JHZ 10.06.2022 20:52

Witam mam pytania, które od dłuższego czasu mnie dosłownie męczą.
1. Po spowiedzi zawsze się czuje bardzo dobrze. Ten pierwszy dzień, bo mam pewność, że jestem wstanie łaski i nie muszę się o nic dręczyć, ale jak już popełnię jakiś czyn lekki lub nawet nie posiadający znamion grzechu to czuję, że oddaliłem się od Boga i czuję lęk i nie pokój. Ciągle mam wątpliwości, nie czuje w sobie łaski bo wiadomo, że grzech lekki nie usuwa całkowicie stanu łaski, ale czy takie dręczenia pochodzą od demona? Nawet na początku mszy, gdy przeproszę za grzechy lekkie to mam dalej wątpliwości. Czy powinienem zaufać Bogu w takich sytuacjach wiedząc, że te dręczenia pochodzą od demona? Mam je nawet wtedy, gdy rozpatrzyłem wszystkie swoje czyny i nie mogłem w nich znaleźć grzechu to czuję, że popełniłem grzech.

2. Co jeśli kiedyś z moimi spowiedziami było coś nie tak? Czy były one ważne?

3. Co jeśli żyję w przekonaniu, że popełniłem grzech lekki nawet, gdy ten czyn byłby ciężki? Czy komunia w takim stanie przyjęta jest przyjęta godnie? Bo się zastanawiałem nad pewnymi czynami i mnie ciekawiło, czy jeśli rzeczywiście miałbym na koncie grzech ciężki(bo myślałem, że to jest grzech lekki) to czy komunia w takim stanie jest przyjęta godnie? Nie chodzi o żadne świętokradztwo, bo musi ono być świadome i dobrowolne.

4. Przypomniało mi się, że powiedziałem wulgaryzm na temat spowiedzi(przez przypadek i nie świadomie), czy jest sens się z tego spowiadać? Osobiście mnie to jakoś nie dręczy, ale wolę zapytać. Ja wtedy nie widziałem takiej potrzeby bo z pewnością zrobiłem to nie świadomie.

Odpowiedź:

1. Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Coś może być wprost szatańską pokusa, ale może być też wynikiem jakichś ułomności czy zranień w człowieku. Diabeł zaś  niekoniecznie działa wprost, a może wykorzystywać te ludzkie słabości. Trudno więc powiedzieć jakie jest źródło tych Twoich obaw. Tak czy siak lekarstwo na to jest jedno: ignorować je. Bo człowiek ma kierować się w życiu rozumem, nie swoimi lękami. Słuchając lęków może posunąć się do zachować absurdalnych. Np. dzie chodził w kasku po ulicy, bo zawsze kamień może spaść na głowę albo może się przewrócić i uderzyć głową w krawężnik.

2. A masz powody, by tak uważać? Jeśli są powody, przede wszystkim jeśli zataiłeś jakiś grzech ciężki, to porozmawiaj ze spowiednikiem. Jeśli rozum nie odkrywa powodu, to się tym nie przejmuj.

3. Jeśli człowiek zgodnie z własnym sumieniem rozstrzygnął sprawę tak a nie inaczej, to tym powinien się kierować. Nie ma grzechu świętokradztwa, jeśli błędnie ocenił wagę grzechu.

4. Porozmawiaj ze spowiednikiem...

Co widzę u Ciebie, tak ogólnie... Widzę sporo pokładów lęku. I przede wszystkim błędnego przekonania, że musisz być wobec Boga idealny, bo inaczej będzie miał do Ciebie pretensje albo nawet wyśle Cię do piekła. Tymczasem Bóg taki nie jest. Owszem, chce byśmy byli święci. Ale nie znaczy, że jak nam nie wychodzi, to się na nas boczy, obraża i szuka okazji, by ukarać. Zastanów się:  czy człowiek, dobry człowiek, patrzyłby tak na swoich bliźnich? Czy szukałby dziury w całym z powodu jakichś ułomności? Pewnie nie. Dlaczego dobry Bóg miałby być gorszy od większości ludzi?