_MICHAŁ_ 21.06.2014 10:44

Szczęść Boże,

Według mnie, w Kościele daje się zauważać w ostatnim czasie (po II soborze watykańskim) pewna tendencja do "łagodzenia wymogów Kościoła". I nie chodzi mi tu o np. wprowadzenie języków narodowych do mszy św., ale np. o:

- możliwość przyjmowania komunii na rękę. W Polsce tylko w diecezji warszawskiej, ale w innych krajach to już jest norma. Przecież komunia na rękę to zmniejszenie świętości eucharystii! Dzisiaj komunia na rękę, jutro wierni będą już sami ją brać z puszki, a potem co? Może podczas komunii ksiądz będzie tylko wystawiał puszkę przed ołtarz? A potem może tabernakulum będzie otwarte 24h na dobę, i kto będzie chciał, będzie sobie brał? A później może wierni będą sobie brali konsekrowaną hostię do domu i sami sobię ją "spożywali". A na koniec to już każdy wierny będzie mógł sobie odprawić w domu mszę jak jakiś zielonoświątkowiec. Komunia na rękę to pierwszy krok do zmniejszenia sacrum komunii.

- uprawomocnianie grzechów, np. możliwość imprezowania w piątki. Mówi się, że dzisiaj świat, styl życia się zmienia i coraz trudniaj stosować się do wymogów. Ale kto ma naprawiać ten świat i dawać przykład jak nie Kościół!

- zbyt ograniczone działania Kościoła przeciwko ateizacji Polski i upadku obyczajów. Każdy ksiądz powinien co dziennie gromić z ambony t.zw. związki partnerskie, aborcję i eutanazję, ataki przeciw Kościołowi i rodzinie.

- zbytnie bogactwo niektórych księży, zwłaszcza biskupów. Oczywiście nie ma nic złego w posiadaniu np. dobrego samochodu i ataki na tych kapłanów są niesprawiedliwe. Ale skoro w jakiś sposób szkodzi to wizerunkowi Kościoła, to dlaczego by sobie nie odpuścić?


Oczywiście nie wszyscy księża są tak postępowi. Ale w odpowiedzi na te działania pojawiają się różne grupy "konserwatystów i zwolenników surowych regół", np. ksiądz Natanek (wszyscy się z niego śmiali w internecie, ale jeśli posłucha się kilku jego wypowiedzi to można odnieść wrażenie, że jest to wspaniały ksiądz). Mówi się, że takie poglądy "wypaczają obraz dobrego Boga i dobrą nowinę" Ale czy większym wypaczeniem nie jest traktowanie Boga "po kumpelsku"? Przecież mimo dobrej nowiny piekło na prawdę istnieje!

Chciałbym poznać opinię Odpowiadającego na ten temat. Czy On również dostrzegałby taki problem i pojawiające się 2 przeciwne nurty w Kościele Katolickim.

Odpowiedź:

1. Pan Jezus w Wieczerniku powiedział: bierzcie i jedzcie. Więc jedzenie, spożywanie Ciała Chrystusa i pojenie się Jego krwią, to w relacji do postaci eucharystycznych podstawowa sprawa. Nie adoracja.

Komunię na rękę przyjmuje tylko wtedy, gdy wszyscy przede mną tak robią i byłoby głupio zrobić inaczej. Ale kiedy tylko widzę, że ktokolwiek przede mną przyjął komunię do ust, też otwieram usta. Nie uważam jednak, by przyjmowanie Komunii na rękę było oznaka braku szacunku dla postaci eucharystycznych. Nie uważam, by moje ręce były mniej godne dotykać Boga niż mój język. Nie widzę powodu, by przyjmowanie Pokarmu za pośrednictwem rąk mogło uwłaczać Bogu. On powiedział: bierzcie i jedzcie. Nie zakładał, że mamy się przy tym jedzeniu zachowywać jak niemowlaki, którym trzeba jedzenie wkładać do ust...

A co do owego ciągu różnych kroków...  Bardzo nie lubię takiego rozumowania. Pewien kleryk opowiadał kiedyś woje perypetie z przełożonym seminaryjnym. Zaczęło się od książki z biblioteki. Nie oddał w terminie, bo zapomniał. Podczas rozmowy z przełożonym, od słowa do słowa wyszło na to, że kleryk nie nadaje się do kapłaństwa, bo ma problem z ... posłuszeństwem. Nie, nic takiego nie powiedział. Nieoddanie książki to brak posłuszeństwa. A to znaczy, że w przyszłości taki kleryk może nie słuchać biskupa...

Dlatego bardzo bym uważał, że kto zrobi jeden krok, zrobi i drugi. W górach, żeby przejść nad przepaścią trzeba czasem zrobić jeden czy drugi, wydawałoby się niebezpieczny krok. I chodzi o ten jeden czy dwa, a nie to, że człowiek zrobi osiem następnych i spadnie w przepaść....

Dlaczego takie porównanie? Przyjmowanie Komunii na rękę to krok w kierunku przypominania, że Jezus w Eucharystii nie jest głównie do adorowania, ale do spożywania. A niestety, jeszcze do niedawna nie było to oczywiste. Komunię przyjmowało się rzadko. Po długim poście eucharystycznym (dziś to tylko 1 godzina), stąd zazwyczaj Msze odprawiano rano. Bo to takie święte, bo jesteśmy niegodni. Pan Jezus powiedział: bierzcie i jedzcie, a my się zachowywaliśmy, jakbyśmy byli na diecie...

No i koniecznie trzeba dodać: komunia na rękę w pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa była praktyka powszechną. Tak, czytałem artykuł, w którym podważa się argumenty za takim stwierdzeniem, ale są one mocno naciągane....

2. Imprezowanie w piątki.... Nie chce nic mówić, ale bodaj do 2003 roku imprezować było wolno. Prawo zaostrzono....

Przykazania kościelne mają to do siebie, że w przeciwieństwie do Bożych mogą ulegać zmianom. Bo to w sumie takie rozporządzenia dodatkowe, trochę porządkowe, trochę mające wesprzeć wiarę, w tym wypadku świadomość czynienia pokuty... Nikt nie zabrania pościć. Nikt nie zabrania nie bawić się w piątki. Ale też nie wymaga się, żeby tak robić. Chyba ważniejsze jest budowanie ducha pokuty, niż jej narzucanie, prawda? Zwłaszcza że dziś piątek to początek weekendu i właśnie w piątki zazwyczaj organizowane są zabawy. Czemu iść na przekór takim modom? Przecież zabawa nie jest czymś złym...

3. Przeciwdziałanie ateizacji.... Myślisz, że grzmienie w Kościele coś da? Przecież do Kościoła chodzą wierzący. Nie ateiści i ateizujący....

4. Bogactwo księży.... Cóż, obawiam się, że w dzisiejszych czasach nie jest tak źle. Dawniej dysproporcje między poziomem życia zwyczajnych wiernych, a księżmi, zwłaszcza biskupami, były znacznie większe. Pałace, drogie stroje... To właśnie soborowa reforma, duch soboru spowodował, że kapłani poschodzili z piedestałów...

5. Czy Boga można traktować "po kumpelsku".... Jezus nazywa swoich uczniów przyjaciółmi. Problem w tym, czy potrafię do takiego przyjaciela podchodzić z szacunkiem. Ta przyjaźń jest bowiem zaszczytem, nigdy nie powinna być powodem lekceważenia....

Byłem kiedyś ministrantem. Nawet podczas studiów zjawiałem się w zakrystii. Chłopcy w wieku 5-7 klasy nie wiedzieli jak sie do mnie zwracać. Skończyło się na "ty". I byli tacy, którzy wykorzystywali to jako okazję do lekceważącego traktowania, ale i tacy, którzy owo "ty" wymawiali z takim uszanowaniem, że nie było wątpliwości, że czuli się bardzo wyróżnieni.

J.