Mateusz R. 11.12.2009 21:39

Szczęść Boże,

Po przeczytaniu dodatku "Bioetyka katolicka" załączonego do Tygodnika Powszechnego w mojej głowie zrodził się pewien dylemat. Mianowicie: przeczytałem w nim, że Kościół nie zgadza się na adopcję nadliczbowych zarodków. Szczerze mówiąc nie rozumiem. Przecież zło in vitro już się dokonało.... Mam poważną wątpliwość: JEŚLI NIE ICH ADOPCJA to co? Przecież zamrożenie ich - to jest nieetyczne. Mamy pozwolić im umrzeć bo nie możemy się zgodzić na mniejsze zło? Przecież nie robienie nic i pozwolenie im umrzeć to będzie dopiero grzech.

Bardzo proszę o rzeczową odpowiedź.

Z podrowieniami

Odpowiedź:

Kościelni decydenci tłumaczą to w ten sposób, że trudno znaleźć dobre rozwiązanie dla zła, które już się dokonało. Innymi słowy, Kościół ostrzegał. Niech teraz martwią się ci, którzy tych przestróg nie słuchali...

Czy to słuszne podejście? Zgoda na adopcję tych dzieci przez zastępcze matki byłaby potraktowana jako zgoda na in vitro. Co więcej, nie ma żadnej gwarancji, że sytuacja za parę lat by się nie powtórzyła. Bo decydenci polityczni nie zamierzają z in vitro rezygnować. To zbyt wielki biznes...

Jesteśmy wiec w sytuacji mniej więcej takiej: ktoś ciężko ranił 2000 osób, sa one umierające. Jeśli im pomożemy i tak 90% z nich umrze. Ale złoczyńca wcale nie zamierza przestać ranić ludzi. Ciągle bedziemy mieli nowe ofiary... Czy rzeczywiście mamy go niejako "rozgrzeszyć", uspokoić jego sumienie, że w sumie wszyscy uzyskali pomoc, więc nic złego się nie dzieje?

J.