Gość1 18.02.2018 19:38

Chciałabym Pana odpowiadającego zapytać.
1.Jak podejść mam do sprawy przeszczepu nerki. Znam osobę, która nie jest co prawda z mej rodziny, ale która jest mi dość bliska i wiem, że w wyniku dializ podłamała się. Nie może wykonywać do końca swoich prac, realizować się w takim stopniu, jak by chciała. Lekarze, ponieważ widocznie nie jest jeszcze na to zbyt późno, rozważają transplant nerki i wiem, że ta osoba czeka na dawcę.

Czytałam trochę na ten temat i jestem świadoma 'za' i 'przeciw' w sensie, że nie ma gwarancji czy przeszczep się przyjmie, itd. Poza tym, trzeba mieć zdrowy organizm, a mój... choć jestem młodą osobą, to jednak różnie na przestrzeni czasu z tym zdrowiem bywało (i wcale tu nie mam na myśli tego typu "lżejszych" chorób jak grypa, czy zapalenie płuc, ale inne). Czy w takiej sytuacji jest to moralnie usprawiedliwione, że choć znam tę osobę i niby teoretycznie mogłabym pomóc, to nie zgłoszę się na potencjalnego dawcę?

Jest mi naprawdę przykro, bo potrafię się wczuć w co ta osoba przeżywa i chciałabym pomóc, ale sama nie wiem czym się kierować w tej sprawie, bo męczy mnie w jakiś sposób myśli, że może mogłabym pomóc, ale nie chce albo boję się i szukam usprawiedliwienia.

2.Z innej beczki: w gazetach naukowych czytam ostatnio o postępach medycznych prowadzonych w Korei czy USA dotyczących wytwarzania tkanek itd które w przyszłości mają pomagać w ratowaniu ludzi.Czy tkanki/narządy świni, jeśli pasują do człowieka, można mieszać i człowiekowi przeszczepiać, celem ostatecznie pomocy człowiekowi, czy to już przekracza zasady religii i etyki? Gdzie tu jest granica?

3.Spotkałam się z takim myśleniem, że Bóg w jakimś stopniu podzielił jednak ludzi na tej ziemi na bardziej uprzywilejowanych i mniej. chociażby pod uwagę biorąc osoby czarnego koloru skóry, które przez lata będąc niewolnikami, nie miał dostępu również do edukacji itd.Chcę spytać czy taki podział, czy też dzielenie ludzi, albo stawianie jednych przed drugimi, był gdzieś uzasadniony najpierw w prawie religijnym, czy tak naprawdę jest tylko wymysłem człowieka, aczkolwiek temu wszystkiemu przez setki lat przyglądał się Bóg? Jak w takiej sytuacji uwierzyć, że przed Bogiem naprawdę wszyscy jesteśmy równi?

3.Czy tak zwany post Daniela ma jakieś znaczenie religijne, w sensie że może taka forma postu przybliżać do Boga? Nie bardzo rozumiem istotę i znaczenie postu tak naprawdę, i że w jaki sposób ujarzmianie ciała pomaga nam pracować nad duchem, skoro to są dwie oddzielne jakby sprawy.
Do tego dochodzi sprawa, że jak post przez miesiąc czy dwa, a potem powrót do normalnego stylu życia może nas przemienić tak, że będziemy mimo wszystko, innymi ludźmi? Czy mogę poprosić Odpowiadającego o pomoc w zrozumieniu tej kwestii, oraz postu w ogóle?

4.Ponieważ moje pytanie podzieliłam (i przepraszam, że z tego wyszło kilka punktów), nie pamiętam, czy zapytałam o znaczenie terminu Sługi Bożego. Jeśli nie, chciałabym się dowiedzieć czy modlitwa do takiej osoby jest bezpieczna i czy ta osoba na pewno jest świętą/świętym, czy jednak po czasie może się to okazać inaczej?
Jeśli ostatnie pytanie zadałam w poprzednim tekście, to przepraszam, ale nie byłam pewna. Dziękuję.

Odpowiedź:

1. Na pewno nie ma moralnego obowiązku podarowania bliźniemu nerki. O to proszę się nie martwić.

2. Przeszczep tkanek czy elementów organów zwierzęcych nie jest zasadniczo zabroniony. O ile oczywiście mogą się przyjąć, a nie jest to eksperymentowanie ze skazaniem człowieka na śmierć.

3.1. Nie ma różnić w człowieczeństwie ludzi różnych kolorów skóry. Jeśli są to tego typu jak te, że jakiś biały urodził w bogatych Niemczech a drugi w znacznie biedniejszej Portugalii. W tym sensie faktycznie, jedni mają się lepiej, drudzy gorzej. Ale to można urodzić się w "niewłaściwej" rodzinie. Na przykład z problemem alkoholowym. Absolutnie nie wiązałbym tego z rasą.

3.2 O ile mi wiadomo post Daniela ma znaczenie dla odchudzania się, nie dla życia religijnego. Ogólnie zaś rzecz biorąc post, jakieś wyrzeczenia mają wielorakie znaczenie. Po pierwsze są potwierdzeniem tego, ze nam na sprawie, a intencji której pościmy, faktycznie zależy. Powiedzieć - na modlitwie - jest łatwo. Podjąć w tej intencji jakieś wyrzeczenie - znacznie trudniej. Po drugie, post pomaga zrozumieć głodnych, tych którzy tego czegoś, czego się wyrzekamy na co dzień nie mają. To zaś, że ich rozumiemy powoduje, że łatwiej angażujemy się w rozwiązanie ich problemów. Post poza tym pomaga ćwiczyć silną wolę. To dla mnie osobiście najmniej istotny element postu, ale niektórym ponoć faktycznie pomaga.

Zajrzyj też TUTAJ i TUTAJ

4. Tytuł Sługi Bożego przysługuje komuś, kogo proces beatyfikacyjny jeszcze się toczy. Jego wynik może być różny. Gdy chcemy za pośrednictwem Sługi Bożego prosić o jakąś łaskę, najbezpieczniej prosić o to posługując się modlitwą, jaką z okazji prowadzenia procesu wydają zaangażowani w ten proces. Taka modlitwa jest zawsze zwróceniem się do Boga, z przyzywaniem wstawiennictwa Sługi Bożego...

J.

 

 

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać