Wrażliwa 28.03.2026 14:24
Mam następujący problem.Urodziłam się z wrażliwością na dotyk, praktycznie nikomu nie daję się dotykać. Nawet rodzicom, dziadkom, siostrze, przyjaciółce (!) Chodzi o przytulanie, po prostu tego nie lubię.
Uważam to za wkraczanie w intymną sferę. Akceptuje jedynie takie gesty od przyjaciela, ewentualnie w przyszłości, jeżeli chłopaka będę miała albo męża, ale i to stopniowo i nie na całość. Albo dla własnych dzieci się przełamie.
Jak to zrobić, żeby grzechu nie było? Chodzi, żeby się nie bać, że mam egoizm, bo nawet na chwilę nie "użyczam" siebie, a niektórzy mogą chcieć mnie przytulić.
Z drugiej strony to oni mogą się czuć odtrąceni. Jak pójść na kompromis, jeżeli wykluczam wszelki dotyk? Jedynie w przypadku męża lub dzieci tak jak wspomniałam nie byłabym taka.
Jak przyjaciółka mnie kiedyś "śmiała" dotknąć poprzez przytulenie na przywitanie, to aż odskoczyłam. Mogła dziwnie się czuć. Zapowiedziałam jej, żeby już nigdy mnie nie przytulała kulturalnie oczywiście.
Jedynie zgadzam się z nią na pozy do zdjęć, bo to za moją zgodą dotyk. I też harcerzom się daję dotykać, bo czuje się z nimi blisko.
A tak to nie. Wiem, że nie muszę lubić dotyku i nie sądzę by to jakiś duży grzech był. Jeżeli ktoś to rozumie (nie mąż, nie dzieci) to chyba okej. Nie wszystko trzeba lubić i ta druga osoba musi to brać pod uwagę, tak jak niektórzy nie przepadają za głównymi imprezami. Tylko ze za daleko poszłam, bo taki teskt do mamy powiedziałam, żeby mnie już więcej nie przytulała, zaznaczyłam że tylko za moją zgodą. I babci na urodzinach też nie chciałam przytulić, zrozumiała to. Jak do tego podejść by nie zgrzeszyć? Bo wychodzę z nerwicy natręctw.
Nie jestem w stanie pomóc. Ogólnie mogę tylko powiedzieć, że człowiek ma prawo nie chcieć być przytulany. Nie widzę tu problemu moralnego. Ktoś się poczuje źle? Skoro wie, że tak masz, to raczej nie. Ale nawet gdyby problem od strony moralnej nie jest jakoś bardziej istotny.
J.