Gość157 02.02.2026 17:00
ostatnio gdy byłem u spowiedzi chcialem napomknac jakas ta sytuacje z tym zalem za grzechy tak ogolnie i powiedzialem tak: „czy postanowienie poprawy zawsze oznacza zal za grzechy czy tez nie bo miewalem sytuacje w przeszlosci w spowiedzi ze wiedzialem ze z checia popelnilbym znowu ten sam grzech szczegolnie gdy grzeszylrm wtedy zuchwale ale przy spowiedzi jednak zawsze jest chociazby minimalna szczera chec poprawy z mojej strony”
spowiednik odpowiedzial mi ze bardzo dobrze ze jest we mnie taka chec postanowienia poprawy i do walki z grzechem, ze czlowiek z natury jest slaby, grzeszny i ze tylko z pomoca Pana Boga jest w stanie sie z tym grzechem walczyc i nastepnie dal mi rozgrzeszenie.
nir odpowiedzial mi jednoznacznie na pytanie ale jednoczesnie poczulem pokoj serca.. to znaczy ze nie wracac juz do tych spraw i na przyszlosc stosowac sie do jego wypowiedzi w kontekscie takim, ze uznal ze przy spowiedziach mimo wszystko zalowalem/zaluje? zostawic juz te sprawe i inne podobne raz na zawsze? .. cyklicznie to wraca, ale zdaje mi sie jednoczenie ze wystarczylo to co powiedzialem i otrzymalem odpowiedz. moze nie jednoznacznie ale chyba dobrzr wywnioskowalem to z wypowiedzi spowiednika - zeby juz nie wracac do tamtej i innych podobnych sytuacji tylko zaufać - ze byl zal, zarówno w tamtej jak i innych spowiedzisch juz po tej sytuacji gdy mialem watpliwosci ze moglo zalu nie byc gdy grzeszylrm zuchwale..
mialem nie pytac w sumie o to ale niepokoj mnie dzisiaj przycisnal..
Spowiednik zdecydował. Nawet jeśli nie powiedział tego wprost, to przecież udzielił Ci jasnej wskazówki. Nie ma powodu, żeby dalej się tym zamartwiać....
Na marginesie... Na tym właśnie w dużej mierze polega wychodzenie ze skrupułów: wiedząc, ze sam nie umiem dobrze tego dobra i zła w sobie ocenić, zdaję się na opinię spowiednika. Najlepiej stałego. I przestaję się martwić sprawami, co do których spowiednik tak czy inaczej zdecydował. Ty masz prawo, a nawet obowiązek jego wskazówek w tym temacie się trzymać. To trochę jak z pływaniem: nie umiem, przepłynę dwa metry i się topię. Biorę więc koło ratunkowe i płynę. Nie sam? Ważne, że płynę. A z czasem koło przestanie mi być potrzebne :)
J.