23.08.2006 15:52

Kilka pytań odnośnie Listu do Rzymian:

'(3) Bo i cóż, jeśli niektórzy stali się niewierni, czyż ich niewierność miałaby zniweczyć wierność Boga?
(5) Lecz jeśli nasza nieprawość uwydatnia sprawiedliwość Bożą, to cóż powiemy?
(7) Ale jeżeli przez moje kłamstwo prawda Boża tym więcej się uwydatnia ku Jego chwale, jakim prawem jeszcze i ja mam być sądzony jako grzesznik?'

Nasza niesprawiedliwość uwydatnia sprawiedliwość Boga? Czyli im bardziej grzeszymy, tym bardziej widać sprawiedliwość Boga? Dla mnie wniosek mógłby być taki: mogę sobie spokojnie grzeszyć, a im więcej, tym lepiej, bo to jeszcze bardziej okarze sprawieldiwośc Boga, który I TAK MNIE ZBAWI. To MÓGŁBY być mój wniosek z tego tekstu, gdyby nie to, że przeczą mu pozostałe wersety tego samego listu oraz moje sumienie. Więc jak rozumieć te wersety?

drugi fragment:

'(...) także i Rebeka, która poczęła [pbliźnięta] z jednego [zbliżenia] z ojcem naszym Izaakiem. (11) Bo gdy one jeszcze się nie urodziły ani nic dobrego czy złego nie uczyniły - aby niewzruszone pozostało postanowienie Boże, powzięte na zasadzie wolnego wyboru, (12) zależne nie od uczynków, ale od woli powołującego - powiedziano jej: starszy będzie służyć młodszemu, (13) jak jest napisane: Jakuba umiłowałem, a Ezawa miałem w nienawiści. (14) Cóż na to powiemy? Czyżby Bóg był niesprawiedliwy? żadną miarą! (15) Przecież On mówi do Mojżesza: Ja wyświadczam łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, nad kim się lituję. (16) [Wybranie] więc nie zależy od tego, kto go chce lub o nie się ubiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie. (17) Albowiem mówi Pismo do faraona: Po to właśnie cię wzbudziłem, aby okazać na tobie moją potęgę i żeby rozsławiło się moje imię po całej ziemi. (18) A zatem komu chce, okazuje miłosierdzie, a kogo chce, czyni zatwardziałym. (19) Powiesz mi na to: Dlaczego więc Bóg czyni jeszcze wyrzuty? Któż bowiem woli Jego może się sprzeciwić? (20) Człowiecze! Kimże ty jesteś, byś mógł się spierać z Bogiem? Czyż może naczynie gliniane zapytać tego, kto je ulepił: Dlaczego mnie takim uczyniłeś? (21) Czyż garncarz nie ma mocy nad gliną i nie może z tej samej zaprawy zrobić jednego naczynia ozdobnego, drugiego zaś na użytek niezaszczytny? (22) Jeżeli więc Bóg, chcąc okazać swój gniew i dać poznać swoją potęgę, znosił z wielką cierpliwością naczynia [zasługujące] na gniew, gotowe na zagładę, (23) i żeby dać poznać bogactwo swojej chwały względem naczyń [objętych] zmiłowaniem, które już wprzód przygotował ku chwale, (24) względem nas, których powołał nie tylko spośród Żydów, ale i spośród pogan ... ?'

Czy ten framgnent nie świadczy 'za' teorią predestynacji - że Bóg stwarza niektórych do zbawienia, a niektórych do potepienia? Jeśli nie, to jak ten fragment rozumieć?

Odpowiedź:

1. Myśl autora należy zawsze rozumieć w jej kontekście, a nie wyrywając z niego poszczególne zdania. Św. Paweł pisze, że grzech człowieka uwydatnił Bożą sprawiedliwość. Ale nie chodziło mu o to, ze człowiek ma czynoć zło, aby mocniej pokazało się dobro. Wyjaśnia to sam Paweł pisząc w ósmym wierszu tego samego rozdziału listu do Rzymian:

I czyż to znaczy, iż mamy czynić zło, aby stąd wynikło dobro? - jak nas niektórzy oczerniają i jak nam zarzucają, że tak mówimy. Takich czeka sprawiedliwa kara.

O co więc chodzi? Najprawdopodobniej zasygnalizowano tutaj myśl, która szerzej pojawi się w 5,20, że wina człowieka (Paweł nie pisze o grzechu jednostki ale o grzeszności społeczności) była w pewnym sensie błogosławiona, gdyż na jej tle Boża łaskawość i wierność ukazały się jeszcze wyraźniej. Bóg potrafi w swoje plany wkomponować nawet te ludzkie zamysły, które mu się sprzeciwiają. Wkomponować i wykorzystać. Tak jak np. zdradę Judasza. Ale - podkreślmy to za Pawłem - na pewno nie nalezy czynić zła, zeby dawać okazję do ukazania się Bożej łaski.


2. To cytat z rozdziału 9. W Rz 11, 32 czytamy:

Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie.

Bóg wszystkim okazuje swoje miłosierdzie. tak podsumowuje swoje wywody sam św. Paweł. O co więc chodzi mu w przytoczonym wyżej tekście? Że nie wybrał zaraz wszystkich ludzi, ale jeden naród. Naród, w którego historii pokazała się jego potęga i moc. Naród, dzięki któremu także inne usłyszały o Bogu prawdziwym i mogą dojść do zbawienia. Troche podobnie jest dziś. Nie wszyscy rodzą się w rodzinach chrześcijańskich. Bóg pozwala, aby nie wszyscy Go znali, byśmy my, wierzący w Chrystusa, mogli nad głoszeniem Ewangelii popracować; byśmy sami coś też zrobili. Nie znaczy to jednak, że jakiś konkretny człowiek został skazany przez to na potępienie. Bóg po prostu tylko dopuszcza niewiarę pewnych całych społeczności... Ale trzeba pamiętać, ze komu mniej dano, od tego mniej Bóg będzie wymagał. To oczywiste...

J.