Salome 13.10.2009 13:02

Szczęść Boże
Kilka lat temu zostałam matką chrzestną. Nie chciałam tego za bardzo, bo raz że nie należę do osób majętnych, tak że dzieciak z mojej strony żadnych super prezentów nie może się spodziewać, a po drugie jego matka nie jest dla mnie nikim bliskim do którego bym czuła specjalny sentyment. Ot, dalsza koleżanka i tyle. Następną kwestią jest to, że ja i ojciec tego dzieciątka żywiliśmy zawsze do siebie szczerą awersję a synuś widocznie odziedziczył charakter po tatusiu. Zawsze kiedy brałam go na ręce to odpychał mnie, albo zasłaniał twarz rączkami, tym bardziej więc nie wykrzesał ognia miłości w moim sercu. Ale do rzeczy:
Moje pytanie dotyczy konkretnie tego, czy lepiej zrobiłam zostając matką chrzestną, bo chciałam ratować duszyczkę dziecka (jego matka zrezygnowana wieloma odmowami zagroziła w końcu, że jak ja się tego nie podejmę to ona wcale go nie ochrzci, bo ma dosyć proszenia o czyjąś łaskę!!!), czy powinnam stanowczo odmówić, nawet kosztem tego, że dzieciaczek nie przyjąłby tego sakramentu. Dodam jeszcze, że jego ojciec chrzestny również zgodził się "z łaski" i nie interesuje się zbytnio chrześniakiem (wiadomo biednej samotnej matce nikt nie chce za bardzo trzymać dziecka). Wiem, ze na Chrzcie Św. są przyrzeczenia co do wychowania wierze, dlatego boję się, że popełniam grzech zaniedbania nie interesując się chrześniakiem. Ale z drugiej strony ja jeszcze przed całą ceremonią postawiłam swoje warunki a jego matka zaakceptowała je ciesząc się, że w ogóle kogoś znalazła.

Odpowiedź:

Dobrze zrobiłaś zgadzając się zostać matką chrzestną. I naprawdę nie chodzi tuo pieniądze czy prezenty, ale o wychowanie...

Jeśli trudno ci utrzymywać kontakt, to pamiętaj przynajmniej o modlitwie za tego dzieciaczka...

J.