Gość 13.12.2025 16:02
Co zrobić jak cudza miłość boli mnie do tego stopnia, że nie chce iść na czyjs ślub? Wiadomo że z chłopakiem się kończy wtedy znajomośc to łatwiej wtedy, ale z dziewczyną, koleżanką się boję, że tam trzeba przyjść. Wiem, że nie ma co patrzeć w przyszłość. Ale mnie już teraz boli miłość w filmach, książkach, nie chce być świadkiem jak ktoś kogoś poznaje. Nieraz wręcz fizyczny ból sprawia.
Co zrobić? Jak to ludziom wytłumaczyć, że to za duży ból dla mnie? I żeby nie zgrzeszyć.Kiedyś zupełnie normalnie na to patrzyłam.
Coś we mnie się zepsuło.
Jak przestać mieć z tym do czynienia? Doszło do tego, że płakałam pół dnia, bo ktoś gdzieś tam ma chłopaka /dziewczynę, męża /żonę, a ja nie mogę znaleźć. Aż kataru dostałam. Pewnie o to się rozchodzi.
I też nie każdy, bo np nie przeszkadza mi, że profesor ma żonę i dzieci albo jakiś nauczyciel czy starszy człowiek, tylko problem jest w ludziach młodych.
I nie mogę znieść, że ludzie w publiczności biorą się za ręce, to zbyt intymne i pewnie się boję że od razu grzech. Jak z tym poradzić? Bo jak widzę starsza parę, taki "dziadziuś z babcią" to podziwiam, że tak idą i wciąż się kochają
I wtedy nie przeszkadza fakt, że akurat za rękę. To samo w przypadku ludzi w wieku moich rodziców, tacy średni.
Myślę, że warto być otwartym na to, co niesie życie. Otwartym, to znaczy nie żądać od życia, by w każdym wymiarze było takim, jak ja chcę. Co ma być to będzie. Ukochany się znajdzie albo nie znajdzie się nigdy. Nie ma co panikować: można i samotnie przejść sensownie przez życie. Samotność pozwala kochać bardziej, bo nie tylko parę osób (męża, dzieci), ale i wielu takich, którzy jakoś potrzebują pomocy - dobrego słowa, życzliwości, pomocy w załatwianiu jakichś drobiazgów... Ot, księża, zakonnice. Ale i wielu innych. Życie, ale i miłość, nie ograniczają się do bliskich związków z drugim człowiekiem...
J.