faith 21.07.2014 14:14

Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Gdybym stworzył istotę niedoskonałą, z góry narzucił jej kodeks postępowania, którego przestrzeganie warunkuje życie wieczne po śmierci w niebie, obdarzył ją wolną wolą i wrzucił go w świat, gdzie czekają pokusy, nienawiść i zło, a człowiek- jak to człowiek, który nie zrozumie miłości wszechmogącego gdy np. umiera jego dziecko, cierpi głód lub jest prześladowany i odwróci się od Boga czeka go piekło? Nakazuje się modlić lecz mimo wszystko nie dostajemy tego o co prosimy, gdyż on wie lepiej co jest dla nas dobre. Modlitwa dla modlitwy, bo przecież jak maluczki może wiedzieć lepiej co jest mu potrzebne. Nakazuje się czcić i korzyć przed jego niewysławionym obliczem. Czy naprawdę to wszystko to przejawy nieskończonej miłości ku nam bez której, jak sądzę Bóg mógłby się obejść? Czy nie wydaje się to swego rodzaju grą?

Odpowiedź:

Nie bardzo rozumiem to pierwsze zdanie.  W tym kontekście znaczy się... Ale poza tym...

Jest w pytaniu pewne błędne założenie. To, w którym jest mowa o tym, że człowiek z natury jest grzeszny. Owszem jest wolny. Może wybrać zło. Ale jeśli tak łatwo wybiera zło, to w koncepcji chrześcijańskiej jest to spowodowane grzechem pierwszych rodziców. To on zranił ludzką naturę. Dlatego dziś tak łatwo grzeszymy. Bo grzech przeszedł także na nas...

Rozumiem, ze zarzucisz, iż to niesprawiedliwe. Owszem, gdybyśmy byli jakimiś autonomicznymi istotami, istniejącymi niezależnie od Boga, to pewnie tak. Ale jesteśmy Bożym stworzeniem. Jak glina w ręku garncarza. Może z nami zrobić wszytko. Nic nam się nie należy. Zwłaszcza że danej szansy nie wykorzystujemy.

Ale to nie jest tak, że Bóg zostawił nas samymi. Posłał swojego Syna na świat, by nas zbawił. By wyratować nas z tego, w co przez zaufania do Boga wpakowali nas nasi prarodzice.

Czy Bóg mógłby nas zbawić inaczej? Pewnie tak. Ale uznał, ze to najlepsza droga. I przeczuwam dlaczego. Gdyby zbawił nas wbrew naszej woli, ciągle byśmy Mu zarzucali, że nie szanuje naszej wolności. I ciągle, jak Adam i Ewa podejrzewalibyśmy Go, że coś ważnego i pięknego przed nami ukrywa. My musimy się przekonać na własnej skórze, że grzech, który wydaje się smacznym owocem, jest w istocie owocem zatrutym. By przeszedłszy tę lekcje nigdy do zła nie tęsknić...

Bóg oczywiście nie daje nam łatwego życie.A chodzi pewnie właśnie o to doświadczenie zła, by nigdy już do niego nie tęsknić. Czy to okrutne? Myślę, że z perspektywy wieczności nie. To trochę jak szkoła przetrwania. Jest pięknie, choć jest trudno i czasem chce się wyć, ale to się kiedyś skończy. A Bóg? Bóg raczej nie ma pretensji, którzy w cierpieniu próbują się z Nim kłócić. Za to ci, którzy twierdzą, że do niczego Go nie potrzebują, chyba nie mogą liczyć na Jego wyrozumiałość...

Tak bym tę sprawę widział.

J.