Gość 18.01.2026 18:08

Ktoś zaproponował mi wspólne mieszkanie w przyszłości. Tylko propozycja to była. A ja odmówiłam. Czy mam grzech? Kłopot w tym, że jest to osoba niepełnosprawna, ale nie fizycznie, bardzo samotna, która ma we mnie oparcie. Czy to cos złego, że z góry odmówiłam? Postąpiłabym inaczej, gdyby ta osoba nie miała własnego mieszkania, bo nie stać, na razie ten ktoś mieszka z rodzicami. Ja sama też z rodzicami zamieszkuje jeszcze.
Jak powiedziałam nie, to ona źle zareagowała. Płaczem.Czy każda sytuacja kiedy ktoś płacze automatycznie jest grzechem, bo nie po myśli tamtej osoby? Przyjaźń czy bliski kontakt nie oznacza że trzeba być za wszelką cenę przy kimś.
I teraz boję się że mam grzech.
I to ktoś mega przywiązany do mnie. Gdyby to był chłopak to jasna sprawa, bo nie można przed ślubem.
I tak jak mówiłam zgodziłabym się tylko w skrajnej sytuacji. Jestem introwertykiem, dlatego cenie sobie przestrzeń. Ja z rodzicami źle się czuję, to co dopiero ze współlokatorem? Gryzie mnie sumienie. Z jednej strony, że nie zrobiłam niczego złego, bo postawiłam granice, a z drugiej że to ktoś samotny, co polega na mnie. Jakoś do Jezusa nie pasuje mi.
Co zrobić jak nie cche z kimś mieszkać, no chyba że z jakimś mężczyzna poślubionym?
Z siostrą też nie chce. Chyba, że nie byłoby innego wyboru, bo np taniej.
Czy to grzech jakbym wyprowadziła się potem od siostry, gdybym zarobiła pieniądze?
Wiem trochę głupie pytanie. Ale zależy mi żeby wiedzieć, gdzie są granice przyjaźni, rodziny, kogoś samotnego, niepełnosorawnego, co radzi sobie mimo wszystko z wieloma rzeczami?

Odpowiedź:

Nie ma obowiązku mieszkać z kimś, z kim mieszkać się nie chce. Nie chodzi oczywiście o sytuację małżeństwa, ale inne. Niezależnie od tego, czy ktoś reaguje płaczem czy nie. 

J. 

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg