Jak poradzić sobie ze skrupułami?

To prostsze niż się wydaje. Tylko trzeba przestać kurczowo trzymać się swojego lęku.

Ile to już lat przymierzałem się do napisania tego tekstu? Z dziesięć co najmniej. Materia jednak śliska, niejednoznaczna. Łatwo o uproszczenia, które w konkretnym wypadku mogą okazać się prostactwem. Łatwo o niesprawiedliwy sąd, łatwo o zaszufladkowanie i to do szuflady niewłaściwej. To może jednak nie pisać nic? Chyba nie mogę. Bo problem ten w naszym serwisie pojawia się coraz częściej, zdecydowanie już dominując nad innymi. I, niestety, zabierając mnóstwo czasu na tłumaczenia, odbiera możliwość otrzymania odpowiedzi na inne pytania w sensownym czasie. Koniecznie więc trzeba. O skrupułach i radzeniu sobie z nimi oczywiście mowa.

Sporo na ten temat można znaleźć gdzie indziej. Polecam książkę „Skrupulatom na ratunek”.  W internecie zaś odpowiedź, jakiej na pytanie o skrupuły udzielił w książce Pytania nieobojętne” o. Jacek Salij,  niekwestionowany mistrz  odpowiadania na trudne pytania. Jeśli ktoś woli odpowiedź od J., to już trudno. Napiszę. Z zastrzeżeniem, że moje rady nie muszą być najmądrzejsze. A przede wszystkim zapewne nie pomogą już tym, którzy zbyt głęboko już w problem weszli. Jeśli jednak są dopiero na początku tego koszmaru – mają spore szanse im pomóc.

Przyczyny

Pierwszą rzeczą, którą warto zauważyć  jest to, że problem skrupulatnego sumienia mocno przypomina czy wręcz jest formą jakiejś nerwicy natręctw. Ta dotyczy np. sprawdzania czy zamknęło się drzwi albo częstego, w obawie przed zarazkami, mycia rąk. Skrupuły to takie natręctwo dotyczące sfery duchowej. O tyle gorsze np. od tego sprawdzania czy zamknęło się drzwi albo czy zakręciło się gaz, że w praktyce nie ma sposobu, by zweryfikować stan faktyczny; nie da się napisać listu do Boga i zapytać, jak się na to czy tamto zapatruje. Trzeba zaufać tym.. Słowo Bożemu  (! tak!, o tym za chwilę) i tym, którzy obeznani z tematem w problemie radzą. I na pewno nie słuchać tych, miejmy nadzieje nielicznych psychologów, którzy w podobnych sytuacjach radzą przestać się przejmować wiarą, a najlepiej całkiem ją odrzucić. To tak, jakby w przypadku wspomnianych nerwic kazać wymontować drzwi i wychodzić oknem albo odciąć od mieszkania zasilanie gazem. No ale gdy samemu się jest „prywatnym przeciwnikiem Pana Boga”...

To po pierwsze. Po drugie warto zauważyć, że z perspektywy duchowej na skrupuły można nieraz patrzyć jak na szatańską pokusę. Dlaczego? W dłuższej perspektywie umęczeni skrupułami będą podlegali pokusie, by dać sobie z tym wszystkim spokój. Albo całkiem porzucić wiarę albo uznać, że nawet jeśli ma sens, to dla mnie osobiście już nie. Bo i tak jestem już potępiony, bo nie jestem w stanie unikać ciężkich grzechów, nie jestem w stanie dobrze się z nich wyspowiadać; choć bardzo się staram, a spowiedź staje się udręką, której dla swojego dobra się poddaję i tak zawsze potem znajduję coś, co mogłoby świadczyć, że znów kiedyś tam ciężko zgrzeszyłem albo że moja spowiedź była nieważna. Co bym nie zrobił, zostanę potępiony. Pytanie: komu zależy na tym, by człowiek zrezygnował z wiary albo by porzucił nadzieję na swoje zbawienie? Odpowiedź jest oczywista. I nie sposób jej wagi nie wziąć pod uwagę.

Po trzecie, trzeba sobie jasno uzmysłowić, że sumienie to sąd rozumu. Sąd rozumu o tym, co jest dobre, a co złe. W skrupułach tymczasem na pierwszy plan wysuwa się lęk. Lęk, czyli uczucie. O czym myślimy mówiąc o wyrzutach sumienia? Że ODCZUWAMY jakiś niepokój związany  z tym, że coś zrobiliśmy czy wydaje nam się, że zrobiliśmy źle. Tymczasem do oceny  czy coś jest dobre czy złe należy użyć nie uczuć, a rozumu! Sygnał, jakim są wyrzuty sumienia trzeba poddać weryfikacji rozumu. Gdy rozum rozstrzyga, że faktycznie zrobiliśmy coś złego – trzeba uderzyć się w piersi i jeśli uznajemy, że był to grzech ciężki – pójść do spowiedzi. Jeśli natomiast rozum nie widzi w danym czynie, zachowaniu zła albo zło jedynie prawdopodobne i to czasem dopiero przy spełnieniu kilku innych warunków, to ów niepokój trzeba odrzucić i nie kierować się nim. Nie da się?

Ludzie z lękiem wysokości (a ma go do pewnego stopnia każdy zdrowy człowiek) boją się wejść na balkon na 25 piętrze bloku. Ale gdy sprawę przeanalizują i stwierdzą, że przecież prawdopodobieństwo że balkon się zarwie, barierka o którą się oprzemy – a nie musimy! – wyłamie albo że jakaś tajemnicza siła uniesie nas na chwile w górę i zrzuci w dół są skrajnie nieprawdopodobne, to pewnie jednak wyjść na ten balkon się zdecydują. Strach nie zniknie oczywiście od zaraz. Ale po dłuższej chwili powinno już być lepiej. A po wyjściu na balkon po raz dwudziesty, lęku już nie będzie. Owszem, pojawi się znowu, gdyby człowiek np. wpadł na pomysł, by zejść po balkonach piętro niżej, no bo to bez zabezpieczenia faktycznie znacznie bardziej niebezpieczne niż stanie na balkonie. Samo stanie na balkonie nie będzie już jednak robiło takiego wrażenia.  Zjawisko znają zresztą ci, którzy chodzą po górach wysokich; dzień, dwa, trzy i strach przed przepaścią przestaje być tak dojmujący. Podobnie uznanie, że należy kierować się rozumem, nie uczuciami, może pomóc skrupulatowi wyciszając jego lęki. Wyciszając, stopniowo, nie od ręki...

Po czwarte, mniej istotne, ale mogące pomóc... Skąd właściwie biorą się skrupuły? Różnie to być może. Specjaliści od duchowości zauważają, że stosunkowo często pojawiają się u tych, którzy wcześniej w ogóle grzechem się nie przejmowali. Tak jakby „wahadło przejmowania się” wychyliło się w u nich w drugą stronę. Wtedy dobra spowiedź generalna  u mądrego spowiednika, który zakaże rozgrzebywania złej przeszłości powinna pomóc. Trzeba po prostu tamten grzeszny rozdział życia zamknąć i do niego nie wracać. A ewentualne lęki w tym względzie tłumić tak, jak napisałem wyżej; rozumem. Dość często jednak to, co nazywamy sumieniem skrupulatnym, jest w istocie rzeczy sumieniem powikłanym. Czyli takim, które na jakiś rodzaj grzechów reaguje alergicznie, ale innych nie zauważa. To znaczy, dokładniej,  zdaje się nie zauważać....

Coś takiego szczególnie może się przydarzyć tym, którzy popełniwszy jakieś większe zło (choćby było to tylko wrażenie subiektywne) próbują się go wypierać; wyprzeć go ze swojej pamięci albo zbagatelizować. Sygnał, jakim jest wyrzut sumienia – uczucie – może dotyczyć wtedy czegoś zupełnie innego niż to, o czym człowiek myśli i mówi; ten wyrzut sumienia pojawia się u niego w związku z innym, tajonym grzechem. Gdy więc człowieka zaczynają gnębić skrupuły warto zapytać, czy tak właśnie w moim przypadku nie jest. Wtedy spowiedź, na której poruszy się ten najistotniejszy problem pomoże powrócić sumieniu na zdrowe tory także w tych ogarniętych przez skrupuły dziedzinach...

Po piąte, dość ważne... Skrupuły stosunkowo często dosięgają osoby o osobowości egocentrycznej. Co niekoniecznie na pierwszy rzut oka widać. Chodzi o specyficzny egocentryzm, który chce widzieć w sobie samym chodzącą doskonałość i nie może znieść, że ktoś, nawet Bóg, mógłby mieć coś człowiekowi do wybaczenia. Zadręcza się więc drobiazgami dlatego, że – świadomie czy nie – nie chce Mu nic zawdzięczać; wszystko, co od Niego otrzymuje, ma mu się po prostu należeć. Pomijając nawet kwestię, że to niemożliwe, że nawet najbardziej bezgrzeszny człowiek ma u Boga nie do spłacenia dług wdzięczności – choćby za to, że Bóg powołał tego człowieka do istnienia – trzeba zauważyć, że to niezdrowe podejście. Nikt z nas nie jest pod względem moralnym bez skazy.  Nawet święci. Bo świętość i doskonałość to dwie różne, tylko częściowo ze sobą tożsame rzeczy. Trzeba – trochę przejaskrawiając – po prostu zgodzić się, że nie da się Bogu powiedzieć: patrz, jestem idealny, nawet Ty nie znajdziesz we mnie cienia zła. Bo choć możemy być święci, to chodzącymi ideałami raczej nigdy nie będziemy.

Po szóste, chyba najważniejsze... Człowiek ogarnięty przez koszmar skrupułów bardzo często nosi w sobie fałszywy obraz Boga. Bóg nas kocha? Bóg jest miłosierny? To dla niego niewiele znaczące hasła. Gdy jest, jak wspomniałem, egocentrykiem, to powie, że on tej miłości i miłosierdzia Bożego nie chce potrzebować. Najistotniejsze jednak, że myśli o Bogu nie jako o kimś dobrym, ale jako o złośliwym zrzędzie, który zawsze znajdzie powód, by wytknąć winę, oskarżyć, a w konsekwencji odesłać do piekła. I to lęk spowodowany takim obrazem Boga sprawia, że człowiek gorączkowo poszukuje sposobu, by wszelkie możliwe życzenia tego zrzędy spełnić; by nie mógł się o nic czepiać. A że, jak już napisałem, nikt nie jest ideałem, zaczyna się koszmar przekonania, że nie jestem w stanie Boga zadowolić, bo zawsze znajdzie jeszcze to albo jeszcze tamto; że uzna, że za mało żałowałem albo że nie dość dokładnie mój grzech wyznałem. Tak, skrupuły bardzo często związane są z takim fałszywym obrazem Boga. I żeby się skrupułów pozbyć, trzeba ten obraz Boga w swoim sercu przemalować tak, by odpowiadał temu, jakim Bóg naprawdę jest; jakim maluje Go nam objawienie, zawarte w Tradycji Kościoła i w Piśmie Świętym. Bo mamy wierzyć w Boga, który objawił się niegdyś  człowiekowi, nie w takiego, którego ktoś z różnych powodów błędnie sobie wyobraził. Trzeba po prostu zaufać, że Bóg jest naprawdę dobry. Ale o tym trochę więcej za chwilę.

Tych parę uwag powinno każdemu, kto problem skrupułów przeżywa, pomóc w odnalezieniu przyczyny, czy splotu przyczyn, które go do takiego stanu doprowadziły. Teraz, skoro już jest jakaś diagnoza, przejdźmy do tego, jak tę chorobę leczyć; jakie są zasadnicze kierunki duchowej terapii ludzi z takim problemem. Nietrudno zauważyć, że już wskazanie na przyczyny skrupułów wskazuje. Ale zauważmy.

Lekarstwa

Przede wszystkim trzeba uwierzyć, że zgodnie z danym nam objawieniem – zawartym w Piśmie i Tradycji – Bóg jest dobry. Jest „światłością, w której nie ma żadnej ciemności”. A skoro taki jest, to na pewno nie będzie się czepiał. Nie będzie doszukiwał się grzechu tam, gdzie na rozum go nie widzimy. Nie będzie doszukiwał się błędów w wyznaniu grzechów po to, by skruszonego przecież grzesznika odepchnąć. Nie, wszystko co wiemy z objawienia o Bogu mówi nam, że Bóg taki nie jest. Nie wolno nam więc widzieć w nim kogoś złośliwego, czepiającego się o każdy przecinek, ale mamy widzieć Go takim, jaki naprawdę jest: jako dobrego Ojca. Wymagającego, owszem, ale naprawdę dobrego.

Po drugie... Warto pamiętać, że skrupuły mogą być wynikiem zamieszania, jakie w sercu człowieka czyni diabeł. Jak pisałem, to jemu zależy na tym, żeby człowiek zrezygnował z troski o własne zbawienie.  A wcześniej czy później najpewniej zrezygnuje, jeśli życie religijne stanie się dla niego koszmarem. Dlatego ów niepokój skrupułów, całe to przeczuwanie (bo nie myślenie), że Bóg będzie się o wszystko czepiał i zrobi z igły widły, należy potraktować jako pokusę. Czyli odrzucić. 

Po trzecie, skrupulat powinien odrzucić swój egocentryzm; tę chęć bycia tak doskonale bezgrzesznym, by Bogu nic nie zawdzięczać. Trzeba zgodzić się na to, że przyjdzie nam czasem mówić „moja wina” z przekonaniem, że faktycznie jest to nasza wina, a nie tylko pusty rytuał. Trzeba też porzucić ten egocentryzm, który każe uważać się za osobę z tak wielkim problemem, że nie mogą na nie zadziałać proste rozwiązania.

Po czwarte, związane dość mocno z poprzednim: każdy chrześcijanin, nie tylko skrupulat, powinien skupić się na dobru. „Chcę być dobrym człowiekiem”, „chcę, zgodnie z najważniejszym przykazaniem, kochać” to dużo ważniejsze niż to, by być nieskazitelnie czystym. Bo można być czystym i pustym. A chodzi o to, by moje wnętrze wypełnione było dobrem i by takie były moje czyny. Mówił o tym Pan Jezus, kiedy wspominał o złym duchu, który opuszcza człowieka, ale po jakimś czasie wraca; i gdy zastaje dom czysty, wysprzątany, ale pusty, zaprasza inne demony, gorsze niż on sam. I staje się stan takiego człowieka gorszy, niż był przedtem. O to właśnie chodzi: by nie pytać czy ten albo tamten drobiazg jest grzechem, ale by szukać dobra. Proszę zresztą zauważyć: ktoś, kto w ten sposób patrzy na rzeczywistość nie widzi w gruncie rzeczy zła. On pyta czy to grzech, ale zła nie widzi. Bo inaczej znałby odpowiedź na swoje pytanie. Tymczasem jeśli uzyska odpowiedź, że to grzech będzie, owszem, unikał takiego postępowania, ale tylko ze strachu albo z chęci bycia czystym. Gdy natomiast skoncentruje się na dobru będzie widział, że tak czy inaczej postępować nie warto, bo dobra z tego nie ma. Choćby miało to być tylko dobro, jakim jest godziwa rozrywka.

Warto dodać, nawiązując do wspomnianej nauki Jezusa: kiedy człowiek koncentruje się na dobru, wypełnia serce dobrem, jest w jego sercu znacznie mniej miejsca na to, co złe. Ciągłe zamiatanie i wycierania, zamiast meblowania serc dobrem powoduje tylko, że grzechy mają w takim sercu bardzo dużo miejsca; wiele ich się w nim zmieści. 

Po piąte... Gdy pojawiają się skrupuły warto zrobić porządny rachunek sumienia i zapytać samego siebie, czy nie jest przypadkiem tak, że to nieprzyjemne uczucie wyrzutów sumienia nie dotyczy jakiegoś innego, ale konkretnego i poważnego zła, a tylko wydaje się dotyczyć różnych błahostek....

Po szóste, też bardzo ważne i w zasadzie kluczowe. Trzeba pamiętać, że osąd co do dobra i zła jakichś czynów czy postaw należy do rozumu. Uczucia – także towarzyszący skrupułom lęk – to kiepski miernik moralności. Może nie tylko wyolbrzymiać grzechy ale także sprawiać, że człowiek faktycznych grzechów nie widzi. Klasyka? Przekonanie wielu, że jeśli czynów nieczystych dopuszczają się z miłości, to jest to usprawiedliwione. I to niezależnie od tego, czy w tle jest ślub czy nie albo czy chodzi o cudzołóstwo czy nie. Miłość, tu rozumiana jako uczucie, z wszystkiego niby rozgrzesza. A gniew budzą ci, którzy próbują z tego letargu przyjemnych uczuć wyrwać.

Warto dodać: rozum powinien nie tylko udzielić odpowiedzi na pytanie zrobiłem coś złego, ale też jakie były moje intencje, na ile byłem świadomy zła i na ile mój czyn był dobrowolny. Ot, jeśli ktoś jedzie ostrożnie drogą, zgodnie z przepisami a nawet wolniej i spowodował wypadek, to najpewniej nie miał takiej intencji i – co ważne – nie dopuszczał, ze mogłoby się coś takiego stać. Co innego gdyby jechał za szybko. Wtedy powinien roztropnie przypuszczać, że może spowodować wypadek.... Na temat świadomości i dobrowolności więcej w artykule Waga grzechów

Po siódme... W ocenie dobra i zła trzeba kierować się roztropnością i umiarkowaniem. Ot, kiedy ktoś pyta, czy dotykanie samego siebie przy okazji troski o higienę intymną jest grzechem. Roztropnie na sprawy patrząc człowiek musi dbać o higienę. Inaczej ludzie przechodząc obok  niego będą zatykać nos czy przyplączą się jakieś infekcje. Nie inaczej jest np. w kwestii obaw, że leżący gdzieś paproch jest kawałkiem Ciała Pańskiego. Jakie, roztropnie oceniając, prawdopodobieństwo, że taki kawałek znajdzie się przed kościołem? A gdy chodzi o miejsce, gdzie rozdawana jest Komunia: dlaczego Bóg miałby karać człowieka za to, że nie informował księdza o kawałku, który jest tak mały, że bez lupy albo nawet i mikroskopu trudno ocenić czym w zasadzie jest? Podobnie w kwestii rzekomej obmowy: nie samo mówienie o innych czegoś złego, ale też powód, dla którego się to robi jest istotny. W tej kwestii ważne jest też wspomniane umiarkowanie: trudno mówić o grzechu zwłaszcza poważnym, jeśli szkoda jaką ponosi obmawiany jest mikroskopijna. Podobnie z umiarkowaniem należy patrzyć różnorakie lęki związane  z wyrządzeniem innym krzywdy. To, że ktoś się poczuje dotknięty, a zwłaszcza już, że będzie rozpowiadał jakie to krzywdy doznał wcale nie musi znaczyć, że faktycznie chodzi o wielką krzywdą. Czasem może nie być jej wcale. Ot, próba zamykania ust w kwestii dopuszczalności in vitro ze względu niby na to, że dziecko tak poczęte może się czuć deprecjonowane... W sumie jeśli poczęcie jest wynikiem gwałtu to nikt nie mówi, że uznanie gwałtu za zło deprecjonuje poczęte w ten sposób dzieci, prawda? A więc z roztropnością i umiarkowaniem...

Także wielkość grzechu trzeba rozpatrywać z roztropnością i umiarkowaniem. W przypadku grzechów przeciw bliźnim warto zapytać np. czy gdyby ktoś wobec mnie postąpił jak ja wobec bliźniego, czułbym się mocno dotknięty? Są ludzie przewrażliwieni na własnym punkcie, owszem. Ale wielu z nas na wiele drobiazgów nie zwraca w ogóle uwagi. Jeśli sami niespecjalnie czulibyśmy się czymś skrzywdzeni, to pewnie i ten, wobec którego tak postąpiliśmy, nie powinien się tak czuć.

Po ósme, w sytuacjach, gdy chodzi o grzechy popełniane myślą warto pamiętać, że prócz grzechu istnieje też pokusa i zadać sobie trud odróżnienia jednej od drugiej. Ot, jeśli człowieka nachodzą natrętnie bluźniercze czy nieczyste myśli: czy fakt ich pojawienia się jest zaraz grzechem? Byłby, gdyby człowiek z lubością się na tych treściach zatrzymywał. Ale skoro ich nie chce i jest nimi wręcz umęczony, to z całą pewnością mamy do czynienia z pokusą, nie z grzechem. Bo w ocenie zła liczy się decyzja woli, nie to, ze coś się pojawiło. Tak też należy patrzyć na problem negatywnych uczuć: jeśli prowadzą do złych czynów, to jest grzech. Ale nie z powodu tych uczuć, ale z powodu złych czynów. Jeśli człowiek w swoim postępowaniu tymi negatywnymi uczuciami się nie kieruje, nie ma mowy o grzechu. I o ile np., pielęgnowanie  sobie złości można by uznać za coś złego, a przez to grzesznego, to niechciane myśl która przechodzi człowiekowi przez głowę, a którą człowiek nie zamierza się kierować z całą pewnością nie są żadnym nawet najmniejszym grzechem...

Po dziewiąte, wątpliwości skrupulata... Gdy dotyczą oceny czynu należy spokojnie użyć rozumu. Gdy dotyczą tego, czy czyn miał miejsce (a tak dość często się skrupulatom zdarza) to też należy posłużyć się roztropnie rozumem: skoro nie jestem pewien, czy coś tak czy inaczej zrobiłem, to najpewniej nie zrobiłem. Bo gdybym zrobił, to przy moim sumieniu na pewno bym pamiętał. Zwłaszcza gdyby to było coś naprawdę istotnego...

 

Chyba tyle. Nie, to na raczej nie zastąpi mądrego prowadzenia przez spowiednika tych, którzy wpadli już w skrupuły głębiej. Ale tym, którzy nie weszli w skrupuły jeszcze tak głęboko, może pomóc. Każdy człowiek jest zresztą inny, u każdego i sam problem mógł zrodzić się inaczej, ale i mógł się inaczej rozwinąć. W tych kliku schematach pewnie jednak jakaś część ludzi z tym problemem może odnaleźć swoje własne...

Na koniec jeszcze jedno. Może się komuś wydawać, że tak proste rady nie mogą działać. Zwłaszcza dla tych z silnym ego sugestia, że wystarczy wyłączyć lęk i pozwolić nieskrępowanie działać rozumowi może wydawać się wręcz obraźliwa. No bo jak to, ich problem tak poważny, radzili się już tylu specjalistów i proszę, nic nie pomogło, a to jakiś taki J. będzie twierdził, że coś takiego zadziała? Ano zadziała. To wypróbowane. Trzeba tylko przestać kurczowo trzymać się swojego lęku...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |