Gość 11.03.2011 14:22

Czy katolik ma prawo do NPR? W świetle zażartych dyskusji na wielodzietni.org, duzerodziny.pl oraz christianitas.pl jawi mi się to jako ciężkie przewinienie, gdy: ciąża nie jest śmiertelnym zagrożeniem życia matki lub gdy rodzina nie cierpi nędzy (chociaż, zdaniem niektórych to też nie są dostateczne powody).
Czy naszym obowiązkiem jako katolików jest zdać się całkowicie na Boży plan odnośnie ilości potomstwa? Męczy mnie to od pewnego czasu. Im dłużej czytam w/w portale - tym bardziej.
Proszę o przedstawienie tej kwestii - z punktu widzenia nauki KK.

Odpowiedź:

Sprawę tak ujęto w Katechizmie Kościoła katolickiego, numer 2370:

"Okresowa wstrzemięźliwość, metody regulacji poczęć oparte na samoobserwacji i odwoływaniu się do okresów niepłodnych są zgodne z obiektywnymi kryteriami moralności. Metody te szanują ciało małżonków, zachęcają do wzajemnej czułości i sprzyjają wychowaniu do autentycznej wolności. Jest natomiast wewnętrznie złe "wszelkie działanie, które - czy to w przewidywaniu aktu małżeńskiego, podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków - miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego".

Parę lat po wydaniu Katechizmu Kościoła katolickiego dokonano korekty dzieła. Zacytowany wyżej punkt nie został zmieniony. Ani o jedno słowo. Katechizm w tym względzie powołuje się na Humanae vitae.

Czytamy tam (HV 16)

"(...) Jeśli więc istnieją słuszne powody dla wprowadzenia przerw między kolejnymi urodzeniami dzieci, wynikające bądź z warunków fizycznych czy psychicznych małżonków, bądź z okoliczności zewnętrznych, Kościół naucza, że wolno wówczas małżonkom uwzględniać naturalną cykliczność właściwą funkcjom rozrodczym i podejmować stosunki małżeńskie tylko w okresach niepłodności, regulując w ten sposób ilość poczęć, bez łamania zasad moralnych, które dopiero co wyłożyliśmy.

Kościół jest zgodny z samym sobą i ze swoją nauką zarówno wtedy, gdy uznaje za dozwolone uwzględnianie przez małżonków okresów niepłodności, jak i wtedy, gdy potępia, jako zawsze zabronione, stosowanie środków bezpośrednio zapobiegających poczęciu, choćby nawet ten ostatni sposób postępowania usprawiedliwiano racjami, które mogłyby się wydawać uczciwe i poważne. W rzeczywistości między tymi dwoma sposobami postępowania zachodzi istotna różnica.

W pierwszym wypadku małżonkowie w sposób prawidłowy korzystają z pewnej właściwości danej im przez naturę. W drugim zaś, stawiają oni przeszkodę naturalnemu przebiegowi procesów związanych z przekazywaniem życia. Jest prawdą, że w obydwu wypadkach małżonkowie przy obopólnej i wyraźnej zgodzie chcą dla słusznych powodów uniknąć przekazywania życia i chcą mieć pewność, że dziecko nie zostanie poczęte.

Jednakże trzeba równocześnie przyznać, że tylko w pierwszym wypadku małżonkowie umieją zrezygnować ze współżycia w okresach płodności (ilekroć ze słusznych powodów przekazywanie życia nie jest pożądane), podejmują zaś współżycie małżeńskie w okresach niepłodności po to, aby świadczyć sobie wzajemną miłość i dochować przyrzeczonej wzajemnej wierności. Postępując w ten sposób dają oni świadectwo prawdziwej i w pełni uczciwej miłości".

W Kompendium Katechizmu Kościoła katolickiego pojawia się stwierdzenie, powracające do owych ważnych przyczyn z HV pominiętych w KKK.  Czytamy tam (497):

"Regulacja poczęć, która ukazuje jeden z aspektów odpowiedzialnego ojcostwa i macierzyństwa, jest obiektywnie zgodna z moralnością, gdy jest dokonywana przez małżonków bez interwencji z zewnątrz, nie z egoizmu, lecz z poważnych motywów, i metodami zgodnymi z obiektywnymi kryteriami moralności, to jest przez okresową wstrzemięźliwość i odwoływanie się do okresów niepłodnych".

Co to są słuszne powody do wprowadzenia przerw między kolejnymi urodzeniami dzieci? O jakie warunki fizyczne, psychiczne czy okoliczności zewnętrzne? Kiedy małżonkowie nie kierują się egoizmem? Kościół unika zazwyczaj jednoznacznych sądów w tak delikatnych sprawach. Ot, piąte przykazanie kościelne nakazuje, by dbać o potrzeby wspólnoty Kościoła. Każdy w sumieniu rozstrzyga to sam, a nie ustanawia się dziesięcin.

Zdaniem odpowiadającego każdy rodzic musi na to pytanie odpowiedzieć sobie sam. I w swoim sumieniu musi rozstrzygnąć w swojej sprawie, a nie narzucać swoje rozwiązania innym. Tym bardziej, że:

a) nie ma obowiązku współżycia w małżeństwie, jeśli oboje małżonkowie nie mają na to ochoty
b) metody naturalne - jak zresztą wszystkie - są zawodne i współżyjąc zostawia się jednak margines możliwości poczęcia. Czasem, jak pokazuje to sytuacja osoby, która zadała pytanie trochę wcześniej, jest to możliwość całkiem realna.

J.