Czy to grzech?

Szukając odpowiedz na takie pytania warto najpierw włączyć sumienie. A potem przypomnieć sobie Dekalog.

Czy to grzech? Czy taki czy inny czyn, myśl, mowa, zaniedbanie są grzechem? To pytanie, odnoszone do różnych spraw, pojawia się dość często w naszym serwisie zapytaj.wiara.pl. Czas chyba podejść do sprawy systematycznie. I wskazać ogólną zasadę pozwalającą znaleźć odpowiedź na tych wiele szczegółowych pytań. Tak, to nie jest tekst dla wszystkich. Dla większości sprawa jest oczywista. Może, dla ludzi o szerokim sumieniu czasem tak oczywista, że lekceważą wręcz zło. Ale ten tekst jest dla tych, którzy czasem aż boją się oddychać, by nie popełnić grzechu. I dla tych, którzy przekonani, że co by człowiek nie zrobił popełnia grzech, dali (czy chcą dać) sobie spokój z wiara, bo wydaje im się, że choćby nie wiadomo jak się starali zawsze będzie źle.

Najważniejsze

Koniecznie trzeba zauważyć, że chrześcijanie nie tyle powinni latać ciągle z miotłą i pozbywać się z serca wszelkiego brudu, co zapełniać je dobrem. Czyli nie powinni koncentrować się na unikaniu grzechu, a na czynieniu dobra. Gdy dom jest wymieciony, ale pusty – mówił kiedyś Pan Jezus – złe duchy łatwo znowu go zasiedlają. Gdy wypełnia się ten dom serca dobrem, zło nie ma do niego tak łatwego dostępu. I nie tak łatwo znajduje w nim miejsce.

Po drugie... W nauce moralnej Kościoła ważne miejsce zajmują cnoty. Definiowane są jako pewna łatwość dobrego postępowania. Wśród wielu najważniejsze są cztery, zwane kardynalnymi: roztropność, umiarkowanie, sprawiedliwość i męstwo. Tak, wśród najważniejszych cnót wymienione są roztropność i umiarkowanie. Zwłaszcza to drugie jest tu istotne: wszystko, także zło i grzech, trzeba widzieć we właściwych proporcjach. Przecież nie jest tak, że człowiekowi nie wolno wsiąść do autobusu, bo naraża w ten sposób swoje życie (wypadki się zdarzają). Nie jest tak, że paląc stare rachunki w piecu popełnia grzech zatruwania środowiska. Roztropność i umiarkowanie każą nam oceniać sprawy mądrze, bez karykaturalnego wyolbrzymiania zła, jakie taki czy inny czyn ze sobą niesie czy ewentualnie może nieść.

Nie złamanie pustych zasad, ale dopuszczenie się zła

Przechodząc do konkretu... Ucząc o wadze grzechów wymienia się warunki, jakie muszą zaistnieć, by mówić o grzechu ciężkim (śmiertelnym): poważna materia czynu, pełna świadomość, pełna dobrowolność. Odpowiadając na pytanie „czy to grzech?” można podarować sobie dwa ostatnie. Wystarczy skoncentrować się na pierwszym. Czyli na konkrecie czynu. Albo – szerzej – konkrecie myśli, mowy, uczynku czy zaniedbania. Łącznie z intencją,  z jaką się coś zrobiło. No bo co innego, gdy kroi czyjś brzuch chirurg usuwający zapalony wyrostek robaczkowy, a co innego gdy bandzior w ciemnym zaułku.

Czy jazda na rowerze jest grzechem? Czy jest grzechem unikanie kontaktu z niesympatycznym sąsiadem? Czy jest nim powiedzenie o kimś wbrew prawdzie, że jest złodziejem? Chyba wszyscy wyczuwają, że to dość różne sprawy. Nie tylko dlatego, że z różnych dziedzin ludzkiego życia; inna będzie ich ocena z perspektywy etycznej. W trzecim wypadku wyczuwamy, że postąpić tak to mocno nie w porządku. W pierwszym aż ciśnie się na usta pytanie: a co w tym złego?

No właśnie. Pierwszym i właściwie też ostatnim pytaniem, na jakie musimy sobie w kwestii czy coś jest czy nie jest grzechem odpowiedzieć, to ocenienie, czy owo działanie jest złe czy też nie. Czy kogoś krzywdzi? Wyrządza komuś szkodę? Bliźniemu? Mnie samemu? Jest niewłaściwym odnoszeniem się do Boga? Nie wiem? No to najczęściej wystarczy się wczuć, zwłaszcza w przypadku grzechów przeciw bliźniemu, co by było, gdyby ktoś tak czy inaczej  postąpił wobec nas. Tyle często wystarczy. Bo grzechem może być tylko to działanie, które jest złe, które kogoś rani, krzywdzi, sprawia ból.

To kluczowa w kontekście omawianego zagadnienia sprawa: grzechem może być tylko to, co jest złe. Nigdy nie będzie nim to, co jest czynem dobrym. Grzech to nie jest złamanie którejś z 2243 zasad z jakiejś tajemniczej i nieznanej szerszemu ogółowi listy, ale zawsze jest to coś, co jest wyborem zła. I nasze sumienie – będące zdolnością odróżniania dobra od zła – większość takich spraw powinno łatwo dostrzec. Choćby stosując tę zasadę „nie czyń drugiemu co tobie niemiłe”. I drugą, już w bardziej specyficznych okolicznościach: „nigdy nie jest dopuszczalne czynienie zła, by wyniknęło z niego dobro”.

Czy złem jest fałszywie kogoś oskarżać? Nie chcielibyśmy, by ktoś tak postępował wobec nas, więc tak, to jest grzech. Czy grzechem jest jeździć na rowerze? Może gdyby była to szaleńcza jazda po chodniku z uskakującymi spod kół pieszymi w tle – to tak. Ale nie sama jazda na rowerze byłaby tu grzechem, ale właśnie to sprowadzanie na innych i na siebie niebezpieczeństwa poturbowania. Poza tym nie ma jednak w jeździe na rowerze nic złego. Wręcz przeciwnie, to dobrze służy naszemu samopoczuciu i zdrowiu. A czy unikanie nie lubianego sąsiada jest złe? Tu sprawa może wydawać się bardziej skomplikowana. Można jednak zadać sobie „pytanie pomocnicze”: co się stanie, jeśli unikać nie będę? Będzie mi dokuczał? Będzie próbował wyprowadzić mnie z równowagi? Trzeba rozważyć jaką ewentualną szkodę – (Bogu), bliźniemu, mnie samemu – przyniesie unikanie, a jaką nieunikanie tegoż sąsiada. Bo samo w sobie nierozmawianie z człowiekiem, którego ledwo się z widzenia zna – tak podpowiada rozum – żadnym złem nie jest. Przecież nie ma obowiązku rozmawiać z każdym kogo spotykam – na ulicy, w sklepie, szkole, w pracy. I nie ma co wymyślać, dopatrywać się nie wiadomo czego, że może to lub tamto. Tu kłaniają się właśnie owe roztropność i umiarkowanie: skoro nie ma zła, nie ma grzechu. Bo – podkreślmy raz jeszcze – żeby można było coś nazwać  grzechem musi być najpierw czymś złym.

Drogowskazy przykazań

Prawdą jednak jest, że można czasem zła danego czynu nie dostrzegać. Z różnych powodów. Czasem będzie to pewna krótkowzroczność, która nie dostrzega dalszych konsekwencji pewnych czynów, czasem nieumiejętność wczucia się w sytuację bliźnich. Stąd mamy pomoc, jaką jest 10 przykazań (i sporo bardziej szczegółowych wskazań Jezusa, a także przykazań kościelnych, ale nie mieszajmy). One nam mówią: to jest złe, tak nie rób (1-2 oraz 5-10 przykazanie), to jest dobre tego się trzymaj (3-4).

Mała dygresja... Każde zło, każdy grzech, zawsze mają trzy wymiary: uderzają w Boga, bliźniego albo we mnie samego. Tyle że zazwyczaj na pierwszy plan wysuwa się jeden z nich.  Ot, pierwsze dwa czy nawet trzy przykazania: pokazują grzechy przeciw Bogu właśnie. Choć człowiek źle traktujący Boga szkodzi też niewątpliwie samemu sobie, jest gorszy. A przez jedno i drugie, przyczyniając się do „pogorszenia” świata,  uderza też w bliźnich. Zasadniczo jednak widzimy w łamaniu tych przykazań  głównie grzech przeciwko Bogu. Z kolei dwa ostatnie przykazania – „nie pożądaj” to grzechy przeciwko sobie samym; uleganie pożądaniu sprawia, że człowiek dopuszcza się złych czynów. Ale to też krzywda uczyniona Bogu czy bliźnim? Bogu, bo lekceważy się Jego ostrzeżenie. Bliźnim, bo człowiek, który pożąda zła wcześniej czy później bliźnich porani. Ale najwyraźniej łamanie tych przykazań uderza w samego grzeszącego.

Tak więc przykazania są wskazówkami co jest rzeczą dobrą, a co złą. Nie należy traktować ich jedynie literalnie i pamiętać, że wskazują na wielkie obszary dobra  czy zła. Ot, przykazanie piąte, nie zabijaj: to nie tylko morderstwo, ale bicie czy poniżanie słowem też. Albo siódme, nie kradnij. To nie tylko wyciągnięcie komuś z kieszeni, ale wszelkiego rodzaju finansowe oszustwa czy nieuprawnione, nadmierne korzystanie ze wspólnego (ot kwestia ochrony środowiska). Czy ósme: to nie tylko sprawa oszczerstwa, ale każdego wprowadzania w błąd. Zasadniczo to rozumiemy, zasada „nie czyń drugiemu co tobie niemiłe” w tych kwestiach dość sprawnie działa.

Ważne jest  dzisiejszym świecie przykazanie szóste. Nie dlatego, jakoby było ważniejsze od innych. Raczej dlatego, że dziś często bagatelizuje się problemy przed którymi ostrzega. Zarówno te związane z godnością małżeństwa jak i te związane z czystością. Człowiek w tej kwestii łatwo dziś ślepnie na zasadę „nie czyn drugiemu co tobie niemiłe”, nie dostrzega też krzywdzenia samego siebie. Jeśli więc nawet nie dostrzegam tu zła i przewrotnie uznaję, że nie miałbym nic przeciwko, gdyby ktoś mi zrobił tak, jak ja robię innemu, to to przykazanie każe mi zrewidować moje poglądy, dostrzec zło takiego postępowania. I nie tylko ostrzega mnie przed konkretnym złem, ale i pomaga naprawić swoje sumienie. Ot, w kwestii czystości przytomnie zauważyć, że ognia nie gasi się podsycaniem go, bo to prowadzi do tego, że zostają zgliszcza.

Jeśli więc szukam odpowiedzi na pytanie czy jakieś postępowanie, myśl, słowo czy zaniedbanie czegoś jest złe, pierwszą rzeczą jaką powinienem zrobić jest zapytanie samego siebie czy takie czy inne postępowanie jest złe; czy kogoś krzywdzi. Drugim, pomocniczym – które konkretnie przykazanie łamie. Trzecim krokiem powinna być podjęta z roztropnym umiarem ocena, czy przypadkiem nie przesadzam i z igieł nie robię wideł.

Ważąc grzechy

Powyższe wskazówki pomagają też ocenić wagę danego zła. Widać wtedy, że pewne czyny są ewidentnie złe i bardzo złe, zaś w innych, żeby dopatrzyć się jakiegoś zła, trzeba użyć „duchowej lupy” czy wręcz „duchowego mikroskopu”, że dopatrywanie się w tym zła jest czepianiem się. Temat odróżniania grzechów ciężkich (śmiertelnych)  od lekkich (powszednich) dość szeroko został w zamieszczonym w naszym portalu od lat artykule Waga zła. Tu warto przypomnieć: materię ciężką grzechu wyznaczają Boże przykazania; tylko poważne ich przekroczenie (w ważnej sprawie) może być grzechem ciężkim. Może, gdy człowiek działał w pełni świadomie i w pełni dobrowolnie (szerzej omówione w we wspomnianym artykule Waga zła). Inne, także tzw. grzechy główne – gdy prowadzi do poważnego zła. Ot, grzech pychy. Pycha pysze nierówna. Gdy objawia się poniżaniem innych, znęcania się nad innymi, to jest to poważna sprawa (jak poważna zależy od konkretnego czynu). To zakres piątego przykazania. Ale gdy jest tylko lekkim zadzieraniem nosa z poczuciem wyższości nad innymi nie ma co przesadzać.

Po prostu naraża się, ze inni pomyślą „ale on zarozumiały”. Nic wielkiego. Albo grzech lenistwa. Gdy powoduje poważne szkody – np. ktoś z lenistwa nie zabezpieczył wykopanego dołu a inny wpadł i się połamał – to wtedy możemy mówić o poważnym grzechu. Gdy prowadzi do gorszych ocen w szkole – nic wielkiego. Przecież ocenami się człowiek nie naje i a to, że się człowiek nie chce uczyć nie świadczy to jeszcze o tym, będzie się lenił w konkretnej pracy. A gdy lenistwo prowadzi do tzw. marnowania czasu, to w ogóle nie warto patrzyć na to jak na problem moralny; raczej jak na problem natury życiowej, który powinien skłonić do zastanowienia się nad swoim życiem.

Szukając więc odpowiedzi na pytanie o grzech trzeba myśleć. I myśląc oceniać. Czy coś jest złe, a jeśli tak, to ocenić to zło trzeźwo, a nie wyolbrzymiając. Są drobiazgi, którymi warto się przejmować, bo są jedynie wyrazem jakieś złej tendencji w nas, jakiejś wady. Warto wtedy nad jej wyeliminowaniem pracować, ale nie ma co rozdzierać szat i w najmniejszym nawet jej przejawie dopatrywać się grzechu ciężkiego. Roztropnie, z umiarkowaniem. Bo inaczej dochodzi się do absurdu, grzechem jest wszystko. Ot, jeśli wychodzą z domu narażam się na przejechanie przez samochód czy nawet rażenie spadającym z nieba meteorytem; jeśli zostaję, narażam się na choroby związane z brakiem ruchu. A jakoś żyć trzeba, prawda?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |