Gość 07.07.2017 16:05

O wierności zasadom i Bożemu Prawu.

Nauczono mnie, może błędnie, że powinno się być wiernym prawu Bożemu, nawet wtedy, gdy nam się wydaje, że są niesłuszne i że wiemy lepiej.

Wydaje się, że zasada jest słuszna. Dla przykładu, ktoś chce przed ślubem mieszkać z narzeczonym, ale wie, że to sprzeczne z Bożym Prawem. Nawet wtedy, gdy subiektywnie wydaje się, że to nic złego, a może wręcz coś dobrego.

Są jednak sytuacje, kiedy wierność zasadzie podawanej przez Kościół jako Boże Prawo chyba powinna mieć jakieś granice. Dla przykładu: Bóg mówi, żeby w niedzielę odpocząć, ale czasem większe dobro wymaga właśnie pracy. Albo prawo Boże mówi, żeby o bliźnim nie mówić źle, a w konkretnym przypadku świadek w sądzie ma powiedzieć o kimś, że jest złodziejem. Mamy nie sądzić, abyśmy nie byli sądzeni, a sędzia złodzieja właśnie sądzi. Albo jest uczynek miłosierdzia "grzesznych napominać", ale doświadczenie mówi, że nie można bliźniemu ciągle powtarzać, że jest grzesznikiem.

Ja jestem przekonana, że w tych powyższych sytuacjach pracując w niedzielę, albo świadcząc przeciwko komuś w sądzie, albo nie napominając kogoś nie robimy niczego złego. Nie wiem natomiast, czy nie robimy czegoś wbrew Bożemu Prawu.

Nie wiem czy jest jasne o co pytam więc na wszelki wypadek jeszcze raz. Wydaje mi się, że są dwa poziomy rozważania moralności czynów. Jednym jest dobro i zło, drugim wierność zasadom. Wydaje mi się, że czasem wybór dobra wymaga przekroczenia jakiejś zasady (np. świadczenie przeciwko komuś jest potrzebne, bo dzięki temu złapiemy złodzieja i ustrzeżemy potencjalne ofiary, ale to jest przeciwko zasadzie, że mamy o bliźnich nie mówić źle). Czy robiąc coś takiego faktycznie przekraczamy Boże Prawo?

Z drugiej strony, jeśli stwierdzimy, że czasem zamiast wierności zasadom trzeba słuchać rozsądku, czy to nie daje narzeczonym z pierwszego przykładu prawa do tego, żeby zamieszkać razem?

Odpowiedź:

Nie ma takich dwóch poziomów. Jeśli coś jest złem, jest sprzeczne z Bożym prawem, a jeśli coś jest sprzeczne z Bożym prawem, jest złe. Pierwszym przykazaniem jest miłość Boga i bliźniego. To w jej duchu musimy rozstrzygać dylematy związane z sytuacjami, w których wydaje nam się, że dla większego dobra trzeba złamać Boże prawo. Bo nie litera prawa jest ważna, ale to dobro, którego owo przykazanie broni. Gdyby literalne trzymanie się prawa było szkodliwe, to nie należy taką drogą iść. 

Przykład: w niedzielę się nie pracuje. Ale może się zdarzyć sytuacja, że komuś w niedzielę zerwie dach z domu. Oczywistym jest, że w takiej sytuacji trzeba nie patrząc na niedzielę pomóc temu człowiekowi resztę domu zabezpieczyć. Bo jeśli nie pomożemy, narazimy go na jeszcze większe zło....

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać