GośćNarzekający 15.12.2025 14:38

Słyszałam niejedną naukę w kościele o tym, by nie narzekać, i zasadniczo zgadzam się, że bez narzekania może łatwiej się żyje. Ale narzekanie jest częścią mojej tożsamości jako Polki. Jak Polacy się spotykają, to narzekają, i jest to bardziej zwyczaj niż rzeczywiste, prawdziwe narzekanie. W Ameryce na „how are you” oni zawsze odpowiadają, że wszystko jest OK (nawet jak nie jest), a w Polsce na odwrót - nikt nawet nie zadaje takich pytań, a jak zada, to usłyszy narzekanie - nawet, gdy jest dobrze! Taka kultura po prostu. Z drugiej strony widzę negatywne skutki narzekania, ale jak nagle przestanę narzekać, to towarzystwo uzna mnie za jakąś dziwną/nieszczerą. Ale z drugiej strony chciałabym wprowadzić do swojego życia więcej wdzęczności i radości. Jak to pogodzić z polską kulturą, która jest we mnie zakorzeniona? A jako Ślązaczka czuję, że narzekanie jest jeszcze bardziej częścią mnie. Gwara śląska jest przecież bardzo „ciężka” jeśli chodzi o samą melodię i gruboskurność wielu wyrażeń, trudno w niej wyrażać pozytywniejsze emocje, za to wyrażanie negatywnych przychodzi naturalnie. Jak to pogodzić? Czy mam się wyrzec swojej tożsamości, zacząć wzorować na Amerykanach? Czy może to tylko moje obserwacje, że narzekanie leży w polskiej naturze, a tak naprawdę to nie jest to aż tak bardzo zakorzenione, jak mi się wydaje? Od wielu lat kieszkam zagranicą, może coś się zmieniło w Polsce w tej kwestii?

Odpowiedź:

Hmm... W kwestii narzekania chyba nic się w Polsce nie zmieniło. To znaczy jedni narzekają bardziej, inni mniej, inni nie narzekając wcale. Czy to źle narzekać...

Wydaje mi się, że nie ma potrzeby przestawiać się z narzekania na nieszczery uśmiech i mówienie, ze wszystko jest OK. Warto natomiast próbować narzekanie ograniczyć i mówić te o pozytywach. Bo, jak tak realnie spojrzeć, to zdecydowana większość ludzi ma jednak też ku temu powody. Czyli chodzi przede wszystkim o to, by zacząć te pozytywy dostrzegać.  I będzie dużo łatwiej :)

J.

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg