aśka:) 26.08.2009 21:16

Szczęśc Boże!
Mój problem, a właściwie nie problem, tylko może dylemat odnosi się do cierpienia. Od kilku lat cierpię z powodu kontuzji kolana, jest ona dosyc poważna, lekarz powiedział że ta noga nigdy już nie będzie zdrowa. Dodatkowo w ostatnim czasie stwierdzono u mnie inną bardzo poważną chorobę, która najprawdopodobniej może niszczyc mój organizm. Ale nie to jest problemem.

Chodzi mi tutaj o moja postawę wobec tego cierpienia. Nie załamuję się nim, a wręcz przeciwnie ciesze się z tego krzyża. I chcę go nieśc. Kiedyś nawet prosiłam Boga bym mogła pokutowac za grzechy głównie mojej rodziny, jak i swoje, już tutaj na ziemi, by przybliżyło się Niebo :) i teraz zastanawiam się: czy jest to możliwe, aby Pan Bóg w Swej łaskawości wysłuchaj mej prośby?

Bo ja na prawdę czuję wewnętrzny spokój, nie targają mną jakieś załamania, pesymizm, itp. Czuję że jestem w stanie nieśc ten krzyż, że jestem na niego gotowa. Czy to grzech? Czy grzechem jest myślec w moim wieku o śmierci, cierpieniu i wieczności (mam 20 lat)? Przecież wszyscy dążymy do jednego celu...
I czy przez tego typu myśli możemy kusic Boga, by ten zesłał na nas cierpienie?
Serdecznie dziękuję za odpowiedź :)

Odpowiedź:

Odpowiadający oczywiście nie wie dlaczego spotkało Cię owo cierpienie z kolanem. Ale jeśli odczytujesz je jako przyjęcie przez Boga Twojej prośby, to może rzeczywiście tak jest.

Prosić o cierpienie na pewno trzeba roztropnie. Ale jeśli nie boisz się tego krzyża, chcesz go nieść, to na pewno nie można mówić o grzechu. Zresztą... W takiej, nawet nieroztropnej prośbie, zła jest tylko ludzka pycha... Gdy więc ktoś prosi wiedząc co robi, roztropnie, to na pewno nie ma grzechu...

J.