Gość 26.02.2018 11:36

Ja sobie poradzić z wyrzutami sumienia, które nie wiem czy są słuszne? Przez jakieś 2 lata pisałem przez internet z kolegą który był chory na nerwicę. Pisałem z nim o życiu. Ja często żaliłem się a on dawał mi rady. W 2016 roku w sierpniu on popełnił samobójstwo. Przed jego śmiercią pisałem z nim o życiu i ja byłem w głebokiej niechęci i pisałem ze życie bez celu nie ma sensu. Do tej pory ja nie odnalazłem swojego celu. Później pisałem z jego siostrą i dowiedziałem się że on kilka dni był bardzo w złym stanie i pilnowała go siostra. Ale mimo tego on się zabił bo ona gdzieś wyszła. Wyznałem to już księdzu na spowiedzi ale ciągle mam wyrzuty które wracają że to może przeze mnie on to zrobił. Chociaż jego narzeczona uważa że on był chory i nikt nie miał na to wpływu. Jak znalazłem w internecie to on pisał do mnie 26 lipca 2016 a zabił sie 10 sierpnia 2016. Nie mam wszystkich wiadomosci z nim bo usunąłem je już. Miałem trochę spokoju sumienia ale teraz znowu to wróciło. Niby to nie była niczyja wina ale jakoś boję się ze może moja bo narzekałem na życie że jest bez sensu i moze to na niego wpłyneło. Ja chociaż narzekałem to nie miałem intencji zeby kogos namawiać do takich decyzji. Pan Bóg chyba wie jaka jest sytuacja? Tylko ja nie wiem czy dać sobie z tym spokój.

Odpowiedź:

Na pewno nie jesteś winien temu, że ów znajomy podjął decyzję o samobójstwie. Przecież go do tego nie namawiałeś, a tylko nawzajem skarżyliście się na swój los. Skarżyliście się pewnie po to, by znaleźć zrozumienie. To raczej powinno odwieźć od samobójstwa. Niestety, stało się inaczej. Na pewno nie ponosisz za tę nie przez Ciebie podjęta decyzję żadnej odpowiedzialności. Zresztą ta pilnująca go siostra tez nie. Nikt. On sam podjął taką decyzję...

Twoje wyrzuty sumienia są więc "niesłuszne"; niesłusznie się oskarżasz. Ale takie orzeczenie pewnie nie sprawi, że znikną... Bo to nie tylko kwestia rozumowej oceny... Wydaje mi się, że pomóc mogłoby Ci, gdybyś się za tego człowieka modlił. O jego zbawienie i życie wieczne. Nie jesteś winny jego decyzji, ale w ten sposób na pewno mu pomożesz. I przekonasz sam siebie, że gdybyś nawet był winny (a nie jesteś, powtarzam) , to już to zło naprawiłeś...

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać