pytająca 05.01.2011 22:59

Moje pytanie dotyczy zbawienia. Jakiś czas temu Przewartościowałam swoje życie. Teraz staram się, aby zawsze na pierwszym miejscu był Pan Bóg. Wcześniej nie zawsze tak było, niby zawsze starałam się uczestniczyć we Mszy Sw, modlić się jednak nie robiłam tego do końca świadomie, nie przeżywałam tego wewnętrznie. Jakiś czas temu się to zmieniło . Naczytałam się o końcu świata i sie przestraszyłam, nie znaczy to, że uwierzyłam w przepowiednie, ktróe wieszczą koniec świata za dwa lata w roku 2012, jednak zdałam sobie sprawę, ze gdyby ów koniec swiata moj wlasny (smierc) czy paruzja nastapily przykladowo jutro, to nie jestem na to gotowa. Tym samym zaczelam sie modlic na rozancu (i bardzo wierze w moc tej modlitwy, pomogla mi juz nie raz Maryja a raczej Pan Bog za Jej wstawiennictwem), spowiadam sie czesto i przyjmuje Komunie Sw, jednak ciagle pozostaje we mnie obawa czy ja aby na pewno nie robie tego ze strachu?A co jezeli tak jest? To nie tak, ze gdyby nie Bogto zabilabym kogos albo rozwiodla z mezem. Dla mnie te wartosci sa wazne, jednak czuje, ze nie do konca jestem szczera w tym co czuje, jest jakis strach we mnie. Polega on glownie na tym, iz nie umiem uwierzyc w to, ze Bog chce zbawienia dla kazdego i ciagle sie doszukuje, ze taka osoba jak ja (jak wspominalam, nie zawsze zylam zywa wiara, czesto spowiadalam sie ot tak, bez rachunku, coz to byly wiec za spowiedzie? niewazne z cala pewnoscia, a wiec i Komunia byla swietokradztwem) nie moze byc zbawiona i w zwiazku z tym bardzo boje sie smierci. A przeciez na logike osoba w pelni kochajca Chrystusa (pewne jest ze tylko Bog kocga prawdziwie) tak po ludzku i w pelni oddanie nie powinna sie obawiac smierci, bo obojetnie co ten jest, to jest to lepsze,bo przeciez przygotowal to dla nas sam Pan Bog i co do tego nie powinno sie miec watpliwosc. Ja jednak strasznie sie boje...

Odpowiedź:

Czyli istotą Pani problemu, jak rozumiem, jest to, że nie do końca potrafi Pani zaufać, że Bóg chce Pani dobra... Bo boi się Pani, ze takie "nawrócenie ze strachu" jest nieważne...

Postawiłbym sprawę tak: dla Boga jest mniej istotne czy ze strachu czy z miłości, ważne, że w Nim złożyła Pani swoją nadzieję. Bo chyba w postawie prawie wszystkich wierzących strach przed potępieniem i miłość do Boga są wymieszane. Tylko w różnych proporcjach. U jednych więcej jest jednego, u innych drugiego. Ale z ręką na sercu powiedzieć "tylko strach" albo "tylko miłość" chyba nikt by nie umiał... Więc proszę się nie obawiać. Weszła Pani na łódź ratującą przed wieczną zagładą. On na pewno z Pani z niej nie wyrzuci. Nawet jeśli Pani miłość jest niedoskonała, on pozostaje wierny...

Proszę zwrócić uwagę jeszcze na dwie sprawy. To nie do końca tak jest, że kieruje się Pani tylko lękiem przed potępieniem. Pani kocha to co dobre (nie chce zabijać, nie chce się rozwodzić), a lęk przed końcem (świata, śmiercią) był tylko impulsem, który pomógł podjąć decyzję...

Po drugie... Proszę zwrócić uwagę, że lęk przed śmiercią nierozerwalnie związany jest z lękiem przed umieraniem. A to dwie różne sprawy. Być może Pani niezbyt ostro to sobie uświadamia, i swój lęk przed bólem, strachem, słabością itd odczytuje tylko jako lęk przed spotkaniem z Bogiem....

J.