Paweł 04.01.2010 21:48

Szczęść Boże,

Współżyłem niedawno ze swoją dziewczyną, jednak nie zabezpieczyliśmy sie odpowiednio i następnego dnia, dziewczyna postanowiła przyjąc "pigułkę po". Wiem, że sam fakt współżycia przed ślubem jest grzechem. Więc nie tego dotyczy moje pytanie. Mam natomiast watpliwości dotyczące zażycia przez moją dziewczynę owej pigułki. Jednym z jej działan, jest zapobieganie zagnieżdżeniu zapłodnionej już komórki, czyli de facto aborcja (?). Dodam, że prawdopodobieństwo, że do zapłodnienia doszło jest bardzo małe (chociaż tego nie moge wiedzieć na 100%). Mam teraz kilka pytań w związku z tym. Jeśli do zapłodnienia doszło, to działanie tej tabletki można uznać za aborcję. Na osoby stosujące aborcję nakładana jest eskomunika. Czy to znaczy, że została ona nałożona na moją dziewczynę? Co należy zrobić w tej sytuacji? Czy zwykła spowiedź (oczywiści mam na myśli spełnienie wszystkich warunków dobrej spowiedzi) wystarcza? Nie chcę, żeby moje pytanie zabrzmiało jak trwyializowanie tego czynu, ale czy wystarczy na spowiedzi powiedzieć, że stosowało się "pigułkę po"? Czy jeśli osoba nie jest świadoma jak działa ta tabletka (chodzi mi o działanie wczesnoporonne) to też jest ekskomunikowana? Jaka jest moja wina (poza samym współżyciem oczywiście) jeśli o samym fakcie zażycia pigułki dowiedziałem się dopiero następnego dnia? Moja dziewczyna pochodzi z rodziny katolickiej, jednak jest to jedyny powód dla którego chodzi do kościoła. Czuję się odpowiedzialny za to, żeby z nią porozmawiać o tym i wytłumaczyć dlaczego to co zrobiliśmy jest złe i co to oznacza, że zażyla "pigułkę po". Czy jako katolik jestem "zmuszony" do wytłumaczeni jej co zrobiła źle i jak to naprawić? Czy jest grzechem z mojej strony jeśli nie porozmawiam z nią o tym? W odpowiedzi na jedno z pytań przeczytałem "W tej sytuacji będzie chyba chodziło o wyjaśnienie, jakie jest zasadnicze działanie pigułki. Gdy nie dopuszcza do owulacji obawa, że nie pozwoli sie zagnieździć zarodkowi jest ciut na wyrost. Trochę jak obawa, ze jakiś lek wywoła niepożądane skutki uboczne" - ponownie, nie chce trywializować problemu, ale z drugiej strony czy ja go nie wyolbrzymiam? Tzn. jak już pisalem wcześniej prawdopodobieństwo, że do zapłodnienia doszło jest bardzo małe (myślę, że nie powinienem tu opisywać dlaczego tak uważam), tak więc czy powinienem zastosowanie pigułki utożsamiać z aborcją?

Mam jeszcze kilka pytań odnośnie współżycia osób będących małżeństwem. Probowałem znaleźć odpowiedź na swoje pytania, w zamieszczonych już tutaj odpowiedziach, lecz nie znalazłem takiej która rozwiałaby moje watpliwośc. Wiem, że temat był wałkowany już wiele razy, mimo wszystko mam jednak kilka pytań. Odpowiadający pisał kilkakrotnie, że "Kościół jest przeciwny antykoncepcji, gdyż odrywa ona seks od prokreacji. A to powoduje wcześniej czy później, że seks jest traktowany jedynie jako sposób dostarczania przyjemności". Jeżeli, współżycie występuje w małżeństwie i jest jest ono tylko jednym z aspektów życia małżeńskiego, dlaczego nie może służyć jedynie przyjemności? Przecież jedząc czekoladę albo lody, czy pijąc piwo, nie zaspokajamy głodu czy pragnienia. Robimy to tylko i wyłącznie dla przyjemności samego faktu picia czy jedzenia. I grzechem jest dopiero obżarstwo a nie samo jedzenie dla przyjemności. Czy podobnie nie powinno być skesem? Że jest dobry nawet jeśli służy tylko i wyłącznie przyjemności o ile nie staje się "obżarstwem".

8. Sptokałem się również z opinią, że to może powodać traktowanie drugiej osoby przedmiotowo, ale w mojej opinii nie musi to być stwierdzeniem prawdziwym. Przecież osoby które stosują metody NPR traktują współżycie i swoich partnerów tak samo jak osoby stosujące prezerwaywy (mówię tu tylko o katolikach i osobach starających się żyć zgodnie z nauką kościoła). Czy jeśli bedę używał w małżeństwie prezerwatywy to znaczy, że będe patrzył na partnerkę inaczej niż gdybyśmy stosowali metody NPR? A jeśli to nie jest jednoznaczne (a myślę, że odpowiadający się ze mną zgodzi), to nie powinien to być argument przeciw używaniu metod innych niż te proponowane przez Kościół.

Kolejnym argumentem (i muszę przyznać, że jest to argument który najbardziej do mnie przemawia) jest fakt, jedynie Bog ma prawo przekazac lub odebrać życie. Stosując antykoncepcję odbieramy Bogu prawo przekazania nowego życia. Ale czy tego samego nie czynią metody naturalnego planowania rodziny? Przecież metody NPR, poprawnie stosowane są skuteczniejsze niż stosowanie innych metod. Dlaczego para stosująca metody NPR jest uznawana za parę gotową przyjać potomstwo, a pary które uzywają prezerwatyw już nie?

Myślę, że latwiej byłoby mi zaakceptować fakt, że Kościół jest przeciwny stosowaniu jakichkolwiek metod antykoncepcyjnych (naturalnych czy nie) niż akceptowanie jednych i negowanie innych.

Czy jeśli współżycie jest tylko jednym z aspektów życia małżeńskiego, a para jest gotowa na przyjęcie "nieplanowanego" potomstwa to rzeczywiście ma to znaczenie jakie metody stosuje? Póki co nie znalazłem wad/zalet antykoncepcji które byłyby prawdziwe dla metod naturalnych a nieprawdziwe dla tych nienaturalnych (lub na odwrót).
Mam jeszcze prośbe, żeby nie traktować moich pytań jako zarzut przeciw Kościołowi czy nagacja jego nauki, ale szczerą chęć zrozumienia problemu i zaakceptowanie tej nauki ponieważ jest dobra a nie z przymusu.

Z góry dziękuję za odpowiedź

Odpowiedź:

1. Kara ekskomuniki za aborcję jest nakładana "po zaistnieniu skutku". Skoro nie wiadomo, czy skutej nastąpił, kara raczej nie wchodzi w rachubę...

2. Osoba, która zaciągnęła karę ekskomuniki za aborcję powinna pójść do spowiedzi. Jako ze nie każdy ksiądz i nie zawsze ma władzę zwalniać z tej ekskomuniki można się spodziewać, że spowiednik wskaże, kto może to zrobić. Jako że biskupi w różnych diecezjach różnym księżom dają tę władzę można jedynie radzić, by pójść do spowiedzi w katedrze czy do proboszcza. Większe prawdopodobieństwo, że tam będzie spowiadał ksiądz mogący z ekskomuniki zwolnić...

3. Trudno przypuszczać, że średnio wykształcona osoba nie wie, jak może działać tabletka "dzień po". Więcej o karach przeczytasz TUTAJ

4. Skoro nie brałeś udziału w decyzji o zażyciu tabletki "dzień po" w tym względzie nie ponosisz winy. Tylko pamiętaj, że nie byłoby tej decyzji, gdyby nie wasza wcześniejsza wspólna decyzja o współżyciu...

5. Porozmawiaj o tej sprawie z dziewczyną. Nieważne, czy to będzie grzech z twojej strony czy nie. Jeśli ją kochasz nie możesz na nią przerzucać całej odpowiedzialności za to, co robicie razem...

6. Odpowiadający nie widzi związku między zacytowana odpowiedzią a Twoim problemem. Tabletka "dzień po" ma działanie jakie ma. Taki jest jej cel, a nie skutek uboczny. Czy wyolbrzymiasz problem? Trudno powiedzieć. Gdyby nie było prawdopodobieństwa poczęcia, albo było ono minimalne, to po co używać tabletki?

7. Właśnie kiedy wyklucza się poczęcie i to w ten sposób, że stosuje się jakieś środki farmakologiczne czy zaporowe (prezerwatywa) seks z wyrazu miłości staje się "obżarstwem". Zobacz TUTAJ

8. Proszę wybaczyć, ale od dyskutowania jest nasze forum.Tu redaktorzy Wiara.pl odpowiadają na pytania. Dlatego tylko skrótowo:

a) uważanie seksu za zabawę, która nie powinna mieć innych niż zabawa konsekwencji skutkuje traktowaniem seksu jako wartości samej w sobie. Stąd krok do stwierdzenia, ze satysfakcjonujące życie seksualne należy się małżonkowi jak psu miska zupy. Łatwo się domyślić, że w małżeństwie nie zawsze jest tak, że oboje mogą i chcą współżyć. I to jeszcze tak, żeby druga osoba była ze współżycia zadowolona. Stąd kolejnym krokiem jest szukanie innego partnera. To nie wymysł. To sprawa sprawdzona empirycznie. Wystarczy porównać dwie sprawy: wzrost ilości stosowanych środków antykoncepcyjnych i wzrost ilości rozwodów. Może ktoś mówić, ze jedno z drugim nie ma związku. Ale czy na pewno? Są dowody, ze nie ma związku, skoro taka kulturowa zależność jest ewidentna?

b) jest różnica między byciem jednookim i wyłupieniem sobie oka. Podobna jest między szanującym Boży porządek rzeczy współżyciem w dni niepłodne, a sztucznym wywoływaniem "dni niepłodnych"...

c) Proszę wybaczyć, ale jeśli ktoś bierze pigułkę to nie po to, żeby przyjąć nowe życie. To tak jakby ktoś włamywał się do kasy pancernej i mówił że liczył na to, że będzie pusta i niczego nie ukradnie.

J.