Senior 26.02.2018 08:37

Przed wielu laty onanizowałem się. Nie wyznawałem tego na spowiedzi, bo po pierwsze bardzo się wstydziłem, a po drugie myślałem, że nie wyrządzam tym czynem nikomu krzywdy. Trudno mi teraz określić ile czasu trwałem w tym stanie. W każdym razie zerwałem z tym nałogiem i jestem wolny od niego już kilka dobrych lat. Łatwiej mi się żyło, nie czułem żadnej winy z tego powodu. Teraz gdy czytam więcej dzięki internetowi, dotarło do mnie, że to jednak był grzech czystości, że powinienem był się z tego spowiadać. Przyjmowane komunie były świętokradzkie. Ostatnio spowiadałem się 3 m-ce temu. Jak mam teraz wybrnąć z tej sytuacji?

Odpowiedź:

Proszę powiedzieć o problemie przy najbliższej spowiedzi. Szczere wyznanie win to najlepsza droga do wyjaśnienia wątpliwości. I niezależnie od tego czy spowiednik uzna, że był grzech świętokradztwa czy go nie było, po prostu udzieli rozgrzeszenia.

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać