Gość 03.04.2020 11:38

Szczęść Boże,
Bardzo prosze o odpowiedź. Jestem dorosłą kobietą i mam kochającego partnera z którym planuję wspólną przyszłość. Od jakiegoś czasu dręczą mnie natarczywe myśli, że robiłam złe rzeczy w przeszłości i dopóki nie przyznam się do tego partnerowi Bóg mi nie wybaczy i żyję w grzechu. Przykładowo (...)

Bardzo tego żałuję i się tego wstydzę. Chciałabym to rzucić w zapomnienie i cieszyć się życiem, jednak uczucie, że mój przyszły mąż tego nie wie powoduje u mnie poczucie, że Bóg mi wybaczy tę sytuację dopiero wtedy gdy powiem o tym parnterowi, ponieważ go oszukuję nie mówiąc mu całej prawdy o sobie i o swojej wstydliwej przeszłości. Co powinnam zrobić? Czy wystarczy, że żałuję tego przed Bogiem czy konieczne jest mówienie o tym parnerowi?

Odpowiedź:

Pisze Pani o sytuacji z dzieciństwa, więc w ogóle trudno mi powiedzieć, czy można mówić o grzechu. W kwestii szóstego przykazania dzieci mają dość ograniczoną świadomość tego, co można a czego już nie. Choć zależy to od wieku. Jeśli w ogóle jednak do teg wracać, to ewentualnie w spowiedzi, dla spokoju sumienia. Na pewno nie ma potrzeby opowiadać o tym przyszłemu mężowi. Na pewno.

Przy okazji zwrócę uwagę, że niektórzy .... chyba częściej kobiety... uważają, że małżeństwo to związek, w którym nie ma się już przed sobą żadnych tajemnic. To nieprawda. I to błąd. Kiedy mąż gryzie się w język i nie powie czegoś złego żonie, która go zdenerwowała, to ta wręcz nie powinna go dopytywać, co sobie pomyślał. Bo jak się dopyta może być awantura. To naprawdę niczemu dobremu nie służy. Trzeba pozwolić drugiemu mówić tylko tyle, ile chce powiedzieć.

W miłości musi być jak z jeżami. Bycie na tyle blisko, żeby się nawzajem ogrzewać, ale i na tyle daleko, żeby się nie pokłuć, nie poranić. Tak, domaganie się zbytniej bliskości także małżeństwie, prowadzi do zranień. Odrobina dystansu do siebie jest wskazana i zdrowa.

J.