ewa 08.03.2007 11:05

Córka związała cię z żonatym mężczyzną. Twierdzi, że nim go poznała już miał zamiar rozwieść się z żoną (mężczyzna ten ma 10 letnie dziecko). Z rozwodem nie powinno być problemu gdyż to jest tylko ślub cywilny. W tym roku ponoć mieli wziąć ślub kościelny, ale od dawna się nie ukladalo więc... . Córka twierdzi, że jej znajomy jest bardzo nieszczęśliwy do tego ma problem z alkoholem a ona go tylko wspiera (to wspieranie polega też na współżyciu). Jestem przerażona, nasze argumenty do niej nie trafiają, nie wiem co powinnam zrobić. Chodzimy do Kościoła, córka też. Ja nie chcę by wiązała się z tym człowiekiem. Córka uważa, że nie można go przekreślać, skoro nie udało mu się w jednym związku to nie znaczy, że nikt nie może dać mu drugiej szansy? Co my jako rodzice możemy zrobić. Już za moment nasze dziecko kończy studia. Jest dorosła ale zawsze będzie naszym dzieckiem.

Odpowiedź:

Zdaniem odpowiadającego pozostaje modlitwa. Na zakochanie nie ma dobrych argumentów. Jeśli na coś można jej zwrócić uwagę, to:

a) jeśli komuś nie udaje się z jedna osobą, to wbrew pozorom jest to poważne ostrzeżenie, ze może się nie udać także z drugą

b) jeśli ktoś dla rozwiązywania swoich problemów używa alkoholu, to zapewne w przypadku pojawienia się następnych (a przecież w małżeństwie nie da się ich zupełnie uniknąć) postąpi podobnie. A wiadomo, picie będzie tylko nakręcało nowe problemy...

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać