AABBCC 04.05.2019 15:07

Szczęść Boże,
Mam 16 lat i powoli czuję jakbym tracił wiarę. Nie potrafię poradzić sobie z nałogiem masturbacji i pornografii. Do tego dochodzi też skrupulanctwo przez które w ogóle nie mogę normalnie żyć, bo cały czas myślę o grzechu. Odpowiadający często pisze żeby w przypadku skrupulanctwa żyć miłością, ale ja nie wiem jak mam to zrobić. Zawsze coś mnie odpychało od osób bardzo wierzących, bo wydali mi się oni dziwni. Miałem okres głębszej wiary przez kilka miesięcy kiedy przestałem się masturbować, wtedy też stałem się skrupulantem ale po jakimś czasie znowu wróciłem do nałogu. Trudno jest mi też wierzyć bo większość moich rówieśników śmieje się z wiary i z Boga albo jest im to obojętne. Mam tylko jednego znajomego głęboko wierzącego ale on jest specyficzny i nie chcę mu się zwierzać. W ogóle to od roku stałem się mniej komunikatywny bo nie chciałem grzeszyć jakimiś nieodpowiednimi żartami i dalej to mam. Przez moje skrupulanctwo straciłem też chęci do modlitwy bo cały czas boję się że się zamyślę lub rozproszę i to już będzie grzech. Modlę się już tylko że by było (czy taka modlitwa to grzech?) lub ze strachu. Zawsze przy modlitwie lub na Mszy jakieś myśli przychodzą mi do głowy, a ja zamiast koncentrować się na Bogu walczę z nimi. Myślę, że mam też nerwicę natręctw. Nie chcę mówić o tym rodzicom, księdzu na spowiedzi też nie, bo jestem ministrantem i głupio mi jest się zwierzać a po 5 minutach witać się z nimi w zakrystii. Kiedyś jednemu księdzu się tak zwierzałem i teraz mi strasznie głupio jak sobie o tym przypominam. Pytałem się rodziców czy mógłbym się spowiadać w innej parafii ale zdenerwowali się na mnie i nie pozwolili mi. Proszę mi powiedzieć co mam zacząć robić bo nie czuję już prawię chęci do życia.

Odpowiedź:

Co poradzić...

Wydaje mi się, że warto zobaczyć, ku czemu to może zmierzać. Zarówno Twoje problemy związane z czystością jak i te związane ze skrupułami mają jeden kierunek: są pokusą, by przestać się przejmować i dać sobie z Panem Bogiem spokój. Ministrantowi nie trzeba chyba tłumaczyć, jakie najpewniej jest źródło takiej pokusy...

Po drugie... Skrupuły. Zauważ, że rodzą się pragnienia bycia doskonałym. Oczywiście takie pragnienie je jest złe, ale trzeba do spraw podchodzić rozsądnie. Są grzechy wielkie i małe grzeszki. Są grzechy wynikające z ludzkiej złości ale i wybijające z ludzkiej słabości. Są w końcu grzechy i pokusy do grzechu, a to nie to samo. Ot, rozproszenie na modlitwie. Lepiej je mieć czy lepiej wcale się nie modlić, albo o tyle o ile? Albo nieczyste myśli: grzechem jest, gdy ktoś sam je wywołuje albo z lubością się nad nimi zatrzymuje. Gdy je odrzuca, to raczej jest to pokusa. I chwała dla niego że pokusę odrzuca, prawda? Nie ma więc co panikować. Ty chcesz być dobrym człowiekiem, ale cóż by to był za dobry człowiek, który by nie miał pokus? Świętym "z braku okazji" łatwo być. To samo dotyczy Twojego bycia w towarzystwie. Słusznie chcesz unikać okazji do grzechu. Ale przecież przyjaźń, koleżeństwo, to też wielka wartość. Lepiej więc nauczyć się opierać okazjom do grzechu niż zrywać kontakty, o ile w grę nie wchodzą jakieś bardzo demoralizujące sytuacje. A jak wśród kolegów będziesz "czysty", po prostu nie będziesz uczestniczył w takich żartach, takich złych rozmowach, będąc z nimi nie nie powiedz, a raczej zmienisz temat, to lepiej zrobisz, niż gdy będziesz ich towarzystwa unikał. Tylko musisz być mocny. I jasno sobie mów, czego chcesz, jaki chcesz w tym relacjach z kolegami być.. Nie martw się więc każdym brudem. Unikaj wielkiego zła, ale nie rozpaczaj, że nie udało CI się całkiem odrzucić mniejsze. Uda się za następnym razem, jak się podszkolisz :)

Czystość... Chyba najlepiej, jeśli zajrzysz TUTAJ

Powodzenia.

J.