Anna 17.08.2009 17:02

1. Była już tutaj mowa o ślubowaniach szkolnych. Ja niedługo idę do liceum, dlatego denerwuje mnie, że będę musiała ślubować jakieś rzeczy w stylu, że będę się pilnie uczyć itd. A co ze zdrowym rozsądkiem? W szkole średniej nie powinno się wręcz uczyć ze wszystkich przedmiotów (jeśli ktoś idzie np. na polonistykę, to naprawdę nie przydadzą mu się jakieś zawiłości bardziej zaawansowanej fizyki). No, ale "uczyć się pilnie" - rozumiem to jako naukę wszystkiego, co bardzo mi się nie podoba. Po co zmuszać ludzi do takich ślubów?! A, i czy można stać podczas ślubowania, nie otwierając ust? Czyli nie ślubować? To jednak chyba fałszywe...
2. Nie miałam pojęcia, że podczas Bierzmowania nie składa się przysiąg. Nam kazano nawet się podpisać pod tekstem ślubu. Dotyczył on niepicia alkoholu i niepalenia do osiemnastki, z czym się zgadzam. Ale było tam jeszcze coś takiego, że mamy - już oświeceni tym sakramentem - dawać dobry przykład innym. To chyba dotyczy jakichś ważnych rzeczy? Jeśli nie dam przykładu w jakiejś mało ważnej, to przecież chyba nie mam grzechu ciężkiego? Katechetka tak twierdziła...

Odpowiedź:

1. Jeśli nie chcesz, nie ślubuj. Zwyczaj nie jest chyba najmądrzejszy. Może należałoby, jeśli już, składać obietnicę, ze dołoży się starań albo coś w tym stylu? Ucz cię pilnie, ale niekoniecznie wszystkiego. Tak naprawdę szkoła jest po to, żeby wprowadzić w świat. A nie po to, żeby się uczyć dla uczenia... Umiejętność wyboru to też ważna rzecz. Nie znaczy to, że masz mieć pretensje do nauczycieli, ze wymagają. Ich rzeczą jest wymagać, ucznia roztropnie rozważyć, na co poświęcić czas...

2. Nie pij i nie pal. Tak dasz dobry przykład. Ale nie martw się, że nie we wszystkim dasz radę. Bo nie jesteś chodzącym aniołem (zapewne). Staraj się żyć jak najlepiej i jak najpiękniej, ale nie przejmuj się tą koniecznością bycia przykładem. Jeśli będziesz dobrym człowiekiem, i tak będziesz (tym przykładem). Jeśli będziesz byle jaka, to że czasem się zmobilizujesz - dla bycia przykładem - niewiele zmieni...

Odpowiadający ma czasem wrażenie, że wychowawcy zbyt wiele wymagają od tych "dobrych", "grzecznych" uczniów. Przecież to, że są tacy wcale nie znaczy, że można od nich znacznie więcej wymagać. Już się starają, jak wymagać jeszcze więcej? A czasem chyba to wręcz jakieś manipulowanie... Dla osiągnięcia... Hmmm Dziwacznych celów...

Ot, chociażby wymaganie dobrych wyników w nauce. Jakie znaczenie ma w życiu to, czy ktoś miał średnią 3,2 czy 3,4? Czy warto dla średniej wypruwać sobie żyły i zaniedbywać swój rozwój? Czy lepszy start w życie zapewni wyższa średnia, osiągana w rywalizacji z innymi czy umiejętność dogadywania się z ludźmi, uczynność, życzliwość, wyrozumiałość?

Przepraszam, jeśli ta część refleksji jest niezrozumiała...

J.