karolina 10.12.2009 21:55

Mam pytanie odnośnie narkotyków. Nigdy ich nie brałam, ani też nie mam zamiaru ich brać, ponieważ uważam, że to największe bagno, w jakie można się wplątać.
Z drugiej strony coś mnie jednak intryguje w tym ćpuńskim światku, przeczytałam mnóstwo książek na temat narkomanii, a nawet i relacji z konkretnych narkotycznych podróży, oglądam zdjęcia narkomanów - słowem, widzę w tym coś ciekawego. Rozumie Pan - to co niedostępne i niebezpieczne, fascynuje najbardziej. Ogólnie o tych rzeczach myślę raczej sporadycznie i mam na tyle silny i ukształtowany charakter oraz wiedzę na temat horroru uzależnienia, że naprawdę NIGDY W ŻYCIU nie zdobyłabym się na wzięcie narkotyku. Jednakże dzisiaj zaczęłam się zastanawiać, czy to nie są jakieś niezdrowe ciągoty z mojej strony, czy to nie jest grzechem...

2. Rozmawiałam dziś z koleżanką - opowiadała mi o swoim wujku, który palił marihuanę i o jego wrażeniach po tym narkotyku, że śmiał się ze wszystkich i ze wszystkiego, np. był w barze i rozmawiał ze szklanką. Obydwie się z tego śmiałyśmy, czy było to grzechem, tj. aprobatą dla spożywania narkotyków? Oczywiście kilka minut później zaczęłam jej wyjaśniać, jakie ma skutki palenie marihuany, że THC osadza się w mózgu i przy regularnym paleniu powoduje postępujący spadek inteligencji, ale i tak nie czuję się jakoś z tym zbyt dobrze.

Odpowiedź:

1. Grzechem nie jest to na pewno. Ale być może pokusą. Fascynacja takimi sprawami może w końcu Cię zmiękczyć i po narkotyk sięgniesz...

2. To, że śmiałaś się z zachowania człowieka będącego pod wpływem alkoholu czy narkotyków właściwie nie jest grzechem. Rozmawianie ze szklanką czy inne sytuacje, które się przydarzają ludziom w takim stanie są śmieszne i byłoby dziwne, gdybyśmy się z tego nie śmiali. Źle by było, gdybyś się śmiała z nieszczęścia, jakie pijanego czy narkomana spotkało - np. jakiś wypadek czy coś podobnego...

Na pewno zaś śmiechu nie można uznać za akceptację dla brania narkotyków. A o to Ci chyba chodziło...

J.