Gość 33 18.01.2019 17:03

Szczęść Boże.Mam taki problem. Mój kolega z pracy od dwóch lat szantażuje mnie samobójstwem. Średnio, co tydzień się zabija. Nie wiem na ile jest to prawda, a na ile blefuje, ale jestem już tym wykończona psychicznie, bo teraz ciągle wysyła mi smsy, że idzie się zabić i że będzie to moja wina, bo odeszłam i nie chcę mu pomóc. Czy on ma rację i to ja będę kiedyś przed Bogiem odpowiadać za Jego śmierć, jeśli do niej dojdzie?Chodzi o to, że zostawiła go żona i odeszła z dziećmi i on tym się załamał, ale wcześniej jak jeszcze była to też mnie szantażował, bo wyznał mi, że jest we mnie zakochany i że bez mojej przyjaźni i wsparcia sobie nie poradzi, bo od żony nigdy wsparcia nie miał. Ja go nie kocham, bo nie interesują mnie związki z żonatymi mężczyznami. Po prostu kumplujemy się i ja jasno postawiłam mu granice naszej znajomości i powiedziałam, że albo to uszanuje, albo koniec i tydzień temu się od niego odseparowałam, bo gryzły mnie wyrzuty sumienia, bo nie mogłam dopuścić,żeby np. przytulał mnie na siłę, gdy ja nie chciałam, a czasem próbował tak robić. Czy w tej sytuacji dobrze zrobiłam, że zerwałam tę znajomość i czy będę winna Jego ewentualnego samobójstwa? Dodam tylko, że On jest naprawdę sam i bez wsparcia, a do tego ciężko chory i z długami. Ja zawsze próbowałam mu pomóc, ale nie w ten sposób, bo zależy mi na Jego małżeństwie i nie chcę robić niczego, co jest wbrew mojemu sumieniu.I jeszcze jedno pytanie. Czy miałam grzech za to, że z Nim pisałam i rozmawiałam przez telefon aby Go wesprzeć na duchu i jeśli go czasem przytuliłam albo potrzymałam za rękę, bo mnie bardzo prosił, bo był zrozpaczony i płakał przy mnie? Ja się z tego zawsze spowiadałam, ale w sumie nigdy nie byłam pewna, czy jest to ewidentnie moralnie złe. Podkreślam, że ja tego nie chciałam, bo nic oprócz sympatii do Niego nie czułam, a zgadzałam się, bo było mi Go po ludzku żal.Z góry dziękuję za odpowiedź. Zależy mi po prostu aby wiedzieć, co robić. Czy ja mam Go zostawić, czy dalej mu pomagać. Jaka jest w tej sytuacji chrześcijańska postawa?

Odpowiedź:

Najpierw może to drugie pytanie... Okazywanie drugiej osobie życzliwości, wspieranie jej, rozmawianie, nawet przytulenie dla dodania otuchy nie są grzechem. Zasadniczo jest to nawet coś dobrego. Jak widać jednak na przykładzie Twojej sytuacji, są ludzie, którzy mogą próbować ludzką życzliwość i dobroć wykorzystać przeciw tym, którzy ją okazują. W tym wypadku powiedziałbym nawet, ze ten człowiek próbuje Cię osaczyć. Choć jasno stawiasz sprawę on próbuje tak Tobą manipulować, byś czułą się zobowiązana zbliżyć do niego. Wobec takiego człowieka lepiej zachować daleko idącą powściągliwość. Tobie go żal, a on tak naprawdę Cię bez skrupułów krzywdzi. I próbuje skrzywdzić jeszcze bardziej, chcąc przez wzbudzenie w Tobie poczucia winy sprawić, że się z nim zwiążesz, choć go nie kochasz..

Już znasz odpowiedź także na pierwsze pytanie, prawda? Nie, jeśli ów człowiek popełni samobójstwo, nie będziesz temu winna. I moim zdaniem nie tylko nie musisz, ale wręcz nie powinnaś dać się w ten sposób szantażować. Chce się zabić? Proszę bardzo. Jego sprawa. Nie Twoja.

Wyjaśniam. Człowiek odpowiada tylko za to, co sam zrobił, za to jak sam zdecydował. Za decyzje innych odpowiada tylko w takim stopniu, w jakim ma w złym czynie bliźniego współudział. Np. przez namawianie do zła, uwiedzenie do niego, wspieranie w złym, zmuszanie (szantażem, biciem). Ty ani go do samobójstwa nie namawiasz, ani go w tej decyzji nie wspierasz ani go to tego nie zmuszasz. Nie robisz nic takiego, co można by uznać za Twój współudział. Jest dokładnie odwrotnie: to on Cię krzywdzi, bo chce wymóc na Tobie decyzje, których nie chcesz. To on jest agresorem, który perfidnym szantażem chce Cię usidlić. Masz prawo nie ulegać takiemu szantażowi. Masz prawo bronić swojej niezależności, swojej wolności. Nie masz obowiązku wiązać się za facetem, bo on tego chce. Do związków trzeba wolnej decyzji obojga. To oczywiste.

Zauważ, ze logika "jeśli nie zrobisz tego, czego żądam, to ja wtedy coś tam" to logika terrorysty. To terroryści próbują winą za swe czyny obarczać ofiary. "Nie zapłaciłeś okupu, więc jesteś winny, że zamordowałem Twoje dziecko". "Nie wypuściliście z więzienia mojego kolegi, więc jesteście winni, że wysadziłem w powietrze dom zamieszkały przez dwanaście rodzin". Widzisz to? Jedyna różnica polega na tym, że ten człowiek straszy, ze krzywdę zrobi nie innym, ale samemu sobie. Ale reszta pozostaje ta sama: próbuje odpowiedzialnością za swoje decyzje obarczyć Ciebie. Absolutnie się na takie stawianie sprawy nie zgadzaj.

Co bym poradził? Zerwać znajomość. Przestać się przejmować, że biedny, z długami itd. On Tobą manipuluje. Wyrządza Ci wielką krzywdę, a próbuje wyrządzić jeszcze większą. Musisz to przerwać. Ale bądź ostrożna: ktoś o takiej mentalności, gdy zobaczy że szantaż jest nieskuteczny, może zechcieć przejść do gróźb. Zbytnio go więc nie prowokuj. A razie czego - szukaj pomocy.

J.