcji będzie wydawał tym ludziom portugalskie wizy. Pobudki takiej decyzji płynęły z głębokiej wiary chrześcijańskiej, ze wskazania ,że w sytuacji śmiertelnego zagrożenia ,należy pomóc bliźniemu . Konsul poprzedził swoją decyzję wraz z żoną długotrwałą modlitwą .Ona utwierdziła go w przekonaniu, co należy czynić. Do czasu swojego odwołania, wydał portugalskie wizy kilku tysiącom ludzi, w przeważającej liczbie uciekającym przed Niemcami Żydom .Uratował tym ludziom życie. Po odwołaniu do Portugalii ,nie tylko stracił pracę w dyplomacji, ale otrzymał „ wilczy bilet”. Ten wszechstronnie wykształcony człowiek, znający biegle kilka języków ,nie mógł znaleźć żadnej pracy. Otoczył go całkowity ostracyzm społeczny. Jego wraz z rodziną zaczęto traktować jak „ trędowatych”. Znajomi całkowicie się od nich odwrócili. Gdy skończyły się oszczędności, konsul ,by zapewnić byt rodzinie wysprzedawał kolejne składniki swojego majątku. Ale nie starczyło tego na zapewnienie wykształcenia licznej gromadce dzieci .Rodzina żyła w coraz gorszych warunkach. W końcu poważnie zachorowała żona ,z powodu braku środków pieniężnych zmarła praktycznie bez pomocy medycznej. Konsul zmarł w latach 50 –tych w zupełniej biedzie, w szpitalu prowadzonym przez oo. Franciszkanów dla ubogiej ludności.
Opisałem tak obszernie tę historię ,bo mocno mnie ona nurtuje.
Czy możemy posiłkować się nadzieją , że jeżeli będziemy żyli zgodnie z wolą Bożą , to Bóg nam pomoże ? Czy modlitwa daje nam pewność ,że Opatrzność Boża będzie miała nad nami pieczę ? Smutna historia konsula wlała w moją duszę duże wątpliwości . Bo może to jest tak , że nasza chrześcijańska nadzieja sprowadza się de facto wyłącznie do życia przyszłego , kiedy to otrzymamy swoją nagrodę w niebie.

Odpowiedź:

Opisywany konsul postąpił słusznie kierując się miłością bliźniego. I choć konsekwencje jego czynów miały bolesne następstwa dla jego rodziny, myślę że nigdy nie żałował swego czynu. Warto rozważając tą historię przeczytać początek szóstego rozdziału Ewangelii wg Św. Mateusza (Mt 6,7). Nagroda za nasze dobre czyny nie zawsze spotyka nas od razu, a czasem dopiero w życiu wiecznym. Pamiętajmy o słowach Chrystusa: "Jeśli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (J 15,20)

XMP.