Gość 25.02.2018 23:24

Nie mogę poradzić sobie ze złością. Mam kolegę w pracy, który bardzo mnie irytuje. Odbieram go jako fałszywą, arogancką osobę (taką opinię wyrobiłam po dwóch latach znajomości). Z tego powodu ograniczam nasze kontakty, rozmowy do absolutnego minimum. Nie mogę nawet na niego patrzeć. Nie jest to oczywiście nienawiść, nie życzę mu niczego złego. Oficjalnie jesteśmy "kolegami", ale tak naprawdę oboje wzajemnie się nie lubimy. Czy moja postawa jest grzechem? Czy jako katolik muszę "lubić" każdego? Rozmowa z nim o naszych relacjach zupełnie nie wchodzi w grę, nie chcę mieć z nim nic wspólnego.

Odpowiedź:

To nie grzech. Lubić nikogo nie musisz. I nie musisz z takim kimś wchodzić w pozasłużbowe relacje. Jeśli odnosisz sie do niego pooprawnie, nie szkodzisz mu, źle mu nie życzysz, to nie ma problemu.

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać