Skrupulantka 02.06.2018 17:34

Szczęść Boże. Przepraszam, że to znowu ja. Jednak mam do wyjaśnienia pewna sytuację z pracy, o której starszemu księdzu na spowiedzi tym bardziej nie potrafiłabym wyjaśnić, a tu chodzi o to czy spowiedź była ważna czy nie. Otóż jako nauczyciele dostajemy podstawowa wypłatę za etat i osobne pieniądze za nadgodziny wyrobione w danym dniu. Kartkę z wypełnionym nadgodzinami oddajemy pod koniec miesiąca. No i właśnie tutaj pojawił się problem. W czwartek mam ujemne nadgodziny dokładnie - 0.6 a w piątek dodatnie 2.4 co daje razem do wypłaty za 1.8 godziny. Tyle że w te dwa dni jechałam do komisji na egzaminy gimnazjalne do szkoły która znajduje się jeszcze dalej tzn ok. 30 km, normalnie mam ok 22. Niewazne. No i zastanawiałam się czy wliczyć sobie za te dni do wypłaty te nadgodziny czyli 1.8. Co prawda nie miałam wtedy lekcji ale też siedziałam w szkole tylko innej. Ku ścisłości w czwartek normalnie bym była od 10.50 do 13.45 a na egzaminach byłam od 8.00 do ok 12, już dokładnie nie pamiętam... W piątek siedzę zawsze od 8.15 do 13.45. A teraz byłam również od ok 8.05 do ok 12, no może prawie. No i jeszcze dziennie była godzina przerwy w tym przymusowej no może pół tak naprawdę a przed egzaminami też siedzieliśmy ok 40 min bo zaczynali pisać od 9 ale być kazali od 8.Nie jestem pewna ale kartkę z nadgodzinami chyba trzeba było oddać szybko. Wpisałam te nadgodziny tak jakbym normalnie miała lekcje. Czemu? Nie jestem do końca w stanie stwierdzić co mną kierowalo.czy nie chciałam być skrupulatem i robić problemów albo się przyznawać że może to nie fair wpisanie to skoro zawsze tak wpisywano..

Raz zareagowałam i wszyscy musieli przeze mnie wykreslac tyle że wtedy wcale nie byliśmy w szkole to trochę co innego.moze też trochę mi było szkoda tych pieniędzy, nie wiem trudno powiedzieć ile w tym mogło być chciwości o ile była.. Bo zwykle wpisuje na swoją niekorzyść byle nie mieć wyrzutów a tym razem czemu tak zrobiłam nie wiem. Pomyślałam też że nikt za benzynę mi nie zwróci to chyba można wpisać bo mniej więcej się wyrowna. No ale jeszcze spytałam dyrektorki jak to wpisać która do końca sama nie wiedziała, ale zasugerowałam że może wpisać i powiedziałam nie wiem teraz czy słusznie że czas pobytu tam się wyrównał mniej więcej, chyba zapomniałam o tych przerwach, a być może mogło być to świadome.. Nie pamiętam. Koniec końców wpisałam i wyszłam 1.8 godz na plus. Byłam u spowiedzi jakis czas później. Nie włączyłam tego do grzechów. Nawet chyba o tym nie myślałam. Ale coś mi się zdaje że w czasie samej spowiedzi przeszła mi o tym myśl przez głowę ale odrzuciłam to i nie mowilam, bo w rachunku nie uznałam tego za grzech. Teraz żałuję, mogłam to powiedzieć i mieć z głowy tyle że to był za krótki czas na reakcję. Jeszcze dochodzi skrupulanctwo przy którym trudno odróżnić prawdziwy grzech od nieważnego. Po spowiedzi czulam że jest ok.

Miesiąc później przy wypełnianiu następnych nadgodzin znów była podobna sytuacja, nie dało mi to spokoju a ponieważ miałam więcej czasu to poszukałem w internecie jak to jest w świetle prawa z tymi nadgodzinami w dni w które nie ma lekcji a jest coś innego nie z winy nauczyciela. Opinie są podzielone ale ostatecznie nie powinno chyba się tego wpisywać bo nauczyciel powinien niby pracować 40 godz tygodniowo a pobyt na egzaminach wlicza się w to. Co prawda ja mam wrażenie że ciągle coś robię do szkoły, generalnie chodzi o to że naprawdę nie żałuję swojego czasu i bardzo się przykładam, chyba za bardzo zaniedbuje inne sprawy ale nie wyrabiam się jako młody nauczyciel czyli 2 lata stażu. Powiedziałam to dyrektorce co przeczytałam o tych nadgodzinami że nie wpisywać i tym razem potwierdziła te wersje. Chciałam sobie odjąć te godziny w tym miesiącu za te w poprzednim. Ale ona nie pozwoliła już mieszać. Nie wiem jak to wyrównać, fakt nie szczedze prywatnych pieniędzy na materiały szkolne od zawsze kupuje różne rzeczy że swojej kieszeni więc może jakoś w ten sposób. Pozostaje tylko pytanie czy tamta spowiedź była ważna... Naprawdę nie mam sił jej powtarzać, nawet nie mam u kogo bo mój ksiądz chyba już nie ma cierpliwości do moich długich wynurzen a ja sama ledwo jestem w stanie pójść do konfesjonalu tak się denerwuje zawsze strasznie ale jeśli byłaby nieważna..

Może ważne co mną kierowalo. Nie jestem w stanie wykluczyć ani grama chciwości ale dziwne to by było bo zawsze pilnuje by nie było coś na moją korzyść.. Raczej po prostu chciałam być normalna... I postępować tak jak raczej robią to inni.. Może i czułam że to nie do końca ok ale też nie znałam przepisów, dyrektorka również... Zresztą chyba zawsze wpisywalismy te godziny a też niby nie powinno się za rekolekcje itp jeśli to nie były lekcje tylko inne zajęcia ale jakoś dopiero teraz zaczęłam nad tym rozmyślać jak powinno być. Boję się co inni nauczyciele powiedzą na to że tego już nie wpisujemy szczególnie jeśli sie dowiedzą że ja to odkryłam na nauczycieli w tym swoją niekorzyść bo oczywiście nikt nie jest skrupulatem jak ja i to dla nich dziwne. Dodam że z bezsilności i niewiedzy czy spowiedź była wazna chodziłam do Komunii. Odpuściłam sobie.

Nawet jeszcze raz lub dwa zdarzyło mi się przekroczyć prędkość. Zamiast 90 to 120 i takie drobne wyprzedzanie przeszkody stojącej choć możliwe że dobrze nie widziałam czy coś nie jedzie czy coś.do tego jakieś wygaśnięcie mężowi że mus koszula źle leży sugerując że jest za gruby:/bo tak jest :( ale chodziłam do Komunnii i czułam się dobrxe tzn ze normalnie że jestem jak inni bo nie umiem być krystaliczna. Że już nie przejmuje się codziennie co chwilę że mam grzech. Bo mam zablokowana spowiedź. Ale pisze bo nie nie wiem czy to dobra droga czy znów mam się męczyć i co chwilę wracać do starych grzechów i brać na siebie coraz cięższe ciężary ciągle się umartwiajac..

Odpowiedź:

Nie widzę tu grzechu. Dyrektorka tez nie umiała odpowiedzieć na Twoje pytanie i dopiero teraz wie jak to powinno być. I słusznie stwierdziła, że nie ma co mieszać. A że ciągle dokładasz do szkoły ze swojego, to w ogóle się już tą sprawą nie przejmuj. Spowiedź była ważna i koniec.

Co do nadmiernej prędkości i omijania przeszkody... na drodze trzeba oczywiście uważać, ale coś takiego trudno uznać za wielki grzech. Nie musisz z tym iść do konfesjonału... Podobnie ze złośliwością wobec męża. Nic wielkiego się nie stało. Każdy grubszy facet słyszy to od swojej żony co najmniej raz w tygodniu. Da się z tym żyć;)

J.