Gość 23.11.2017 15:26

Witam,

jestem w pewnej sytuacji / mam pewne pytanie.
Jestem dziewczyna, mam 21 lat. Niedawno temu wyprowadzilam sie z domu, aby chodzic na studia ktore sa w miescie 400km od domu. Jest to miasto male, lecz duza liczba mieszkancow to wlasnie studenci. Zwiazane z tym byly trudnosci znalezianie mieszkania. Probowalam dostac pokoj w akademiku, lecz listy osob oczekujacych sa zbyt dlugie no i nie dostalam sie tam. Na szczescie mialam znajoma, ktory wynajmowala pokoj w normalnym mieszkaniu ze wspollokatorem. skonczyla studia miesiac zanim ja zaczelam, dlatego moglam przejac ten pokoj. Pewien problem to ten, ze mieszkam tu ze wspollokatorem, czyli facetem. On jest w moim wieku i ogolnie mowiac to tu tylko mieszkamy zeby studiowac i koniec, nic wiecej. nawet bywaja dni, kiedy ja go w ogole nie widze bo jestem zbyt zajeta albo on ma mase pracy. Dzielimy ze soba tylko kuchnie i lazienke, ale czy zyje w grzechu konkubinatu? Czy narazam sie na grzech? ja jestem osoba wierzaca, chodze do kosciola co niedziele, i jakos sie czuje dziwnie, nie moge sie pogodzic z ta sytuacja. ja bym w zyciu nigdy nie zaczynala jakiegos zwiazku z nim, mysle ze on tez nie. chce powiedziec, ze nie zyjemy ze soba, tylko jakby obok siebie. rodzice moi sa tez wierzacy i nie mieli zadnych obaw ze zwiazku z ta sytuacja.
Czasem po prostu sobie mysle "co inni sobie pomysla?" albo "co moj przyszly maz sobie kiedys o tym poysli?"

Pozdrawiam :)

Odpowiedź:

Moim zdaniem nie popełniasz grzechu. Ważne, że układ jest czysty. Że ani wy siebie nie traktujecie jak parę, ani ludzie w was pary nie widzą. Oczywiście ktoś może tak pomyśleć, ale wy nie dajecie ku temu żadnych powodów - ot, nie chodzicie razem, trzymając się za rękę itp...

J.