skaa11 09.04.2022 10:47

Proszę o pomoc, nie wiem już jak wyleczyć się ze skrupułów.

Po wielu latach Bóg z powrotem zaprowadził mnie do Kościoła. Była spowiedź generalna, pierwsze kroki ku nawróceniu. Zaczęłam codziennie przyjmować Eucharystię. Po pewnym czasie pojawiły się u mnie skrupuły i często bałam się przyjąć Chrystusa. Wtedy moje nawrócenie spowolniło :(

Chcę chodzić często do Komunii, ale bardzo się boję, że mam jakiś grzech ciężki. Piszą o skrupulantach, że to wynika z tego, że chcą być nieskazitelni i są perfekcjonistami. Pewnie jest w tym trochę prawdy, ale z mojej strony wygląda to tak, że ja po prostu bardzo się boję przyjąć niegodnie Jezusa, bo wiem, że to straszliwe świętokradztwo. Wiem, że grzech ciężki musi być świadomy, dobrowolny i dotyczyć 10 przykazań. Ale tu jest problem, bo moje zaufanie do siebie jest wręcz na ujemnym poziomie. Nie wiem na ile jakiś czyn był dobrowolny i świadomy. Nawet jeśli to ustalę, to co jeżeli siebie oszukuję i próbuję umniejszyć jakiś grzech?

Mówią też, że skrupulanci nie wierzą w Miłosierdzie Jezusa. Ale ja całkowicie wierzę, że On może wybaczyć każdy grzech, jeśli żałujemy i go wyznamy. Tylko nie wierzę sobie czy dobrze przesiałam i oceniłam swoje grzechy. Przecież nawet Bóg w Piśmie Świętym mówi, że nie znamy swojego serca :(

Jeden ksiądz mówi, że jeśli pojawiają się wątpliwości, to prawie na pewno nie ma grzechu ciężkiego, ale inny mówi, że jeżeli nie jest ktoś pewien, niech nie idzie do Komunii.

Moja generalna spowiedź była szczera, wydaje mi się, że powiedziałam wszystko tak dobrze jak umiałam, nawet bardzo wstydliwe rzeczy. Ta spowiedź przyniosła bardzo dużo dobrych owoców, więc tym bardziej myślę, że była dobra. Cały czas przypominają mi się jednak różne szczegóły i wracam z nimi do spowiedzi. Wiele z nich dotyczy dotykania się, bo kiedyś miałam z tym duży problem. Wydaje mi się, że jeśli zapomniałam powiedzieć o jakimś "motywie" w fantazjach to mam cały czas grzech ciężki. Czasem udaje mi się nad tym zapanować i mówię sobie: spowiednik powiedział, że Jezus już za pierwszym razem mi wszystko wybaczył, jeśli powiedziałaś wszystko najlepiej jak umiałaś. I idę do Komunii. Ale potem pojawia się myśl: zataiłaś szczegóły, bo się wstydziłaś i teraz przyjęłaś Jezusa świętokradczo.

Tak wstydziłam się, nie chcę szczegółowo opisywać każdej fantazji seksualnej i tego co robiłam. Powiedziałam na spowiedziach tyle, że miałam bardzo duży problem z dotykaniem się, że oglądałam pornografię, o sposobach i sytuacjach w jakich to robiłam i dużo motywów jakie pojawiały się w moich fantazjach :( Ale czy to nie było za mało? Tu mam największy problem. Kiedy przypomina mi się kolejny szczegół, który wg mnie "zmienia postać rzeczy" i nie mogę iść tak do Komunii.

Co robić? Ja po prostu nie chcę przyjąć Jezusa świętokradczo. Nie ufam sobie ani trochę.

Odpowiedź:

No tak... Może od tego, co wydaje się w pytaniu najistotniejsze, ważności tamtej spowiedzi...

Jestem mocno przekonany, że tamta spowiedź była dobra i do żadnej z wyznanych wtedy tak a nie inaczej spraw nie powinnaś już wracać. Dlaczego? Bo w spowiedzi z grzechów przeciwko 6 przykazaniu na pewno nie trzeba, a nawet nie powinno się, opowiadać o szczegółach swoich fantazji. Ogólne wyznanie -że to były akty autoerotyzmu, ze pojawiały się nieczyste myśli - tak. Ile razy czy jak często - też. Ale reszta na pewno już nie jest potrzebna. Nieczyste myśli to nieczyste myśli. Choćby nie wiadomo jak bardzo były brudne....

Co w grzechach przeciwko 6 przykazaniu jest istotne? Np. stan cywilny. Co innego, gdy dochodzi do współżycia dwojga wolnych ludzi, co innego, gdy jedno czy nawet oboje związani są węzłem małżeńskim. Istotne byłoby też, gdyby chodziło o uwiedzenie osoby małoletniej czy o gwałt (także na osobie dorosłej). Bo to jest inny czyn, niepozamałżeńskie współżycie. Ale nieczyste myśli, zachowania autoerotyczne - szczegóły nie są potrzebne. Także ze względu na kapłana, który spowiedzi słucha...

A że nie są potrzebne... Wyobraźmy sobie, jak powinna wyglądać spowiedź osoby, która przez lata trudniła się nierządem, a teraz chce pojednać się z Bogiem? Wiadomo, że nie będzie w stanie opowiedzieć o wszystkich tego typu sytuacjach. Wystarczy jak powie: przez 5 lat trudniłam się nierządem. I w zasadzie wszystko już wiadomo. Jeśli powie o jakiejś jednej czy drugiej sytuacji, która szczególnie mocno lezy jej na sercu, która jakoś wykraczała poza to ogólne "trudniłam się nierządem", (np. związane to było z jakąś napaścią na człowieka, obrabowaniem go) to jasne, powinna to wyznać. Ale zasadniczo to ogólne wyznanie wystarczy; ono oddaje istotę sprawy. Tym bardziej mówienie o szczegółach nie jest potrzebne w Twoim przypadku.

Tamta spowiedź była więc ważna. Tak zresztą mówią Ci spowiednicy, nie? Tego się trzymaj. Naprawdę.

Poza tym, w sprawie skrupułów... Kochasz Boga, ufasz miłosierdziu, ale boisz się, że popełnisz świętokradztwo... I nie jest tak - piszesz - że nie ufasz, ze chcesz sama być doskonała, bo twoja samoocena to mniej niż zero...  No tak. Tak to zapewne jest. Ale wyrazem Twojej nieufności jest właśnie ta obawa, że popełnisz świętokradztwo. Nie twierdzę, że to wielka nieufność, że to bardzo niewłaściwa relacja do Boga. Właściwie drobiazg, prawda? No ale właśnie drobiazg, który ma w Twoim życiu duchowym poważne konsekwencje. Zaufaj kapłanom, którzy Cię spowiadali, zaufaj mnie, piszącemu te słowa; zaufaj przede wszystkim swojemu rozumowi. Tak, Bóg widzi lepiej niż człowiek, nieraz niż my sami, ale przecież nie będzie Cię sądził za to, że nie masz Jego wiedzy. To nie jest w Twoim wykonaniu łatwe samousprawiedliwianie się. To jest racjonalne podejście do sprawy, odrzucenie niepotrzebnego lęku.

Myślę zresztą, że w takich lękach nieraz macza jakoś palce diabeł. No bo popatrz: wszystko jest dobrze, a tu pojawia się obawa, ze jednak nie jest, Skutek? Rezygnujesz z przystępowania do Komunii. Jak to będzie dłużej trwało, to być może zrezygnowana uznasz, że nie warto się starać, że i tak zawsze, co byś nie robiła, będzie Cie obciążał jakiś ciężki grzech i nie dasz rady się pojednać z Bogiem. Komu zależy, żebyś tak myślała? Przecież nie Bogu, prawda? Odrzuć ten lęk, bo on wedle mojej oceny jest po prostu diabelską pokusą...

A co do oceny wątpliwości, że jeden ksiądz mówi tak, drugi inaczej... Obaj mają rację. Ogólna zasada jest taka, że w wątpliwości nie należy działać. To znaczy jak ktoś zastanawia się, czy przypadkiem nie popełnił grzechu ciężkiego, nie powinien przystępować do Komunii. Ale dokładnie odwrotnie jest w sytuacji osób o zbyt ciasnym, skrupulatnym sumieniu. Ci każdą wątpliwość powinni interpretować na swoją korzyść. Bo gdyby naprawdę popełnili grzech ciężki, to nie mieliby wątpliwości, tylko byli pewni. Jeśli więc spowiednik znając Twoją sytuację, wiedząc o twoich problemach orzekł, ze wątpliwości masz interpretować na swoją korzyść, to tego się trzymaj. A jak się już ze skrupułów wyleczysz, wrócisz do "normalnego" oceniania wątpliwości :)

J.