Ariel 16.10.2025 18:42
Po stracie dziecka bliska osoba popadła w problemy psychiczne. Ostatnio udała się do spowiedzi (akt wielkiej odwagi z jej strony), jednak w sytuacji kontaktu z obcymi ludźmi wpada w panikę i traci zdolność rozumienia ludzkiej mowy.
Spowiedź zaczęła cicho i niewyraźnie (to też kwestia choroby) i nie wiadomo, czy spowiednik cokolwiek usłyszał. Kiedy doszła do momentu wyznania grzechów, napadł ją silny paraliż i nic nie wyznała. Po chwili milczenia ksiądz zaczął coś mówić, jednak nic nie zostało zapamiętane. Jakieś "Bóg ma cię w swojej opiece" padło, nic więcej nie zrozumiała.
Nie wiadomo, czy miało miejsce formalne rozgrzeszenie.
Chyba nie można zakładać, że udzielono rozgrzeszenia? Jak taka osoba ma odbyć spowiedź, co uczynić? Taki stan utrzymuje się od miesięcy, leczenie psychiatryczne nie daje na razie efektów. Od miesięcy nie jest w stanie wrócić do pracy. Czy to znaczy, że do czasu wyzdrowienia (jeśli takie nastąpi) jest de facto wyłączona z życia sakramentalnego? Raczej nie znajdzie tyle odwagi, by wrócić do tego księdza, by dopytać, czy rozgrzeszenie było.
Myślę, że warto by było porozmawiać z jakimś księdzem, przedstawić mu problem i wtedy próbować spowiedzi jeszcze raz. Ksiądz wiedząc jak się sprawy mają zdecyduje... Gdy zdarza się, że ktoś nie potrafi niczego z większym sensem powiedzieć z racji jakichś problemów psychicznych wtedy oczywiście traktowany musi być inaczej niż człowiek zdrowy. Sam żal będzie tu ważny, chęć pojednania z Bogiem... Ale to musiałby zdecydować konkretny ksiądz.
J.