Gość 14.09.2018 09:25

Szczęść Boże mam 2 pytania:
Od 4 lat choruje na nerwice natręctw a od jakiegoś roku jeszcze doszło do tego skrupulactwo.Większość natrętnych myśli jest związanych z religią od ponad pół roku pojawiła się myśl że jestem powołany do kapłaństwa że tego chce itp.Problem w tym że ja w głębi serca chce mieć dziewczyne żona,rodziny.Boje się że jeśli mam powołania a jednak założe rodzine to będe wiecznie potępiony.Dochodzą też myśli samobójcze że po co żyć skoro bede potępiony.I też mam takie wrażenie że jeśli się nie modle np. To te myśli ustępują. Pytanie czy zły duch może dawać takie fałszywe uczucia powołania.Oczywiście nie przestaje się modlić i chodzić do kościoła.Teraz można powiedzieć że wcześniejsze natręctwo ustąpiło a pojawiło się to o kapłaństwie.Dodam też że kiedyś był grzech które mógł otworzyć na dzianie złego ducha.Oczywiście już wyspowiadany.Często przyjmuje komunie świętą i chodze do spowiedzi.
a) czy to może być takie nękanie ze strony zlego i fałszywe uczucie powołania?
b)jeśli nawet mam powołanie do kapłaństwa ale ja jednak wybiore małżeństwo czy będę zbawiony jeśi będe żył jak najmniej blisko Boga?

2.Dostałem można powiedzieć prezent skradzioną piłke nie mam jak jej oddać co w takiej sytuacji mam zrobić.Upommieć raczej nie upomne tej osoby od której ją otrzymałem.Co zrobić w takiej sytuacji?
Pozdrawiam

Odpowiedź:

Nie martw się. Nerwica natręctw i skrupulanctwo są raczej przeciwwskazaniem do pójścia do seminarium. Nie może to więc być prawdziwe powołanie. Zresztą, jeśli by było prawdziwe, Bóg znalazłby sposób na przekonanie Cię, żebyś sam, dobrowolnie podjął tę decyzję.A skoro tego nie chcesz, to na pewno nie masz powołania. Tym akurat zupełnie nie musisz się kłopotać.

Zbawienie... Zauważ, że do zbawienia potrzebna jest poparta decyzjami wiara, nie realizacja takiego czy innego powołania. Chodzi o przykazanie miłości, o dziesięć przykazań Dekalogu. To je mamy realizować. A na drodze jakiego powołania - to już rzecz mniej istotna. Jesteś pobożny? To super. To jest ważne. Nie to, czy pójdziesz do seminarium czy nie.

Myśli samobójcze... Ech. Brak w tym logiki, nie widzisz? Boisz się, ze zostaniesz potępiony, więc chcesz szybciej umrzeć. A przecież właśnie taka "przyspieszona śmierć" bardziej zagraża Twojemu życiu wiecznemu niż cierpliwe zmaganie się z życiem, o swoją świętość....

W skrupułach, podobnie zresztą jak w nerwicy natręctw, o strach właśnie chodzi. Chcesz przestać się bać. Trzeba więc, byś ten strach przełamał i zadziałał na przekór tego, co Ci każą nieracjonalne strachy (nieracjonalne, bo wcale nie zachęcam Cię do robienia czegoś naprawdę niebezpiecznego). Stanie się coś złego? No trudno. Spróbuj, zaryzykuj. Może jednak nie? Skoro pamiętasz, że zamykałeś drzwi, to po co po raz drugi sprawdzać. Najwyżej zostaną otwarte. Po raz trzeci sprawdzasz, czy zamknąłeś gaz. Ano raz wystarczy. I koniec. Ostatecznie pod Twoją nieobecność różne rzeczy mogą się z instalacją gazową stać, więc trzeba to zostawić Bożej Opatrzności. Podobnie w kwestiach religijnych. Boisz się Boga? Przecież Twoja wiara mówi Ci, że On jest dobry. Zaufaj. Bo jeśli jest taki, jak Ci każe widzieć Go Twój strach, to i tak przy boku takiego Boga wieczność nie mogłaby być szczęśliwa, prawda? Ufaj, że jest takim, jakim Go pokazuje Biblia, nauczanie Kościoła. Że nie jest takim, jakim Go pokazują Twoje lęki.

Ogólnie: kieruj się rozumem, nie lękami. A gdy lęk się pojawia, to rozumem odpowiedz sobie na pytanie, czy faktycznie jest to strach uzasadniony. Kiedy stoisz nad przepaścią - strach broni Cię przed nieostrożnością. Ale gdy stoisz na chodniku raczej nie ma sensu się obawiać, że spadnie CI na na głowę meteoryt, prawda?

2. Kradzioną piłkę dostałeś? To oddaj temu, któremu ukradziono. A jeśli to niemożliwe, to ustal co zrobić ze spowiednikiem.

J.