Gość 22.05.2026 21:20

Witam serdecznie. Napotykam w sieci dużo artykułów o tym, żeby zakazać spowiedzi dzieci. Że to niby dla nich stres, że to tylko dla dorosłych powinno być, dzieci nie rozumieją pojęcia grzechu w taki sposób jak człowiek dojrzały. I tego typu bzdury
.
Owszem, chyba do 6 czy 7 roku życia dzieci są traktowane jak istoty nieużywające rozumu. Proszę mnie poprawić jeżeli się mylę. Jakie argumenty są tutaj do obalenia, że to nieprawda co oni tam piszą? Co Odpowiadający o tym myśli? Przecież nie każde dziecko jest takie same. Znam córkę takiej kobiety bardzo pobożnej i ona od wczesnego dzieciństwa bardzo zżyta z kościołem. I nie widziałam żeby się martwiła. Może autorzy takich artykułów zakładają, że każde dziecko takie same? I tym tokiem rozumowania można przecież powiedzieć, że skoro spowiedź jest stresująca to może zakazać chodzenia do szkoły, to też przecież stresuje.

I tam w tym artykule, że dużo samobójstw wśród młodzieży jest przez spowiedź. Nie chce mi się wierzyć że przez samą spowiedź.
Na pewno trafili na złego kapłana.

I jakie kontraergumenty na to, że dziecko jest wtedy samo z dorosłym mężczyzną i że nie powinno być uczone, że jest winne śmierci Jezusa. Wiem, że to nie ono bezpośrednio tylko Adam i Ewa. A grxech pierworodny to nie tyle co odpowiedzialnosc zbiorowa tylko coś w stylu że zniszczy się dach, to kapie deszcz na głowę nie tylko temu co zepsuł ale też innym domownikom.

Odpowiedź:

W prawie kanonicznym za nie używające jeszcze rozumu uważane są osoby poniżej siódmego roku życia. O osobie, która ukończyła 7 lat domniemywa się, że rozumu używa... To kanon 97 KPK, paragraf drugi...

W sieci można znaleźć sporo tekstów uzasadniających potrzebę spowiadania dzieci. Ot, pięknie napisał o tym ksiądz Węgrzyniak... Kliknij TUTAJ. Jeśli tu coś napisać...

Trudno nie zgodzić się z ks. Węgrzyniakiem, że mówienie o stresie, jaki towarzyszy dzieciom w spowiedzi to przesada. A jego elementem nie jest samo wyznawanie grzechów, ale fakt, że musi się "wystąpić" - to znaczy powiedzieć formułkę itd. Tyle że to na pewno stres mniejszy niż występ przed klasą czy na szkolnej akademii... 

Tak, bardzo ważna rzeczą jest też, by kształtować w człowieku umiejętność przyznania się do winy, uznania, że nie jest się doskonałym. Skutki takiego braku widać nieraz już u dorosłych ludzi; ten wręcz chorobliwa nieumiejętność powiedzenia przepraszam, ciągłego obwiniania o własne grzechu innych czy prób znalezienia wytłumaczenia dla najgłupszych nawet własnych postaw. W stylu "bo zupa była za słona". Proszę spojrzeć tu na naszych polityków... Osoby, które nie mogą znieść nawet myśli o jakieś własnej winie zatruwają nasze życie znacznie bardziej niż te, które może i przepraszam nie powiedzą, ale uznawszy choćby w jakiejś mierze własną winę potrafią odpuścić. 

Umiejętność przyznania się do własnej winy na pewno pomaga też zachować zdrowie psychiczne. Dlaczego? Bo człowiek ma sumienie. Potrafiący wyznać swoją winę zrzuca z siebie ten ciężar. Nie potrafiący się przyznać cały czas go nosi. I próbuje sumienie zagłuszyć, okłamać... To nie sprzyja psychicznemu zdrowiu... A przypuszczenie, że ktoś, kto nie "przetrenował" przyznawania się do winy jako dziecko będzie to umiał robić jako osoba pełnoletnia to już kompletny absurd. Owszem, ten i ów się może i nauczy. Ale mało prawdopodobne, by było to częste. Z czasem umiejętność przyznania się do własnej winy raczej zanika niż się rozwija. Argument? Tych wielu dorosłych w polityce, którzy błędy widzą tylko po drugiej stronie sporu...

Co do stwierdzenia, że młodzi z powodu spowiedzi popełniają samobójstwo... Ciekaw byłbym badań na ten temat. Ot, statycznie" ile samobójców się spowiada, ilu nie. Nie słyszałem jeszcze o takim przypadku. Potraktowałbym ten zarzut jako kłamstwo. Młodzi nie radzą sobie z życiem na różnych płaszczyznach - ot, porzucenie przez ukochaną, uwikłanie w jakieś nieciekawe towarzystwo i inne. Twierdzenie że to z powodu spowiedzi się zabijają to wyssane z palca wydumki. 

Owszem, jako katecheta w szkole spotkałem się kiedyś z problemem złego potraktowania młodego człowieka w spowiedzi. Przed nieznanym księdzem, w pewnym sanktuarium. Tyle że to nie chodziło o jakiś konkretny grzech, ale mniemanie spowiednika, że delikwent się do spowiedzi nie przygotował, a on spowiadał się po paru latach buntu przeciw Bogu i chyba pozapominał formułek. Samobójstwa jako żywo nie zamierzał z tego powodu popełniać. 

Że dziecko nie powinno być sam na sam z obcym mężczyzną... Tak, sam na sam. Za kratkami konfesjonału... To na dodatek pomówienie. O to, że księża chcą krzywdzić dzieci. W całym moim doświadczeniu spowiedzi - a bylem pierwszy raz u spowiedzi jako sześciolatek - nigdy nie spotkałem się z sytuacją, w której ksiądz choćby dryfował w kierunku jakieś próby wykorzystania mnie. Najczęściej jako dziecko słyszałem słowa, które miały mnie utwierdzić w dobrym. Naprawdę. Nie pamiętam z dzieciństwa i młodości besztania, nie pamiętam jakiegoś złego odnoszenia się do mnie.... Nie mogę wykluczyć, że ktoś ma ze spowiedzią z dzieciństwa złe doświadczenia, ale sam nigdy nie czułem się po spowiedzi w jakikolwiek sposób poniżony. Wręcz przeciwnie...

Że dziecko jest uczone, że jest winne śmierci Jezusa... I dorosłemu nie powinno się tak skrajnych poglądów serwować. Jesteśmy wszyscy winni, bo jesteśmy grzesznikami. Ale przecież to nie my przybiliśmy Jezusa to krzyża. Nasze grzechy? To skrót myślowy. Jezus nieposłuszeństwo wobec Boga naprawił swoim posłuszeństwem aż do śmierci. Ale nie jest tak, że grzech dziecka - np. nie słuchanie rodziców - to przybijanie Jezusa do krzyża. Takich rzeczy i dorosłym nie powinno się mówić.... Między innymi moje grzechy się do tego przyczyniły, ale nie tylko moje...

To chyba tyle...

J. 

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg