PD 12.09.2019 09:50

Wiem, że temat muzyki był wałkowany wielokrotnie, ale natknąłem się na taką oto wypowiedź kard. Ratzingera: "W niejednej formie religii muzyka służy odurzeniu, ekstazie. Wyzwolenie człowieka z wszelkich ograniczeń, ku któremu zmierza właściwy człowiekowi głód nieskończoności, ma być osiągnięte poprzez święty obłęd, poprzez szaleństwo rytmu i instrumentów. Taka muzyka obala bariery indywidualności i osobowości; człowiek uwalnia się w niej od brzemienia świadomości. Muzyka staje się ekstazą, wyzwoleniem od własnego «ja», zjednoczeniem z wszechświatem. Zeświecczony nawrót tego typu przeżywamy dzisiaj w muzyce rockowej i pop, której festiwale są idącym w tym samym kierunku antykultem - żądzą niszczenia, zniesieniem barier codzienności i iluzją wyzwolenia od własnego «ja» w dzikiej ekstazie hałasu i masy. (…) Muzyka w dzisiejszej postaci, jakiej o jedno pokolenie wcześniej nie mogliśmy nawet przeczuwać, stała się zdecydowanym wyrazem pewnej antyreligii i tym samym widownią rozdzielenia duchów. Ponieważ muzyka rockowa szuka wybawienia na drodze wyzwolenia od osobowości i związanej z nią odpowiedzialności, łączy się bardzo ściśle z ideami anarchicznej wolności (…); właśnie dlatego jest ona z gruntu sprzeczna z chrześcijańską wizją zbawienia i wolności, stanowi jej przeciwieństwo."

Zastanowiłem się nad tym i kard. Ratzinger opisuje tam pewne zjawisko, które w swoich podstawach jest faktycznie z definicji sprzeczne z chrześcijańską moralnością, ale tak sobie myślę, że nie można powiedzieć, że dotyczy to każdego przypadku słuchania czy zainteresowania tego typu muzyką, a raczej przyjęcia pewnej wizji świata, poglądów.

Zmierzam do tego, że sam słucham muzyki rockowej (np. Elektryczne Gitary, Queen czasem jakieś niszowe punk-rockowe zespoły) i zasadniczo uważam, że nie robię nic złego. W piosenkach nie ma bluźnierstw, czasem przedstawieają jakąś niemoralną postawę, ale ja słuchając cały czas jestem przecież katolikiem - jak słucham rockowych ballad o nieszczęśliwej miłości, to często przechodzi mi przez głowę taka myśl, że bohater pisoenki użala się nad sobą i problemami, których wogóle by nie miał, gdyby nie jego rozwiązłość czy głupota.

To trochę tak jak z niektórymi serialami telewizyjnymi - szczególnie amerykańskie sitcomy np. "Przyjaciele" - serial generalnie bardzo lubię i bawi mnie, ale często nie mogę wyjść ze zdumienia, jacy ci bohaterowie są rozwiąźli - czasami zmieniają partnerów częściej niż ja szczoteczki do zębów. Nie uważam jednak bym oglądając go robił coś złego - pomimo, że tego typu rzeczy oglądam od zawsze, nie zmieniło to jakoś poich poglądów, choćby na kwestię czystości przedmałżeńskiej. Nie sądzę też bym wspierał jakąś niemoralną działalność, ani bowiem ten serial, ani rockowe ballady o "wolnej miłości" nie są bowiem pornografią - nie są w żaden sposób wulgarne, po prostu przedstawiają podejście inne niż moje.
Chciałem jednak zapytać co Odpowiadający myśli na ten temat? A jeżeli to nie jest zbyt osobiste pytanie, to czy Odpowiadającemu zdarza się słuchać szeroko rozumianego rocka?

Odpowiedź:

Generalnie rzecz biorąc słuchanie muzyki nie jest grzechem. By było w tym coś grzesznego, musiałby się pojawić jakiś element zmieniający charakter takiego czynu. Np słuchanie z upodobaniem piosenek z bluźnierstwami. Ale jeśli sensownie oceniasz, co jest w nich mądre i dobre, a co głupie, to nie ma problemu. Możesz słuchać.

Trudno jednak nie widzieć problemu, o którym pisał kard. Ratznger. Widzę go może bardziej w muzyce techno i pochodnych nie w rocku, ale trochę jednak też. Bardziej w koncertach niż słuchaniu muzyki w domu. Zwłaszcza hardrockowych.  To często takie inscenizacje, mające oderwać człowieka od rzeczywistości. Pomagają w tym decybele, przez które człowiek słyszy już tylko rytm. Rytm pomagający wpaść w trans. Gdy do tego dokładają się słowa wyrażające bunt, także przeciw Bogu czy moralności - antychrześcijaństwo w klasycznym wydaniu. Jeśli jednak po prostu słuchasz, umiesz, przynajmniej tak Ci się wydaje, ocenić co dobre, a co podejrzane, to trudno mówić o grzechu. Ale dobrze, gdy człowiek ma świadomość tego zagrożenia. Fatalnie, gdy bezkrytycznie w to wchodzi i dziwi się, ze cokolwiek może być w tym nie tak...

J.