młoda242 28.03.2010 03:27

jestem osobą młodą w tym roku skończyłam 18 lat i czemu muszę cierpieć? czemu wasz Bóg skazuje osoby na cierpienie? czemu skazał swojego syna na śmierć? i to śmierć tak bolesną? czemu mi zabrał najpierw mojego Tate? czemu w momencie gdy go najbardziej potrzebowałam? czemu nie zabierze pijaków, morderców? tylko dobrych ludzi? czemu wasz Bóg jest brutalny? jedna tragedia w rodzinie nie wystarczy prawda? dlatego musiałam rok później stracić przyjaciela i chłopaka w wypadku? w następnym roku dziadka?? czemu tysiące ludzi musiało zginąć w wyniku fali tsunami? były tam dzieci...setki dzieci... czemu w zeszłym roku musiałam stracić przyjaciela w wypadku? nie jestem hiobem!!! ani nie jestem JEzusem który bedzie cierpiał za innych. jestem młodą osoba, która z każdym dniem jest coraz słabsza. czemu musiałam sie dowiedzieć o tym że moja matka jest poważnie chora? To wszystko ma mnie umocnić w wierze? ciekawe jakim cudem. może ktos mi odpowie dlaczego tak sie dzieje. "Bóg stworzył człowieka na swoją podobizne, umiłował go bo był dobry" pewien znajomy powiedziął mi, że tak gdzie jest miłość nie ma miejsca na słówo zabójstwo. to w jaki sposób wyjaśnicie mi fakt że wasz Bóg "zabił" własnego syna?? nie zabijaj tak mówi dekalog... a wasz Bóg skazuje na śmierć miliony bezbronnych i niewinnych ludzi.

Odpowiedź:

Jeśli wierzysz w istnienie Boga, to jest on także Twoim Bogiem. To nie nasz Bóg dopuścił na Ciebie to wszystko, ale Twój Bóg...

Bóg daje życie i Bóg je zabiera. Więcej: on patrzy z perspektywy wieczności. Śmierć nie jest końcem życia, ale przejściem do nowej jego fazy. Obrażasz się na Boga, że zabiera Ci Twoich bliskich, ale oni być może są zadowoleni. Bo tamto życie jest zapewne dużo lepsze od tego ziemskiego....

Twój chłopak zginął w wypadku. To smutne. Ktoś go przejechał? Jechał spokojnie samochodem, a ktoś do niego uderzył? Czemu nie obwiniasz kierowcy, a Boga? A może to Twój chłopak jechał jak wariat? Jeśli tak było, to dlaczego nie jego obwiniasz, a Boga? Czy uważasz, że to Bóg jest odpowiedzialny za wszystkie nasze głupie pomysły? Że powinien ratować nas przed wszelkimi konsekwencjami naszej bezmyślności?

Twój los też nie jest do końca w Twoich rękach. "Nie jestem Hiobem" piszesz. Prawda. Ale prawdą też jest, ze i Hiob nie był gotowy na to, co go spotkało. Zapewne chciałabyś lepszego, pogodniejszego życia. To normalne. W obliczu śmierci bliskich, choroby matki, nie ma się jednak co obrażać na Boga. Raczej trzeba mu dziękować, ze sama jesteś zdrowa. I prosić o zdrowie matki, prosić o pomoc w przyjęciu tego wszystkiego...

Być może ten ostatni akapit już Cię nie dotyczy... Ale przeczytaj jeśli chcesz... Tak to jest, że kiedy Bóg człowiekowi daje szczęście, niektórym ludziom ani przez myśl nie przejdzie, by Mu podziękować. Wtedy człowiek sam o sobie mówi, że jest zaradny, że sobie zapracował itd. itd. A na słowa o Bogu wzrusza ramionami i zastanawia się, czy On w ogóle istnieje. Na pewno zaś nie jest temu człowiekowi do niczego potrzebny. Gdy przychodzi nieszczęście tacy ludzie zaraz przypominają sobie o Bogu. Bo przecież oni są świetni, to ktoś inny musi być wszystkiemu winny...

J.