Mati_a2 09.04.2017 22:39

W ostatnim czasie moja postawa wobec Boga jest bierna bądź nawet buntownicza. Bardzo ciężko mi nawet zacząć się modlić. Czytałem objawienia uznane przez kosciół tzn Fatima i św. Faustyny. W obu przypadkach uderza mnie to, że mamy obraz Boga o którym Maryja/Jezus mówią, że jest on ciągle obrażany, ludzie są okropni, świat jest okropny, jest pełno grzechu, trzeba się nawracać i pokutować, aby tym sposobem ocalić wielu od potępienia. Uderza mnie, że przecież wg Kościoła piekłem grożą grzechy ciężkie połączone z brakiem żalu, zgadza się, są na pewno ludzie którzy w takich grzechach żyją, ale przecież znaczna większość ludzi wydaje się normalna, mało tego, u mnie w parafii np kościoły są całkiem pełne i dużo osób chodzi do spowiedzi, natomiast w treści tych objawień zawsze ludzkość jest wrzucana do jednego worka, są strasznymi grzesznikami i trzeba sie za nich modlić bo inaczej się potępią, sprawiedliwi są pewnie tylko ci, którym się Matka Boska/Pan Jezus objawia, ew ich współzakonnicy i przełożeni. Dlaczego taki Pan Jezus nie powie, że ucieszył się niezmiernie, bo ktoś pomógł staruszce przejść przez ulicę, dał biednemu trochę pięniędzy, bo w jakieś rodzinie są szczere i kochajace się osoby? Przecież masę osób tak robi. Nie, mówi tylko o tym, co jest złe, co go obraża itd. Taki obraz Boga mnie przygnębia, gdyż pokazuje go jako kogoś, kto niby nas miłuje, pragnie naszego zbawienia, ale jakoś nie obchodzą go wszystkie nasze dobre uczynki i dobre zasługi, bo razi go jedna "drobnostka", jest to Bóg, który wszystko widzi w szarych barwach. Właśnie przez takie coś jestem zniechęcony do pobożniejszego życia, bo mam wrażenie, że ten Bóg i tak znajdzie na mnie jakiegoś haka, więc ten cały wysiłek nie ma sensu. Albo jeszcze w tych objawieniach uzależnia się zbawienie osób od modlitw za nie. Kochający i pragnący zbawienia Bóg kochoś nie zbawi bo za mało osób się modliło za tego kogoś? Trudno, przykro mi.
Przepraszam za ilość tekstu, ale chodzi to za mną już jakiś czas i musiałem to wyrzucić z siebie. Czy pan odpowiadający mógłby jakoś mi to naprostować, to co tutaj powypisywałem? Chciałbym żyć dobrze, po chrześcijańsku, ale chciałbym też być pewien, że to co robię jest właściwe (pewnie nie da rady być na 100% pewnym). Pozdrawiam

Odpowiedź:

Pewną wskazówka może być i to, że owe objawienia miały miejsce już dość dawno temu. Grzechy, które ludzie wtedy popełniali było naprawdę straszne. Choć i wtedy nie brakowało oczywiście ludzi pobożnych. W czasie objawień w Fatimie trwała straszna I wojna światowa. Wojna, podczas której miliony ludzi ginęły w okopach z powodu... Hmmm... Właściwie kaprysu i ambicji możnych. Ta buta, ta łatwość, z którą decydowano o czyjejś śmieci, była naprawdę przerażająca. Wystarczy poczytać lub pooglądać filmy, których akcja rozgrywa się na frontach I wojny... A niebawem Europę miały dosięgnąć rewolucje. W tym ta z najbardziej opłakanymi skutkami: rewolucja październikowa. Choć nie brakowało wtedy ludzi dobrych i szlachetnych, świat parł ku krwawym rzeziom...

I to samo dotyczy w sumie czasów objawień siostry Faustyny. To był czas nieuchronnego zmierzania ku wojnie. Potem chodziło już nie tylko o same działania wojenne, ale przede wszystkim represje w krajach okupowanych, obozy koncentracyjne, łapanki, zsyłki, gułagi, zagłada Żydów, to były te dominanty, które sprawiały, że świat staczał się w stronę coraz większego zła. Oba objawienia pochodzą więc z czasów, w których zło szalało na rzadko albo i nigdy wcześniej nie spotykaną skalę. A  stało się tak, bo szalała też bezbożność. W II wojnie - wiadomo; pogańskiego narodowego socjalizmu i komunizmu. Ale co tu mówić, przecież i w innych krajach władze często Bogiem niespecjalnie się przejmowały. Co najwyżej próbowały Go używać jako fasady dla zupełnie niechrześcijańskich pomysłów... Pierwsza wojna... No cóż... To przecież czasy też, kiedy już jednak dość powszechnie Bogiem się w Europie nie przejmowano. Przynajmniej na szczeblu tych, którzy mieli jakąś władzę....

Dziś.. Cóż... Bezbożności nie brakuje. Ale jest też oczywiście wiele szczerej pobożności. A kiedy tej brakuje, często stawia się jednak nacisk na poszanowanie praw człowieka, praw pracowniczych, unikanie wojny itd... To się oczywiście w czasie zmienia, ale myślę, że pod wieloma względami nie jest źle...

Myślę więc, że te modlitwy wtedy były potrzebne, by ratować ludzkość właśnie przed tym zalewem zła. Dziś oczywiście też tej modlitwy trzeba, ale nie znaczy, że sytuacja jest tak zła, jak dawniej. Nie chodziło o drobne grzeszki, ale o całe to bezbożne zło, które musiało postawić na swoim nawet za cenę strasznego cierpienia innych. Modlitwa była potrzebna, by ludzi uratować przed tym pójściem w bagno...

Co do obrazu Boga wyłaniającego się z tych objawień... Już napisałem: nie chodziło o drobne grzeszki. O rzeczy straszne. Ale chodziło też o to, by te bezbożne tendencje odwrócić; by ludzie poczuli się jedni za drugich odpowiedzialni. Stąd owo wzywanie do modlitwy za innych i mówienie, że bez niej świat sobie nie poradzi...

Po drugie... Myślę że ten nieco przerażający obraz Boga to trochę efekt tamtych czasów i tamtej pobożności. Tak sobie wtedy Boga wyobrażano, takim językiem o Nim mówiono. Więc pewnie Jezus czy Maryja wpisali się w ten styl. Jest przecież, przynajmniej u siostry Faustyny, też wiele obrazów krzepiących, ukazujących wielkie Boże miłosierdzie..... I po to te objawienia są dane: żeby ludzie wierzyli w Boga Miłosiernego, nie obrażającego się na wszystko despotę...

Po trzecie... Trzeba pamiętać, że w żadne objawienie prywatne, także te oficjalnie uznane przez Kościół, nie ma obowiązku wierzyć. Chrześcijanie mają obowiązek odwoływać się do objawienia, które przyniósł Jezus Chrystus. I jeśli chcemy zobaczyć jaki naprawdę jest Bóg, trzeba sięgać do Pisma Świętego, a zwłaszcza Ewangelii. Wszelkie przeczące biblijnej wizji obrazy należy odrzucić jako błąd lub - jak w przypadku tych objawień uznanych - jako nieporozumienie....

Tak bym to widział.

J.