Gość 19.02.2018 13:02

http://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/43f901

Skupiając się na pierwszym pytaniu, rozumiem, że to co zostało nazwane wcześniej "występami" może być (zwłaszcza wielokrotnie powtarzane) grzechem ciężkim? "Występy" czyli ubieranie się w efektowne, drogie (przyzwoite) stroje (fantazyjne, ekstrawaganckie, może artystyczne), żeby później móc się w nich przejść między ludźmi
(czyli też zwracanie na siebie uwagi itd.).

Pytam, ponieważ zdziwiło mnie to, a nie wiem, czy dobrze rozumiem.

Myślałem, że to co jest w głowie (pycha, egoizm, egocentryzm, pogarda dla innych) nie może być NIGDY grzechem ciężkim - oprócz grzechów nieczystości, bluźnierstw wobec Boga i życzenia komuś śmierci. Chciałem to sobie uporządkować.

Odpowiedź:

A czy ja napisałem, że to jest grzechem ciężkim? Napisałem, że chrześcijanin powinien unikać każdego zła. Nawet jeśli nie jest grzechem ciężkim, a lekkim. Zresztą pozwalanie sobie na małe zło z kalkulowanie, że mogę tak robić, bo to nie grzech ciężki jest rzeczą wyjątkowo obmierzłą. No bo jak: będę np. obrzucał błotem bliźniego uważaj ac tylko, żeby nie przekroczyć granicy grzechu ciężkiego? Albo będę kraść tylko drobne rzeczy, żeby nie popełnić grzechu ciężkiego? Paranoja...

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać