Proszę wybaczyć, ale w tym serwisie staramy sie odpowiadać na zadane przez czytelników pytania, a nie dyskutować. Od tego mamy Forum. Tam może Pani zamieścić swoje przemyślenia. Nie podała Pani adresu mailowego, więc nie mogłem napisał tego Pani w mailu, a nie chciałem, by poczuła się Pani zlekceważona. Dlatego piszę tutaj. Przy okazji dwa wyjaśnienia:
1. Od pewnego czasu w sprawie traktowania dzieci poronionych w Polsce coś sie zmienia. Przyczynia się do tego także Gość Niedzielny (zobacz np.
TUTAJ TUTAJ TUTAJ Trudno więc powiedzieć, ze Kościół nic w tek kwestii nie robi. Może uznaje Pani, że to za mało. No cóż, może ma Pani rację... W jakiś sposób zawsze robimy za mało. W każdej trudnej sprawie. Bo gdybyśmy robili więcej, nie byłoby żadnego problemu...
2. Co do sytuacji rozwodników... Osoba porzucona przez męża/żonę może przystępować do sakramentów. Traci tę możliwość, gdy zaczyna się trwanie w grzechu. To znaczy gdy wiąże się z kimś innym. A to już nie jest sprawa od człowieka niezależna, jakiegoś pecha, ale świadomy i dobrowolny wybór...
Może sprawa niemożności przystępowania do sakramentów w ogóle jest trochę za mało znana. Ale to nie tylko kwestia rozwodników, którzy weszli w nowe związki, ale np. człowieka który trwa w nienawiści do bliźniego, złodzieja, który nie zamierza zwrócić ukradzionej rzeczy i wielu wielu innych...
Pozdrawiam.
J.