Gość 11.05.2026 18:25
Witam, na wstępie chciałbym podziękować Odpowiadającemu za wszystkie poprzednie odpowiedzi na moje pytania!
Mam dość konkretną sprawę i chciałbym zapytać Pana o zdanie - domyślam się, że w tym przypadku nie dostanę pełnej i pewnej odpowiedzi ale byłbym wdzięczny za wyrażenie opinii na ten temat. Otóż podczas ostatniej spowiedzi zdarzyło się coś czego nie spodziewałem się w swoim życiu nigdy: ksiądz powiedział, że widzi u mnie objawy skrupułów. Ale bardziej po kolei: ta spowiedź była w odstępie około dwutygodniowym (a więc jak na mnie to bardzo krótki odstęp) od ostatniej, miałem w zasadzie tylko jeden świeży i jeśli można tak powiedzieć to "drobniejszy" grzech ciężki. Ale oprócz tego też na wszelki wypadek dla spokoju sumienia dopowiedziałem, że jeszcze przed ostatnią spowiedzią miałem wątpliwości czy wtedy w tamtej sytuacji mogłem przyjąć Komunię, sporo się wtedy zastanawiałem i doszedłem do wniosku że ostatecznie mogę, ale po Komunii (nie od razu, po kilku/kilkunastu dniach) zacząłem mieć wątpliwości czy aby na pewno mogłem Ją wtedy przyjąć (nie jakieś natarczywe wątpliwości, ale troszkę ich miałem) - i dlatego "na wszelki wypadek" dla wewnętrznego spokoju o tym powiedziałem. Od razu dodam że w ogóle nie mam stałego spowiednika i spowiadam się często w zupełnie różnych kościołach. I wtedy ksiądz powiedział że wydaje mu się że jestem skrupulantem. Od razu wtedy odpowiedziałem że wg mnie na pewno nie jestem (ostatnio chyba jestem trochę bardziej wrażliwy, ale generalnie często gdy mam wątpliwości czy dany grzech był ciężki czy jeszcze lekki to zwykle - o ile oczywiście nie miałem poczucia że ta granica była przekroczona oraz po faktycznym rozstrzygnięciu zgodnie z obecnym stanem sumienia - uznawałem że to jeszcze nie był grzech ciężki i że mogę przyjąć Komunię), ale ksiądz odpowiedział coś w stylu że wg niego może i teraz nie jestem, ale widzi we mnie początki potencjalnych skrupułów, i że np za 2 lata takich wątpliwości mogę mieć sporo i będzie to bardzo uciążliwe. I powiedział mi żebym od teraz wszystkie wątpliwości jakie będę mieć rozstrzygał na swoją korzyść. Nie ukrywam że po tym miałem pokusy że to jest przyzwolenie do grzeszenia (wiem oczywiście że nie ale takie pokusy miałem), bo mogę mieć nawet cień wątpliwości i wszystko interpretować na swoją korzyść - ale ostatecznie myślę że udało mi się je odrzucić. I mam takie pytania: nie wiem na ile to te potencjalne skrupuły a na ile uzasadniona obawa, ale czułbym że to nie byłoby dobre gdybym już zawsze stosował nakaz spowiednika o rozstrzyganiu na swoją korzyść wszystkich wątpliwości. W związku z tym, czy teraz na każdej spowiedzi muszę zawsze mówić o tym że inny ksiądz zauważył u mnie potencjalne skrupuły i że rozstrzygam wszystkie wątpliwości na swoją korzyść? Bo wg mnie nie mówienie tego w ogóle nigdy nie byłoby dobre (jeśli to nie byłby już grzech - w tym sensie że to wykorzystuję żeby do końca życia korzystać z tego że mogę wszystko rozstrzygać na swoją korzyść), ale też "rytualne" podczas każdej spowiedzi bez wyjątku (nie patrząc na sytuację, wątpliwości i grzechy podczas danej spowiedzi) mówienie o tym że kiedyś tam spowiednik mi powiedział o tym rozstrzyganiu wątpliwości na swoją korzyść jest wg mnie nie do końca konieczne (oczywiście mogę się tutaj mylić). A także zastanawiam się czy ta decyzja spowiednika ma jakiś "termin" i ile jest ważna - nie chodzi tu oczywiście o suche dni ale wydaje mi się że takie coś trwa do momentu zakończenia tych potencjalnych skrupułów - tyle że ja, słusznie lub nie, nie dostrzegam ich zbytnio u siebie teraz (widzę na pewno zmianę że teraz jestem bardziej wrażliwy i czuły na grzech niż kiedyś, ale myślę że do skrupulatna bardzo mi daleko). Domyślam się że tutaj nie odpowie mi Pan konkretnie i wprost co robić tylko pewnie żeby się zapytać jakiegoś spowiednika - ale nawet jeśli tak to nawet nie wiem o co... Byłbym naprawdę wdzięczny za opinię na ten temat, oraz co Odpowiadający uważa że powinienem zrobić. A także - oczywiście wiem że nie może Pan decydować za spowiednika - jeśli to możliwe byłbym wdzięczny za taką "luźną" niezobowiązującą opinię kogoś patrzącego na to z boku - czy wg Pana na podstawie tego co napisałem mogę mieć faktycznie początki tych potencjalnych skrupułów i ich nie dostrzegać? Będę wdzięczny za odpowiedź a także dziękuję (mimo że nie mam tu stałego nicku) za odpowiedzi na moje ostatnie pytania a zwłaszcza ostatnie pytanie.
Pozdrawiam!
Hm... Myślę, że faktycznie może coś się u Pana ze skrupułami zaczynać. Świadczy o tym także to pytanie. Ma Pan tendencję do dzielenia włosa na czworo, a to faktycznie może się z czasem rozkręcić... Na ile dziś trafnie ocenia Pan swoje postępowanie oczywiście trudno mi powiedzieć. Wydaje mi się jednak, że warto w rachunku sumienia t ostrzeżenie spowiednika brać pod uwagę. To znaczy pamiętać, że z tymi skrupułami tak to może być i gdy pojawia się jakiś problem z oceną postępowania wziąć także i to pod uwagę...
Wyjaśnijmy: sumienie to sąd rozumu. To rozum powinien ocenić czy czyn był zły i na ile zły. Skrupuły natomiast bazują nie na rozumie, ale na lęku. To lęk powoduje, że człowiek przestaje ufać rozumowi. Bo choć rozum podpowiada, że nie było grzechu albo był grzech lekki, strach każe dociekać dalej, bo jeśli jednak rozum się pomylił, jeśli Bóg oceni to jako grzech ciężki, to...
No właśnie: co? Skrupuły - może nie zawsze, ale często - mają w sobie zaszyte pragnienie, by być takim, by Bóg nie mógł się czepiać. Tymczasem Bóg się nie czepia. Naprawdę. Drobiazgów, owszem, nie należy lekceważyć, ale też nie trzeba ich wyolbrzymiać. Trzeba zaufać, ze Bóg naprawdę jest dobry i drobiazgów się nie czepia...
Nie musi więc Pan każdej, najmniejszej wątpliwości co do tego, czy i jaki był grzech interpretować na swoją korzyść. Zawsze jednak starać się rozeznać to rozumem, świadom jednocześnie tego, że lęk może podpowiadać, by rozważać dalej, choć rozum daje jasną odpowiedź...
Tak bym to widział.
J.