aga 16.03.2008 18:09

Jedną z przyczyn sprzeciwu kościoła wobec antykoncepcji hormonalnej jest to, że nie dopuszuszcza ona m.in. do zagnieżdżenia się zarodka w macicy. Tymczasem przeczytałam na forum pewną ciekawą uwagę, mianowicie że jeśli kobieta współżyje, to część zapłodnionych komórek jest wydalana z organizmu samoistnie. Stąd wynika, że jeżeli małżeństwo stosuje prezerwatywę to do zapłodnienia nie dojdzie i zarodki nie zostaną nawet wydalone samoistnie. Jak poradzić sobie z taką logiką myślenia?

Odpowiedź:

Istota sprzeciwu Kościoła wobec antykoncepcji nie zasadza się na piątym przykazaniu. To znaczy stosowanie środków o działaniu wczesnoporonnych na pewno jest większym grzechem, ale nie jest to argument który dotyczy środków mających działanie antykoncepcyjne.

Kościół zasadniczo każe odróżniać stosowanie środków wczesnoporonnych i antykoncepcyjnych. Czasem bywa to trudne, bo środki hormonalne mogą mieć różne działanie, ale czasem - jak w wypadku spirali z jednej, a prezerwatywy z drugiej, sprawa jest ewidentna.

Ale po kolei. Fakt, że nie wszystkie zapłodnione jajeczka zagnieżdżają się w macicy nie może być argumentem za godziwością stosowania środków wczesnoporonnych. Dlaczego? Bo to dwie różne sprawy. Jak zupełnie czym innym jest życzliwe towarzyszenie umierającemu, a czym innym zabicie człowieka. Człowiek nie ma wpływu na to, czy jajeczko się zagnieździ czy nie. To sprawa natury, a więc Boga. On ma prawo decydować o życiu i śmierci. Ale my nie....

I druga sprawa - antykoncepcja. Kościół nie sprzeciwia się jej dlatego, ze powoduje śmierć dzieci. Nie powoduje (powoduje ją stosowanie środków wczesnoporonnych). Tu chodzi o pewne antropologiczne kłamstwo. O oddzielanie seksu od prokreacji, co sprzyja hedonizmowi i może prowadzić do różnych wynaturzeń życia seksualnego... Bo jeśli seks staje się wyłącznie zabawą, wartością samą w sobie, życie poczętego dziecka staje się kłopotliwym dodatkiem do przyjemności, a partner narzędziem do zaspokajania seksualnych oczekiwań...

J.
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg