01.12.2007 12:06

Niejednokrotnie na tym portalu czytałam pytania osób mających problemy z rozróżnieniem, kiedy myśl staje się grzechem. Czytam bardzo uważnie odpowiedzi, ponieważ jest to również mój wielki problem. Dotyczy to nie tylko myśli niewstydliwych, ale również źle życzących, krytycznych, oszczerczych, obrażających bezpośrednio Boga itp. Chodzę do spowiedzi często, a i tak grzechów wymieniam bardzo dużo, ponieważ z każdej myśli się spowiadam, nawet z najbardziej absurdalnej. Walczę z tymi myślami nieraz naprawdę ze wszystkich sił, ale na koniec stwierdzam, że jednak musi to być moja wina, że one się pojawiają. Nie jestem w stanie ocenić, czy daną myśl zdecydowanie natychmiast odrzuciłam, czy może dłużej się nad nią zatrzymałam, czy rzeczywiście jej nie aprobuję, czy może jednak częściowo tak. Po za tym nie jestem w stanie przyjmować komunii św. ze świadomością, że takimi myślami obraziłam Boga i ludzi i już czasami po kilku dniach od spowiedzi rezygnuję z komunii św. Jak sobie radzić z takimi problemami, jak odróżniać pokusy od grzechu, jak w końcu nie rezygnować z komunii św. z powodu wmówionych sobie grzechów ciężkich? Szczęść Boże

Odpowiedź:

Podstawową sprawą w takich razach jest współpraca ze spowiednikiem. Najlepiej ciągle tym samym. Trzeba się zdać na jego oceny. Po drugie, gdy przychodzą złe myśli, trzeba się modlić. Niekoniecznie do modlitwy klękać, ale jeden czy drugi akt strzelisty do Boga czy świętych skierować. Nie zatrzyma to może nachodzących Cię myśli, ale utwierdzi w przekonaniu, że one Cię nachodzą, a nie są Twoje. Czyli sa pokusą nie grzechem... Co jeszcze...

W myślach dotyczących bluźnierstw wobec Boga czy bliźnich dobrym sposobem, jest zamienianie ich na błogosławieństwo. Kiedy przychodzi myśl przeciwko Bogu, chwal go słowami (choćby szeptem). Gdy myśl przeciw proś Boga za nim. Oczywiście nie musisz tak reagować przy każdej myśli, ale niech takie będzie Twoje nastawienie. Możesz przy porannej modlitwie powiedzieć Bogu ze chcesz tak robić; wzbudzić w sobie taką intencję. Wtedy może uwierzysz, że Twoje myśli nie są Twoje, a tylko Cię nachodzą. Czyli są pokusą.

Bo nie wydaje się żeby owe myśli było przez Ciebie chciane, skoro z nimi próbujesz walczyć. Gdyby były naprawdę twoje, to byś się nimi albo wcale nie przejmował, albo przypominał sobie o nich dość rzadko. Skoro jest to dla Ciebie poważny problem, to chodzi raczej o pokusę. Przecież potem nie powtarzasz tego głośno, nie działasz zgodnie z Tymi myślami....

W ocenie Boga czy bliźnich powinniśmy być sprawiedliwi. Wiadomo że Bóg jest święty i wszelka zła myśl o Nim nie może być słuszna. Ale bliźni czasem są źli. Strzeż się sądów niesprawiedliwych. Jeśli pierwsza myśl jest negatywna, to przecież nie jest to jeszcze sąd. To dopiero wstęp do rozważenia sprawy. Więc nie uważaj tych myśli zaraz za grzeszne. A nawet jeśli jest w tym trochę Twojego przyzwolenia, to jest go właśnie trochę. Nie może być mowy o grzechu ciężkim, do którego popełnienia trzeba pełnej dobrowolności. Trudno o pełną dobrowolność w kilka sekund. Zwłaszcza jeśli dotyczy to sprawy tak nieuchronnej, jak to, co komu przychodzi do głowy, a nie konkretnego czynu.

Myśli nieczyste stanowią chyba ciut inna kategorię. Dlaczego? Między pomyśleniem źle o człowieku a zrobieniem mu prawdziwej krzywdy jest ogromna przepaść. Nieczyste myśli niosą zaś ze sobą bardzo konkretne podniecenie seksualne. Jest to już wprowadzanie się w pewien stan...

Na pewno jednak przelotna myśl nieczysta, na której człowiek sie nie zatrzymuje, nie jest żadnym grzechem. Jesteś kobietą (odpowiadający w końcu zauważył formę żeńską w Twojej wypowiedzi), to normalne, że mężczyzna może być dla Ciebie pociągający. Chodzi o to, byś się nad takimi myślami nie zatrzymywała, nie lubowała się w nich, by nie doprowadzały Cię do seksualnego podniecenia. Jeśli jest tak, że celowo o tych sprawach nie rozmyślasz, że nie zatrzymujesz sie z upodobaniem na tych myślach, że nie podejmujesz decyzji "tak, chcę o tym myśleć", to nie ma grzechu...

J.