Klaudia 26.04.2019 15:33

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Jestem tutaj nowa i zdecydowałam się napisać ponieważ już zupełnie nie wiem jak do tej sprawy mam podejść. Poniekąd chyba sama jestem sobie winna... Moim problemem są niemal ciągłe wątpliwości, czy dana czynność jest grzechem ciężkim. Na pewnym forum znalazłam wsparcie i proste rozwiązanie - kiedy pojawią się u mnie wątpliwości, czy coś jest grzechem ciężkim, czy też nie, mam to zostawić. Niestety, znów rozstrząsam i karmię swoje niepewności. Zaczęłam chodzić do psychologa, na ten moment, na 99% mogę być pewna, iż cierpię na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, a chyba od strony duchowej nazywa się to skrupułami. Czeka mnie najprawdopodobniej terapia, na którą się udam. Jest to dla mnie udręka, ciągłe zastanawianie się, czy popełniłam grzech, czy też nie i obawa przed przyjęciem Komunii. Czy jeżeli nie potrafię jednoznacznie ocenić moich czynów i zachowań i miewam wątpliwości co do ich wagi, to nie traktować ich w kategorii grzechu ciężkiego?

Odpowiedź:

Chyba trzeba spojrzeć na sprawę szerzej. Napisałem wcześniej artykuł na ten temat. Ogólny, ale już sprawy jakoś tam ustawiający. Znajdują się tam także linki do rad, których na swojej stronie udziela ks. Michał Kaszowski (w tej sprawie na pewno godny zaufania). Można go znaleźć pod adresem:

https://zapytaj.wiara.pl/doc/713988.Waga-grzechow

Sedno problemu dotyczącego skrupułów tkwi w tym, że skrupulant się boi. To znaczy boi się, ze popełnił grzech ciężki. I dla niego miarą tego, czy go popełnił czy nie jest właśnie ten strach, ta obawa, ten lęk. Im większy, tym pewniej chodzi o grzech ciężki. Tymczasem to nie tak. To rozum powinien rozstrzygać, na ile coś było poważnym złem, na ile popełnionym świadomie i na ile dobrowolnie. Rozum, nie uczucia, nie lęki. Jeśli rozum mówi, że był grzech ciężki, to był. Jeśli mówi, że go nie było, to go nie było.

Trudno oczywiście wielkość zła zważyć, bo nie ma do tego jakieś wagi, ale można spróbować podejść do sprawy inaczej. Zwłaszcza odnośnie do grzechów popełnionych wobec innych: jeśli mnie ktoś zrobiłby coś podobnego jak ja innym, to czy czułbym się mocno zraniony? Ot, słowne przepychanki. Czy padło słowo, które mnie by "zabiło" czy to raczej tylko słowne utarczki, które po człowieku spływają jak po kaczce. Albo kradzież: czy gdyby mi ktoś nie oddał książki - bo zapomniał, bo nasze drogi wcześniej się rozeszły - to czy miałbym do tego kogoś wielki żal, czułbym się bardzo dotknięty? Albo kłamstwo: czy naprawdę spowodowało wielkie zło? No bo co innego kogoś oczerniać i kłamliwie przypisywać mu różne poważne wady, a co innego skłamać, ze jest się zajętym, gdy nie ma się ochoty na spotkanie.

Tak, to prawda, że człowiek mający problem ze skrupułami zazwyczaj nie ma wątpliwości, ale wie na pewno, ze popełnił grzech ciężki. A skoro ma wątpliwości, to pewnie grzechu ciężkiego nie popełnił. Ale warto to przemyśleć, zracjonalizować i spojrzeć w miarę trzeźwo na sprawę. Odrzucając obawy, lęk i strach...

Nie bardzo wiem, jak radzić sobie z przeszłością, która czasem skrupulata dogania i wpędza w rozpacz, że wiele grzechów popełnił. Najlepsza metoda jest chyba spowiedź generalna, która tę przeszłość zamyka (to w konsultacji ze spowiednikiem). Ale na co dzień wystarczy się już pilnować: nie chce żadnego zła. A skoro go nie chcę, to jak jakieś przypadkiem w ferworze życia się zdarzy, to raczej nie grzech ciężki. Bo ten - jeszcze raz przypomnę - popełnia się tylko w ważnej sprawie, w pełni świadomie i w pełni dobrowolnie.

Podsumowując: nie bój się, odrzuć strach. Bóg jest dobry. I na pewno nie jest skrupulatnym urzędnikiem, u którego zgadzać się musi każdy przecinek. Tak postępują tylko straszni służbiści, Dlaczego Bóg, dobry Ojciec, w odniesieniu do swojego dziecka miałby być taki?