Gość 26.10.2018 22:12

Jestem w szczęśliwym związku małżeńskim, mamy z mężem dwoje dzieci. Najmłodsze ma 2 miesiące. Od czasu porodu (a nawet jeszcze wcześniej) nie współżyliśmy z mężem. Cesarskie cięcie sprawiło, że długo bolała mnie blizna, a teraz po prostu nie odczuwam żadnego popędu, dosłownie niczego. Bardzo ale to bardzo kocham męża, ale nie potrafię zmusić się do współżycia. Wydaje mi się, że problem tkwi w głowie. Pomimo stosowania kalendarzyka i tak zaszłam w ciążę (w każdej ciąży współżyliśmy w dni teoretycznie niepłodne), ale nie potrafię się przełamać w żaden sposób. Odrzuca mnie to. Mało tego, odrzuca mnie od jakichkolwiek czułych gestów. Stałam się osobą aseksualną, oziębłą w sferze okazywania uczuć. Mąż twierdzi, że on również nie potrzebuje współżycia ale boję się, że kiedyś nie wytrzyma tego. Terapia nie wchodzi w grę. Nie mamy na nią ani czasu w ciągu tygodnia ani pieniedzy na wizyty prywatne. A ja czuję się z tym strasznie. Czuję do siebie wstręt i obrzydzenie, zaczynam nienawidzić siebie a nie o to przecież chodzi Bogu...

Odpowiedź:

Nie wiem co napisać. Skoro w grę nie wchodzi możliwość terapii... Ja sam terapeutą nie jestem....

Co widzę? Pani deklarację o miłości do męża, jego deklarację, że seksu nie potrzebuje. I pani strach, połączony z obrzydzeniem do siebie samej, że taka się Pani stała. "Wydaje mi się, że problem tkwi w głowie" - napisała też Pani. No, chyba faktycznie tak jest. Jak to zmienić bez terapii? Nie wiem, ale coś zauważyłem.

Napisała Pani o stosowaniu kalendarzyka. Nie wiem czy to nie był skrót myślowy, ale jeśli nie, to może warto byłoby poczytać więcej na temat naturalnych metod planowania rodziny. O metodzie objawowo-termicznej na przykład. Sam kalendarzyk to dziś metoda jedynie pomocnicza.... Proszę zajrzeć np. TUTAJ.

Bo może Pani oziębłość w sferze okazywania uczuć bierze się właśnie z lęku przed kolejną ciążą? Gdyby lęk był mniejszy, oziębłość jako (pewnie nieuświadomiona) metoda obrony przed współżyciem trochę straciłaby na znaczeniu...

Co jeszcze? Pomyślałem, że jakieś tam okazywanie sobie życzliwości rożnymi gestami tez jest ważne. To nie musi być zaraz czułość partnerska, ale "po męsku" -- uścisk dłoni, krótkie objęcie ramieniem. Takie bez cienia erotyzmu. Może od tego warto by zacząć?

Nic mądrzejszego nie wymyślę... Niestety.

J.