Tomek 02.11.2021 13:21

Szczęść Boże,

raz w trakcie spowiedzi księdzu bardzo się spieszyło i pogonił mnie, żebym "przeszedł do konkretów", gdy mówiłem wg mnie istotne okoliczności grzechu. Może miał rację, może za duża dygresja.. w każdym razie, bardzo się zestresowałem tym i szczerze mówiąc po spowiedzi miałem bardzo dużą wątpliwość, czy ja w ogóle poczekałem na zakończenie formuły rozgrzeszenia (czy nie wyszedłem za wcześnie z konfesjonału) z powodu tego zestresowania... Czy takie zachowanie byłby grzechem / czyniłoby spowiedź nieważną? Nie wiem nawet jak się z tego wyspowiadać w razie potrzeby, bo - choć próbowałem - nie mogę sobie przypomnieć końcówki spowiedzi właśnie przez ten stres, który się pojawił...

I drugie, powiązane pytanie - w trakcie ostatniej spowiedzi przypomniałem sobie o tym wydarzeniu wyżej już w trakcie mówienia "więcej grzechów nie pamiętam" (literalnie wtedy), stwierdziłem że najpierw się skonsultuję, bo mam wątpliwości czy to w ogóle był grzech ciężki, jak popełniony z paniki. Czy ten tok rozumowania był ok? Czy nie popełniłem tutaj zatajenia? Wstyd mi było przerywać i mówić o takich przypuszczeniach, chyba się po prostu bałem takiej samej reakcji, a teraz boję się, że wtedy się tylko próbowałem usprawiedliwić z zatajenia.

Nie wiem za bardzo co zrobić, proszę o wskazówkę jeżeli to możliwe.

Bóg zapłać

Odpowiedź:

1. Nie pamiętasz, więc trudno uznać, że wyszedłeś "przed czasem". Zwykle czekasz do rozgrzeszenia, prawda? W takim wypadku wątpliwość działa na Twoja korzyść. Nawet gdyby tak było, ksiądz pewnie udzieliłby rozgrzeszenia. A Bóg... Cóż, nie jest formalistą.

2. Jak napisałem wyżej, nie sądzę, by był z poprzednią spowiedzią jakiś problem. Ale jak chcesz zapytaj przy kolejnej spowiedzi. Skoro już mówiłeś, ze więcej grzechów nie pamiętasz i wstydziłeś się przerwać, to nie ma mowy o zatajeniu. Zresztą chciałeś pytać, bo pytasz teraz, tylko zapomniałeś, a za późno się przypomniało Nie uznałbym, ze to zatajenie.

J.