Gość 15.03.2018 17:57

Szęść Boże,

mam pytanie o przyznawanie się do wiary i gorszenie innych. Otóż, leczę się z nerwicy, terapeuta zauważył, że przyczynia się do tego moja wiara, że główną przyczyną jest moje postrzeganie seksualności przez wiarę - jako grzechu. Bo teraz jestem kawalerem, więc wiadomo, że każde pobudzenie się będzie grzechem. To się przekłada na konieczność symbolicznego "zmywania" z siebie tego (a więc zbyt długiego mycia rąk).

Czy przyznając rację terapeucie, nie siałem zgorszenia? Ja sobie tak tłumaczę, że przecież chodzi o to, że moje złe postrzeganie seksualności / postrzeganie pod kątem grzechu i skrupuły są przyczyną, nie wiara ogólnie, ale czuję, że źle zrobiłem przytakując na tak ogólne stwierdzenie, że to wiara powoduje we mnie takie postrzeganie tego i jednocześnie odpowiada za nerwicę.

Mogę próbować to wyprostować kiedyś, ale nie mam pojęcia, czy w ogóle wtedy popełniłem grzech lub zachowałem się niemoralnie, czy mogę domniemywać dobrych intencji terapeuty, że tak ogólne stwierdzenie było tylko skrótem myślowym pod tytułem "mój punkt widzenia na wiarę jest zły"?

Swoją drogą - nerwica sprawia, że czuję lęk, czasem wręcz paniczny, że zostawię coś po sobie. Brzydzi mnie to, czuję, że to niemoralne, że przecież nikt by nie chciał dotknąć mojego preejakulatu, więc jak tylko jest cień szansy, że nawet zaschnięty gdzieś został na ubraniu i go dotknąłem, to muszę się zmyć dokładnie. Czy mogę przyjąć, że mimo, że czuję, że to jest niemoralne i obrzydzające, to nikt inny zdrowy na to nie zwraca uwagi, więc mogę sam to "olać" i mimo, że natręctwa każą zmywać się dalej "bo coś zostanie", to ja tego nie posłucham, mimo że wewnątrz jest napięcie, że popełniam coś niemoralnego, coś obrzydzającego? Nie chodzi oczywiście o nie mycie rąk zupełnie, ale że raz, góra dwa razy przemyć albo nie szorować się po dotknięciu rozporka "bo coś mogło być". Może się wydawać bardzo głupie, ale nie potrafię się tutaj kierować rozumem, bo rozum mówi, że przecież nie widzę że jest czysto, więc może tylko bardziej zwracam uwagę od innych i to inni źle robią.. No taka choroba ;) Dlatego potrzebuję chyba powiedzenia tego jasno i wyraźnie

Bóg zapłać

Odpowiedź:

1. Nie widzę powodu do prostowania czegokolwiek w relacjach z terapeutą. Wcale nie zaparł się Pan wiary.

2. Proszę myć ręce tak często i tak dokładnie, jak zwykli to robić ludzie w Pana otoczeniu. Ten brud na Pana rękach to raczej kwestia wyobraźni, niż brud faktyczny. No bo choć może pod mikroskopem kłębią się na naszych rękach bakterie, to przecież sterylna czystość jest dla nas niezdrowa. Wystarczy usuwać nadmiar brudu,nie trzeba ego mikroskopijnych cząstek.

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać