Gość 23.08.2019 10:53

Natomiast ja mam obawy bo w internecie można znależć wiele wypowiedzi świętych mówiących o tym że większa częśc ludzkości będze potępiona.Bardzo mnie to zasmuciło,mimo wiedzy iż wypowiedzi świętych niekoniecznie są nauczaniem Kościoła,i niekoniecznie są nieomylne.Jednak jak święty mówi takie rzeczy to czy to oznacza że to jest prawdą?Mam stwierdzoną nerwicę natręctw ,boję się że spędzanie czasu z innymi to grzech bo oni pewnie będa potępieni,że muszę ich upominać na każdym kroku.I to również daje domyslenia że nalezy wciąz pokutować być smutnym i szukać grzechu. Niewiem,może te zdania świętych nie są ich,ale może ich są?Boję sie też że mam obowiązek mówić innym że pewnie będziecie potępieni.


„Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (Mt. 7, 13);

„Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt. 22, 14).

Pewnego dnia św. Jan Chryzostom, głosząc kazanie w katedrze w Konstantynopolu i rozważając te proporcje, nie mógł się powstrzymać przed zadrżeniem z przerażenia i zapytał: „Jak sądzicie, ilu z tej wielkiej liczby ludzi zostanie zbawionych?”. I nie czekając na odpowiedź dodał: non possunt in tot milibus inveniri centum qui salventur, quin et de his dubito (pośród tylu tysięcy ludzi nie znaleźlibyśmy więcej niż setkę tych, którzy są zbawieni, a nawet wątpię, czy byłoby ich stu).
„Tak ogromna liczba nieszczęśliwych dusz zginie” (św. Filip Nereusz);

„Tak, rzeczywiście wielu ludzi będzie potępionych” (św. Benedykt Józef Labre);

„Jak wiele dusz traci niebo i idzie do piekła” (św. Franciszek Ksawery);

„Liczba potępionych potępionych jest nieobliczalna” (św. Weronika Giulani);

„Większa część ludzi wybiera potępienie zamiast kochać Boga wszechmogącego” (św. Alfons Liguori

Odpowiedź:

Człowiek o skrupulatnym sumieniu nie powinien nikogo upominać. Bo robi to - jak sam widzisz - ze strachu o siebie, nie z miłości do bliźniego. A gdy ma taką motywacje, lepiej żeby milczał. Bo jego nieumiejętne upomnienie może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Na pewno też upominać zawsze należy z taktem, z miłością. Nie chodzi przecież o to, żeby ktoś zaciął się w uporze, ale żeby naprawdę się zmienił. Tymczasem kiedy człowiek upomina ze wywołanego nerwicą strachu, że sam grzech popełni, troska o drugiego jest mu zazwyczaj obca.

Wiem, że nerwica to poważna sprawa. Gdy jednak nie jest zbyt mocno utrwalona, dość łatwo sobie z nią poradzić. Trzeba po prostu konsekwentnie odrzucać kierowanie się lękiem, a przyjąć zasadę, że kieruję się rozumem i basta.

J.