PD 27.12.2017 21:06

Mam następujące pytanie. Czy jako katolikowi wolno mi popierać zbrojenie się Państwa? Generalnie w katechizmie jest napisane: "Gromadzenie broni wydaje się wielu ludziom paradoksalnym sposobem powstrzymania ewentualnych przeciwników od wojny. Widzą w tym najbardziej skuteczny ze środków zdolnych zapewnić pokój między narodami. Wobec takiego odstraszającego zabiegu powinno się wysunąć poważne zastrzeżenia moralne. Wyścig zbrojeń nie zapewnia pokoju. Nie tylko nie eliminuje przyczyn wojny, ale może je jeszcze nasilić. Wydawanie ogromnych sum na produkcję ciągle nowych rodzajów broni uniemożliwia przyjście z pomocą głodującej ludności (Por. Paweł VI, enc. Populorum progressio, 53). hamuje rozwój narodów. Nadmierne zbrojenia mnożą przyczyny konfliktów i zwiększają ryzyko ich rozprzestrzeniania się". Z drugiej strony kraj ma prawo do obrony i prowadzenia tzw. wojny sprawiedliwej. Zastanawiałem się nad tym i sądzę, że kto jak kto, ale akurat Polacy mają pełne moralne prawo posiadania silnej armii, zdolnej nie tylko do obrony, ale dysponującej też jakąś siłą odstraszania potencjalnego przeciwnika. Oczywiście wydatki na zbrojenie się nie powinny być "nadmierne", ale z racji naszych warunków geograficzno - historycznych, w naszym wypadku powinny być jednak znaczne. Tak sądzę, ale mam wątpliwości, dlatego chciałbym poznać zdanie Odpowiadającego.

Odpowiedź:

Moim zdaniem Polska ma prawo dysponować środkami, które zapewnią jej jako taką obronę przez sąsiadem będącym atomowym mocarstwem. Ale przed bronią atomową raczej, gdyby została użyta w większej skali, raczej się nie obroni. Choć przyznaję, na wojskowości się niespecjalnie znam...

Chodzi o to, że np. nie mamy powodu, żeby eskalować zbrojenia w kontekście wszystkich innych naszych sąsiadów. Ale mamy powód, by obawiać się Rosji. Pewne zbrojenia są potrzebne. Bo choć nie zapewnią wygranej, to jednak nie pozwolą wejść na nasze terytorium zupełnie bezkarnie...

J.