Gość 25.01.2019 14:11

Mam 28 lat. Mam taki problem. Moja chrzestna jest osobą bardzo dynamiczną. Gada właściwie wszystko i o wszystkich. Ja obecnie pracuje razem z ojcem w gospodarstwie rolnym. Skończyłem licencjat z matematyki ale mnie te studia w ogóle nie interesowały. Ta moja chrzestna cały czas mówi mi o pracy i szukała by mi wszędzie zatrudnienia oraz pyta mnie o to czy się żenię. Czasem psuje moją opinię wśród innych osób jak jest w moim domu np.w towarzystwie bo mnie to trochę poniża. Przecież w gospodarstwie też mam pracę. To nie jest tak że nic nie robię. Czasem jej dam coś np to co potrafię zrobić sam. Ona chyba mnie nie docenia. Powoli zaczynam do niej czuć niechęć. Czemu tak jest że ona mi dogryza. Czy dlatego że ja się daję. Czasem nic nie mówię ale mam ochotę jej coś odpowiedzieć. Może ona nie jest zadowolona z życia i wyżywa się na mnie. Najchętniej to bym z nią nie rozmawiał bo powoli tracę cierpliwość do jej charakteru. Ona pracuje i chyba uważa że nikt nie pracuje już. Ja mam 28 lat i sam sobie znajdę zatrudnienie jakie mi będzie pasowało. Denerwuje mnie jak ktoś pcha się w moje życie z łapami. Zwłaszcza że mam 28 lat a nie chociaż 18. Przez nią trochę tracę poczucie własnej wartości bo przejmuję się opinią innych. Co ja mam robić jak ona często odwiedza mój dom?

Odpowiedź:

No cóż... Praca w gospodarstwie jest tak samo pracą, jak inne. Chyba nawet trudniejszą, bo przecież nie dająca możliwości zostawienia wszystkiego i wyjechania na urlop. I może przecież stanowić źródło utrzymania. Od wieków dla wielu stanowiła. Nawet pewniejsze niż inne prace. A chrzestna... Pewnie po prostu tego nie rozumie. Albo w ogóle uważa prace w gospodarstwie za coś gorszego...

Myślę, że to poczucie bycia poniżanym bierze się stąd, że mimo wszystko czujesz się jakoś od tej swojej chrzestnej gorszy. Pewnie zaprzeczysz, ale chyba tak właśnie to wszystko odbierasz. Że uważasz ją za coś w rodzaju wyroczni. Chyba po prostu musisz jasno sobie powiedzieć: ona może nie mieć racji, ja wiem swoje. Wtedy jej gadanie będzie Cię bolało znacznie mniej. I nawet będziesz się umiał z jej wywodów śmiać. Tylko delikatnie, żeby jej nie urazić :)

Bo tak to już jest, że dopóki człowiek nie uwierzy, że nie wypadł sroce z pod ogona, dopóty różne uwagi "lepiej wiedzących" bolą. Nawet jeśli ci, którzy takie oceny wyrażają guzik z pętelką wiedzą. Kiedy zauważasz, że sam głupi nie jesteś, wtedy mogą gadać ile chcą i spływa po człowieku jak po kaczce....

J.